czwartek, 30 lipca 2015

Opowiadanie "Czemu..." rozdział 8

*Violetta*
Poczułam ukłucie, jakby jakiś niewidzialny odłamek szkła wbił się w moje serce. Nikt nie zadał mi tego pytania. Nikt nie potrafił zrozumieć mojego zachowania. Z moich oczu popłynęły.
-Ty tego nie rozumiesz. - szepnęłam.
- To mi wytłumacz. - powiedziała cicho Ludmiła
Westchnęłam. Nie miałam siły ani odwagi opowiedzieć jej co stało się dwanaście lat temu. Jednak dziewczyna nalegała.
-No więc tak... - zaczęłam opowieść. - Dwanaście lat temu byłam zwykłą małą dziewczynką. Miałam kochających rodziców - tata był biznesmenem, a mama słynną piosenkarką - Marią Saramego. Pewnego słonecznego dnia ja i mama poszłyśmy na plac zabaw. Kiedy huśtałam się na huśtawce, do mamy podeszło dwóch mężczyzn w czarnych płaszczach. Zaczęli z nią rozmawiać. Podbiegłam do niej szybko, a ona przytuliła mnie i mruknęła coś po cichu do wyższego z rozmówców. On kiwnął głową i wraz ze swoim towarzyszem odszedł w stronę centrum. Spytałam się mamy, kim byli ci panowie, lecz ona wymigała się od odpowiedzi. Kiedy wchodziła do autobusu, nagle zemdlała. Bardzo się wystraszyłam. Przypadkowi ludzie zawieźli mnie i mamę na pogotowie. Kwadrans później przyjechał mój tata. Podsłuchałam jego rozmowę z lekarzem. Doktor powiedział że mama ma raka płuc. Dodał że nie ma dla niej ratunku i za dwa miesiące umrze. Tak też się stało. Załamałam się kompletnie. Najgorsze było to że tata w ogóle się tym nie przejął. Przez 8 lat wychowywał mnie i stał się zbyt troskliwy, ale nigdy nie widziałam, żeby płakał za mamą albo coś innego. Gdy miałam 13 lat do naszego domu przyjechali ci dwaj mężczyźni z parku. Powiedzieli że mama zanim umarła, zadłużyła się spłatami pożyczek i miała ogromne długi. Jako że teraz nie żyje, to my musimy spłacić raty za nią. To doprowadziło nas do skrajnego bankructwa. Sprzedaliśmy dom i zamieszkaliśmy w małej kawalerce. Tata nadal pracował. Kiedy spłaciliśmy wszystkie długi, zostaliśmy z niczym. Zaczęłam wtedy kraść i wyłudzać od małych dzieci pieniądze. Z czasem tata został mianowany szefem działu marketingu w firmie w której pracował. Zarabiał coraz więcej dlatego wygrzebaliśmy się z biedy. Znowu staliśmy się milionerami. W moje 14 urodziny zamieszkaliśmy w naszej dawnej willi. Nareszcie nie byłam biedną dziewczyną tylko bogatą nastolatką. Przez te długi tata znienawidził mamę. Wyrzucił wszystkie pamiątki po niej, ledwo uchroniłam kilka z nich. Doprowadzał mnie do szału swoimi krzykami. Postanowiłam stać się tak nieznośna jak on. Zaczęłam ubierać się wyzywająco, nakładałam na twarz i skórę tony kosmetyków, flirtowałam z chłopakami. Opuściłam się w nauce. Wyrzucili mnie z gimnazjum. Przez rok w ogóle nie chodziłam do szkoły. Ojciec denerwował się strasznie. Chciał wyrzucić mnie z domu, ale tego nie zrobił. Postanowił zapisać mnie do Studio. Poszłam na przesłuchania i dostałam się. Pierwszego dnia spotkałam Leòna. Był to przystojny chłopak który był okropnie zarozumiały. Zakochaliśmy się w sobie. Zostaliśmy parą. Później poznałam Camilę. Nieśmiała dziewczyna od razu przykuła moją uwagę. Najpierw zaprzyjaźniłyśmy się. Chciałam zerwać z maską złośnicy, lecz Leòn miał na mnie zły wpływ. Krzyczał na Cami i na mnie. Później swoim zachowaniem sprawił że Camila została naszą służącą. Kiedy chciałam przestać być " tą złą " pobił mnie. Wtedy postanowiłam zerwać z nim i było jeszcze gorzej. Zrezygnowałam. Leòn sprawił że zostałam Supernovą. Kiedy nie chciałam zachowywać się tak jak on mi kazał, krzyczał na mnie, ale nigdy w obecności innych ludzi. Przed wszystkimi ludźmi byliśmy parą zarozumialców. Dzisiaj kazał mi krzyczeć na was na tej imprezie. Nie chciałam tego robić, ale musiałam.


Po tej opowieści rozpłakałam się. Ludmiła przytuliła mnie. Po raz pierwszy od 3 lat ktoś to zrobił.
-Dużo przeżyłaś. - szepnęła dziewczyna - Jeśli chcesz mogę ci pomóc oderwać się od Leòna.
-Naprawdę? - nie mogłam w to uwierzyć.
-Tak, tobie i Camili.
-Dziękuję. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej.
-Nie ma za co. - odwzajemniła go.
Ludmiła wstała.
-Chodź. Wracajmy do Resto Band.




*Ludmiła*
Vilu wstała i ruszyła za mną. Nie wiedziałam że tak wiele przeżyła. Kiedy weszłyśmy na salę, podbiegł do nas Leòn.
-Violu, kochanie, co tak długo? Po co marnować czas na jakieś beztalencie? - spojrzał na mnie zgorszony.
Dziewczyna zrobiła hardą minę i spojrzała Leònowi prosto w oczy.
- Ludmiła nie jest beztalenciem. - warknęła.
Rozejrzałam się dyskretnie wokoło. Wszyscy słuchali uważnie rozmowy z wymalowanym na twarzy zdumieniem.
-Słucham??? - krzyknął Leòn. - Co powiedziałaś???
-To co słyszałeś. - powiedziałam
Violetta przełknęła ślinę.
-Nie mam zamiaru dalej być twoją marionetką.
-Coooo?????
-Nie mam zamiaru dalej słuchać twoich rozkazów i narzekań.
-Więc zostaw ją i Camilę w spokoju. - powiedziałam.
Leòn miał minę, jakby ktoś go uderzył.
-A ty co się wtrącasz? - warknął na mnie
-Vilu wszystko mi opowiedziała. O tobie. - odrzekłam. - Jak traktowałeś ją i Cami, jak kazałeś jej być wielką Supernovą, jak ją kontrolowałeś i biłeś.
- Nie mam już siły być z tobą i słuchać się ciebie jak niewolnik. Z nami koniec. Nie próbuj też znęcać się nad Cami. - wyrzuciła z siebie Violetta.
Przytuliłam ją i odeszłyśmy razem w stronę moich przyjaciół.




*Franceska*
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Violetta postawiła się Leonowi.
Ludmi i Violetta podeszły do mnie, Naty, Maxiego i Federico.
"Była Supernova" nie patrzyła na nas tylko na czubki swoich czerwonych trampek. Ludmiła uśmiechnęła się do niej zachęcającą i po krótce opowiedziała historię Violi. Kiedy skończyła o mało nie padłam.




*Violetta*
Ludmi w skrócie opowiedziała moją historię paczce. Wszyscy mieli miny, jakby przed chwilą przeszło tornado. Rozejrzałam się szukając wzrokiem Camili. Ujrzałam ją przy stole. Zawołałam ją. Dziewczyna zlękniona podeszła do naszej grupki. Teraz po raz drugi poznawałyśmy kolejne osoby ze Studio. Każda wybaczyła nam nasze błędy. Zaprzyjaźniałyśmy się z innymi.




&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&@&&&&&@&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&#############&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&


Tragedia!!!
No ale cóż...


Hej wam.!
Oto ostatni rozdział opowiadania.
Trochę dramatyczny.
Jutro epilog!!!!!!
I koniec...
A później oneshoty.
Papapa!


Patty





środa, 29 lipca 2015

!!!!!!!¡¡¡¡¡!!!!!!!¡¡¡¡¡

Kochani. Jest malutki problem o którym muszę wam powiedzieć. Otóż blogger nie wiem dlaczego, uciął mi fragment 7 rozdziału. Ja nie mam już siły pisać go po raz drugi. Więc oto mały skrót tego co opisałam:
- Fede i Ludmi zostają parą
- Jest impreza urodzinowa Fran i Naty
- Podczas urodzinowego karaoke
a) Fran, Naty i Lu śpiewają "A mi lado"
b) Diego śpiewa "Voy por ti" dla Ludmiły
c) Naty i Maxi zostają parą
- Jest kłótnia Diega, Lu i Fede.
- Nagle na imprezę wchodzą nie zaproszeni goście: Violetta, Leòn i Cami.
- Violetta się wywyższa.
a) kłótnia Vilu, Fran i Naty.
b) Ludmiła prosi Violę o rozmowę w cztery oczy
- Lu pyta się Vilu, czemu jest taka zarozumiała.


Koniec rozdziału! :)


Notka: WAŻNE
Będzie jeszcze jeden rozdział opowiadania i epilog.... :)




Besos
Patty

czwartek, 23 lipca 2015

Opowiadanie "Czemu..." rozdział 6 + ważna notatka

*Federico*
-Mamo, możesz mi coś wytłumaczyć?- powiedziałem
-Co się stało synku?
-Przypadkowo znalazłem album fotograficzny mojej koleżanki Ludmiły i są w nim takie same zdjęcia jak w moim albumie. O co tu chodzi?
-Ludmiła? Chodzi Ci o Ludmiłę Ferro?
-Tak, a co? - spytałem
-Naprawdę nie pamiętasz kim ona była?
-Była?- zdziwiłem się. - Jak to była? - Nie wiedziałem o co jej chodzi. Przecież Ludmiłę poznałem kilka dni temu.
-Naprawdę nie pamiętasz swojej przyjaciółki z dzieciństwa?
-Przyjaciółki z dzieciństwa?- wykrzyknąłem - To ja już wcześniej ją znałem?!
-Tak. -odrzekła moja matka - Jako dzieci byliście nierozłączni. Razem się bawiliście i spędzaliście czas. Lecz kiedy mieliście po 8 lat, ty, ja i twój ojciec wróciliśmy do Włoch. I wtedy wasz kontakt się urwał. A 2 lata temu wróciliśmy do Buenos Aires ale nie sądziłam że rodzina Ferro jeszcze tu mieszka, bo miała przeprowadzić się do Nowego Yorku.


Po tej opowieści w mojej głowie pojawił się mętlik. Czyli tak naprawdę ja i Ludmiła się znaliśmy, ale ja przez upływa czasu o tym zapomniałem. Hmmmm.... Ciekawe czy Lu o tym wie. O tym że się wcześniej znaliśmy. Ciekawe...
-Mamo, a gdzie oni teraz mieszkają? - zapytałem
-Jeśli się nie mylę, to
I wytłumaczyła mi jak dojść do ich domu.
Szybko wbiegłem do mojego pokoju i złapałem album oraz pamiętnik. Wyleciałem z domu jak torpeda i "poleciałem" na wskazaną ulicę. Na szczęście po 5 minutach biegu znalazłem się przed małym zielonym domkiem. A ten dom obok to..... To mój były dom!!!!! Ale teraz już ktoś w nim mieszka. Trudno. Podszedłem do drzwi wejściowych i zapukałem. Otworzyła mi wysoka kobieta o długich blond włosach. To pewnie Ludmiły.
-Dzień dobry! Czy pani Ferro? - powiedziałem nonszalancko.
-Tak, a kim pan jest?
-Jestem Federico Renzo.
-Renzo? To ty mieszkałeś tutaj- wskazała na sąsiedni dom - kilka lat temu z rodzicami?
-Owszem. Czy jest Ludmiła? Bo chciałbym z nią porozmawiać.
-Tak, moja siostrzenica jest. Jestem jej ciotką. Już ją wołam. - Odwróciła się w stronę schodów. - Ludmiłaaaa!- krzyknęła - Ktoś do Ciebie!!!!
Zaprosiła mnie gestem do środka.
Kilka sekund później po schodach zeszła Ludmi. Wyglądała przepięknie w brzoskwiniowej sukience i dopasowanych do niej butów na koturnie.
-Fede? Co ty tu robisz? - zapytała zaskoczona
-Chciałbym z tobą porozmawiać.
-Więc chodźmy do mojego pokoju.
Poszedłem za nią do różowego pokoju na końcu korytarza.
-To chyba twoje. - powiedziałem i nieśmiało wręczyłem jej pamiętnik i album.
-Och tak, szukałam ich. Aleeee.... Nie czytałeś go? - wskazała szybko głową na sekretnik.
-Nie, skąd.
-To dobrze. A właśnie. Przez przypadek album spadł na ziemię i wyleciało z niego jedno zdjęcie. I okazało się że ja w swoim albumie mam takie samo i spytałem o to swoją matkę i.....
- I okazało się że w przeszłości byliśmy przyjaciółmi? -odpowiedziała Ludmiła
-Tak.
Dziewczyna zakłopotana zerknęła w dół. Podążyłem za jej wzrokiem. Na jej szyi wisiał naszyjnik z napisem L&F.
Wskazałem na niego ręką.
-To ten naszyjnik który ci dałem przed wyjazdem?
-Tak.
Powróciły moje wspomnienia. Dałem jej naszyjnik i coś jeszcze? Aaa.. Dziennik w którym mogła sobie zapisywać różne rzeczy.
-A gdzie jest dziennik który ci dałem?
Lu znowu spojrzała zakłopotana w dół.
-Jak miałam 13 lat to się wykurzyłam że nie piszesz ani nie dzwonisz i... i.... i go podarłam.
Zapadła niezręczna cisza. Nagle Ludmiła wyjęła z albumu zdjęcie przedstawiające ją zdmuchującą świeczki na torcie w jej 8 urodziny.
-Wiesz co sobie wtedy pomyślałam? Że chcę aby moja i twoja rodzina była razem na zawsze. A jak miałam z 14 lat to sobie pomyślałam że chcę abyś wrócił do BA bo... bo... bo...
-No wyduś to z siebie. - szepnąłem zachęcająco.
-Bo się w tobie zakochałam.- powiedziała.




*Ludmiła*
Kiedy to powiedziałam znów zapadła cisza.
Patrzyłam na reakcję Fede. On jednak nic nie mówił. Zaczęłam się denerwować że mnie wyśmieje.
-Wiesz co? - spytał nagle. - Ja też muszę coś ci powiedzieć.
-Co?
-Ja też się w tobie zakochałem.
Zaskoczył mnie tym zdaniem ale nie mogłam nic powiedzieć bo Federico zbliżył się do mnie i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.






****************
Hej, hej, hej! To znowu ja! Wchodzę z rozdziałem nr. 6. I co o nim sądzicie?


Mam dla was wiadomość. Najprawdopodobniej opowiadanie "Czemu..." będzie miało 7 rozdziałów i opublikuję epilog. Wiem że to opowiadanie będzie bardzo krótkie, ale tak to jest, jak ktoś nie ma weny. Za to później napiszę trochę OneShot'ów a później znowu rozkręcę jakieś opowiadanie.









Hej! Przepraszam!

Witajcie!
Chciałabym was ogromnie przeprosić. Za mój brak aktywności na blogu. Ale miałam swoje powody. Byłam na obozie w miejscu gdzie nie ma Wi-Fi. Nie mogłam pisać postów. Dopiero wczoraj o 17 wróciłam, a mama kazała mi się rozpakować i powiedziała że Internetu będę używać od jutra - czyli od 23 lipca. Więc jeszcze dziś będzie rozdział. :)

wtorek, 30 czerwca 2015

Opowiadanie "Czemu..." rozdział 5

*Ludmiła*
Kiedy założyłam naszyjnik, poczułam przemożną ochotę pobiegnięcia do Fede i powiedzenia mu o naszej przeszłości. Jednak nie zrobiłam tego. Dlaczego? Bo nie byłam pewna jak Federico zareaguje na tą wiadomość. Postanowiłam sobie, że powiem mu o tym w odpowiednim czasie. Była godz. 22, więc poszłam spać.






-Rano-
Obudził mnie dźwięk budzika. Zeskoczyłam z łóżka trochę zbyt szybko, więc zatoczyłam się i przytrzymałam komody. Pobiegłam do łazienki, wykonałam poranną toaletę i ubrałam w białą damską koszulę w kratkę, błękitne jeansy oraz lawendowe trampki. Do tego kolczyki w kształcie niebieskich chmurek. Na usta nałożyłam czerwoną szminkę. Do torby włożyłam mój pamiętnik, dzięki któremu przypomniałam sobie przeszłość oraz album. Szybko wybiegłam do Studio.


*Franceska*
Za 5 minut zaczynają się lekcje a Ludmi wciąż nie ma. Zaczynam się niecierpliwić. Nagle dziewczyna wbiega do szkoły.
-Sorry że tak późno przyszłam. - wysapała
-Nic się nie stało. Chodźmy na lekcję tańca bo Gregorio się wścieknie.
Przyznała mi rację i pobiegłyśmy na salę. Nagle Lu rozejrzała się.
-A gdzie Naty? - spytała
-Naty? - posiedziałam zdziwiona. - Aaaaa, Naty miała gorączkę.
-Aha. - mruknęła Lu.
Do klasy wbiegł nauczyciel. Uśmiechał się zawadiacko.
-Dyrektor kazał zgromadzić się w audytoriom.
Ruszyliśmy w tamtą stronę. Pablo stał na środku auli.
-Dzieciaki, mam ważną wiadomość. Za tydzień do Studio przyjedzie specjalna komisja, która wybiera w Argentynie najlepszą szkołę muzyczną. Szkoła która wygra, wystąpi w show transmitowanym przez telewizję. Także dajcie z siebie wszystko, bo jest o co walczyć.
Zaczęliśmy szeptać między sobą. Pablo nie mógł nam już nic wyjaśnić i dał za wygraną. Wróciliśmy na lekcję. Gregorio pokazał nam nową choreografię, którą musieliśmy zatańczyć na następnej lekcji która była........ Jutro! Czy on uważa że w jeden dzień nauczymy się wszystkich kroków? No ale cóż... trzeba spróbować. Kiedy zadzwonił dzwonek wszyscy jak torpedy wylecieli z klasy. Ja i Lu skierowałyśmy się w stronę sali z instrumentami, bo chciałyśmy zaśpiewać nową piosenkę skomponowaną przeze mnie. Nosiła tytuł "Junto a ti". Zaczęłam grać na pianinie a Ludmiła na gitarze i śpiewałyśmy:
Hoy contigo estoy mejor, si todo sale mal lo puedo encaminar y estan mejor
Me puedes escuchar y decir no, no, no. [...]


Wyszło nam świetnie! Nagle w drzwiach ujrzałam Federico, który najwyraźniej się nam przysłuchiwał.
-Och, hej Fede! - powiedziała.
-Cześć! - odrzekł - Ta piosenka jest genialna!
-Dzięki.
Ludmiła nic nie mówiła i przypatrywała się Federico z niezrozumiałą przeze mnie miną.
-Ojej, za minutę zaczyna się lekcja śpiewu! - wykrzyknęła z przestrachem.
-O matko! Chodźmy już. - powiedziałam i wspólnie pobiegliśmy do klasy.
Angie jeszcze nie było. Ja i Ludmi usiadłyśmy w ławce. Zerknęłam na przyjaciółkę.


*Ludmiła*
Fran przypatrywała mi się uważnie.
-O co chodzi? - spytałam.
-Nic, nic. - odrzekła ale nadal mi się przyglądała.
Ponieważ te zajęcia były naszą ostatnią lekcją, wyszłyśmy po dzwonku na dwór. Na murku siedział samotnie Federico. Zrobiło mi się trochę smutno, ale nic nie powiedziałam. Ruszyłyśmy w stronę centrum miasta w celu udania się do nowego sklepu z markowymi ciuchami.


*Federico*
Siedziałem na murku przed szkołą. Ujrzałem Franceskę i Ludmiłę wychodzące z budynku. Dziewczyny ruszyły w stronę miasta. Nagle z torebki blondynki wypadły jakieś dwie książki. Ludmi nie zauważyła ich. Podbiegłem i wziąłem książki do ręki. Okazało się, że to pamiętnik i album ze zdjęciami. Album przez uderzenie w ziemię otworzył się. Podmuch wiatru przekartkował go. Podniosłem jakąś zbłąkaną fotografię. Przedstawiała jakąś dziewczynkę - poznałem w niej Ludmiłę - ubraną w różową sukienkę. U jej boku stał wysoki brązowowłosy chłopczyk. Te zdjęcie już gdzieś widziałem. Zaraz....... przecież to ja! Tylko co ja robię obok Ludmiły. Postanowiłem że spytam się matki, o co chodzi. Spakowałem pamiętnik i album Ludmiły do plecaka i pobiegłem do domu.


*Ludmiła*
Chodziłyśmy po centrum handlowym obładowane ciuchami, butami i dodatkami. Postanowiłyśmy że skręcimy do małej kawiarenki i zjemy szarlotkę. Siadając przy stoliku, odtworzyłam torbę w poszukiwaniu albumu, który chciałam pokazać Fran. Ale go nie było! Tak samo zresztą jak pamiętnika. O matko! Co ja teraz zrobię?
-Nie martw się. - pocieszyła mnie Franceska. - Pewnie jutro w szkole ktoś Ci je przyniesie, bo powie że je znalazł.
Zjadłyśmy ciasto i poszłyśmy do domów.


*Federico*
Wbiegłem do domu. Matki jak na złość nie było. Wleciałem do pokoju i otworzyłem szafkę. Wyjąłem mój album i album Ludmiły. Porównałem je i większość zdjęć była taka sama. O co chodzi? Usłyszałem szczęk kluczy w zamku. Zbiegłem na dół. Matka weszła do kuchni i postawiła na stole torby z zakupami.
-Mamo, możesz mi coś wytłumaczyć?















niedziela, 28 czerwca 2015

Opowiadanie "Czemu..." rozdział 4

*Ludmiła*
Wreszcie przy dacie 12 czerwca 2005 roku - miałam wtedy 8 urodziny - znalazłam coś co mnie zainteresowało. Było mnóstwo moich zdjęć zrobionych przez mamę i tatę. Powolutku je przeglądałam. Nagle na jednej z fotografii zobaczyłam siebie - ubraną w różową sukieneczkę i białe pantofelki, z blond włosami związanymi w dwa cienkie warkocze. Obok mnie stał wysoki brązowowłosy chłopczyk o czekoladowych oczach, uśmiechający się do obiektywu. Wydawał się znajomy. Zaraz............... Przecież to Federico! Nie mogłam w to uwierzyć. Czyli jednak miałam dobre przeczucie, już wcześniej się znaliśmy. ..... I chyba bardzo lubiliśmy.... - pomyślałam. Na kolejnej fotce ja i Fede przytulaliśmy się do siebie. Kolejne zdjęcie - zdmuchiwałam świeczki na ogromnym torcie ozdobionym serduszkami i gwiazdkami. Powróciły wspomnienia. Zdjęcia z urodzin skończyły się. Teraz fotografie przedstawiały mnie, nieco starszą - ubraną w fioletową sukienkę z mnóstwem falbanek. I obok mnie stał nikt inny jak Federico. To my chyba byliśmy przyjaciółmi... Kolejne zdjęcia też były ze mną i Fede. Chyba w albumie już nic ważnego nie znajdę. Czas na pamiętnik. Otworzyłam go na dacie 12 czerwca 2005r. Oto wpis:


Kochany pamiętniku!
Dzisiaj obudziłam się w świetnym nastroju. To moje urodziny!!! Mam już 8 lat!!! Nie mogę się doczekać prezentów. Zbiegłam na dół do kuchni. Było ciemno. Nagle światła zabłysły i ujrzałam moją mamusię, tatusia, dziadka i babcię oraz Fede i jego rodziców. Na stole stał ogromny tort z ośmioma świeczkami. Bardzo się ucieszyłam. Mamusia powiedziała że za godzinę rozpocznie się moja impreza urodzinowa. Ona i mama Fede zaprowadziły mnie do pokoju rodziców gdzie na łóżku leżała prześliczna sukieneczka i pantofelki przygotowane dla mnie. Ubrałam się w nie, a mama zaplotła mi dwa warkoczyki. Potem zaczęła się impreza. Najpierw zdmuchnęłam świeczki z tortu i pomyślałam życzenie. A nie zgadniesz jakie to było. Pomyślałam: 'Chcę żebyśmy byli wszyscy rodziną, to znaczy moja rodzina i rodzina Fede. Żebyśmy razem mieszkali i nigdy nie rozstali.' Później ja i Fede zaśpiewaliśmy piękna piosenkę, którą napisała mamusia. Opowiadała o dwójce przyjaciół. Kiedy skończyliśmy występ wszyscy goście - a było ich dużo - zaczęli klaskać, a niektórzy aż się popłakali. Później były tańce i zabawy. Wieczorem wszyscy goście się rozeszli. Został tylko Fede. Jego rodzice chcieli aby wrócił do domu ale przecież byliśmy sąsiadami i Fede się nie zgubi. Poszliśmy do mojego pokoju i oglądaliśmy zdjęcia. Niestety po godzinie Fede wrócił do domu. Ale to nic. Jutro z rana pójdę do niego i będę się z nim bawiła przez cały dzień.
Trochę się rozpisałam pamiętniczku, ale chyba się nie pogniewasz? Do jutra. Papa.


Uśmiechnęłam się do wspomnień sprzed 10 lat. Przekręciłam trochę kartek i stanęłam na dacie 26 września. Oto wpis:


Kochany pamiętniczku!
To najgorszy dzień mojego życia! Dziś Fede nie przyszedł do mnie rano, choć mieliśmy się pobawić. Około 15 godziny wreszcie zadzwonił dzwonek. Pobiegłam do drzwi w podskokach. Stał tam Fede. Nie uśmiechał się. W ręku trzymał pudełko. Wszedł do środka a później do pokoju. Ponurym głosem wyszeptał: Wyjeżdżam do Włoch dziś o 18.
Kiedy to usłyszałam powoli usiadłam na łóżku. Fede przysiadł obok mnie.
-Rodzice chcą żebyśmy wrócili do Włoch, bo chcą tam jakąś firmę zbudować.
Rozpłakałam się. Fede przytulił mnie i wcisnął do ręki pudełko. Otworzyłam je. W środku był notatnik z różową okładką oraz prześliczny srebrny naszyjnik z napisem L&F. Szybko go założyłam. Fede jeszcze raz mocno mnie przytulił i wyszedł z pokoju. I już go nie zobaczyłam.
Do jutra, pamiętniczku.


Słowa które przeczytałam wstrząsnęły mną. Zamyśliłam się. Gdzie mam te rzeczy od Fede. Skupiłam mocno umysł w celu przypomnienia sobie wspomnień z dzieciństwa. ........
Już mam.....


13 letnia blondynka siedzi w pokoju. Płacze. Łzy płyną nieprzerwanym potokiem. To już 5 lat odkąd ON wyjechał. Nie napisał do niej, nie zadzwonił ani razu. Jej serce rozpadało się latami na małe kawałeczki. Wyjmuje z szuflady różowy notatnik, otwiera go i drze kolejne kartki. Zdejmuje z szyi srebrny naszyjnik i wrzuca go na dno szafy. Płacze. Jej serce pęka.


Szybko podbiegłam do różowej szafy i otworzyłam ją. Na jej dnie leży pamiętny naszyjnik. Wyjęłam go i założyłam. Już nigdy go nie zdejmę...




*********
kolejny rozdział
jest jedno wspomnienie Lud i dwa wpisy z jej pamiętnika.
wpisy Ludmiła pisała w wieku 8 lat przez co trochę dziwnie się to czyta







sobota, 27 czerwca 2015

Opowiadanie "Czemu..." rozdział 3

Mam nagły przypływ weny, więc rozdział macie jeszcze dziś.






*Federico*
Trzymałem w ramionach Ludmiłę. Nasze twarze dzieliły milimetry. Teraz zrozumiałem, że rzeczywiście ją kocham. Kocham całym sercem. Nagle blondynka odsunęła się ode mnie.
- Dziękuję że mnie złapałeś. Inaczej bym się przewróciła.- powiedziała zarumieniona.
-Nie ma za co. - odparłem z uśmiechem. - Ty pewnie jesteś Ludmiła, mam rację?
-Tak, a ty to pewnie Federico?
-Skąd wiesz?- spytałem zaskoczony.
-Mówiły mi o tobie Franceska i Natalia.- odparła swoim pięknym głosikiem.
Boże ja kiedyś zabiję Fran i Naty... - pomyślałem.
-Ah, te dziewczyny... Fran to jeszcze można przeżyć, ale Naty?
Ludmiła zachichotała.
-Masz rację. - uśmiechnęła się. Kiedy to robi, w jej policzkach robią się urocze dołeczki. - Ona zaraża entuzjazmem.


*Ludmiła*
Rozmawiałam z Federico o błahostkach. Nic ważnego. Znowu poczułam tą dziwną więź. Jakbym znała go od urodzenia. Ale było coś jeszcze. Miłość. Nie mam odwagi powiedzieć 'Kocham cię' .
Oto powody:
a) jest za wcześnie (czytaj: znamy się za krótko)
b) nie wiem co on do mnie czuje
c) jestem nieśmiałą szarą myszką
Biorąc pod uwagę te punkty postanowiłam że nie przyznam się że się w nim zakochałam.
Było już późno więc zaczęliśmy wychodzić ze Studio.
-Do zobaczenia, Ludmiło.
-Do jutra!
Na pożegnanie zebrałam w sobie resztki odwagi i ...... pocałowałam go!!!!!
Ale tylko w policzek ty. XD


*Federico*
Nie mogę w uwierzyć! Pocałowała mnie w policzek i uciekła w stronę domu! Czyli może też coś do mnie czuje??? Już sam nie wiem... Mam pomysł. Nie będę pokazywał po sobie co do niej czuję i z biegiem czasu zobaczymy co się wydarzy.
-Halo, ziemia do Fede!!!
Dopiero teraz zauważyłem że przede mną stoi Maxi.
-Oh, hej Maxi, co tam u ciebie?
-Dobrze. Zastanawiam się tylko czy powiedzieć Naty co do niej czuję...
- Aha...
-Co ty taki zamyślony, co? - spytał Maxi
-... Myśleć nie można?
-Można można. A ty się przypadkiem nie zakochałeś?
-Nie... - odpowiedziałem trochę za szybko. - Znaczy już sam nie wiem... Może...
- A kim jest ta szczęściara?
- Ludmiła.




*Maxi*
Kiedy usłyszałem imię Ludmiła nie mogłem uwierzyć. Teraz wszyscy się w niej zakochali??? Znaczy się ja nie, ale wiedziałem jak Diego się na nią gapił na lekcji. Jedna nieśmiała dziewczyna i już takie zamieszanie. Czuję że będzie z tego afera.
-Coooooooo!!!!??? - krzyknąłem.
-No mówię że Ludmiła.
-Ale tak na serio ci się podoba?
-Tak, tak na serio.
-No to ją pilnuj, bo Dominguez też ma na nią oko. Do jutra!
-Papa.


*Ludmiła*
To przeczucie, że skądś go (Fede) już znam, nie daje mi spokoju. Wszedłszy do pokoju, skierowałam się w stronę małej białej komody. Znajdowały się tam książki, albumy ze zdjęciami i pamiętnik. Otworzyłam go na pierwszych zdjęciach. Przeglądałam go powoli. Wreszcie przy dacie 12 czerwca 2005 roku - miałam wtedy 8 urodziny - znalazłam coś co mnie zainteresowało.




************************
Ba dum tssssssssssss!
W takim momencie przerwać to jest dopiero szczyt wszystkiego.
komentujcie!
Besos
/Patty





Opowiadaanie "Czemu..." rozdział 2

*Ludmiła*
Otwierając oczy, na usta cisnęły mi się miliony pytań. Jak przebiegnie moja rozmowa z Federico? Co mam mu powiedzieć?...... Już wiem! Po prostu spróbuję się z nim zaprzyjaźnić i z biegiem czasu wyjdzie, czy się w nim zakochałam.
Trzeba mu jakoś zaimponować, bo przecież nie spojrzy na jakąś dziewczynę która wygląda jak pokraka- bo ja tak wyglądam. Poszłam do łazienki i wykonałam poranną toaletę. Ubrałam się w zwiewną fioletową sukienkę za kolano oraz czarne szpilki (nie było dzisiaj zajęć tanecznych). Założyłam również srebrny naszyjnik z napisem "Love" oraz kolczyki w kształcie fioletowych serduszek. Pomalowałam paznokcie na fioletowo, a usta na różowo. Nie chcę się chwalić, ale wyglądałam bosko! Wzięłam do ręki czarną torebkę i wybiegłam z domu. Idąc po chodniku, przeglądałam Facebook'a. Chciałam poszukać Fede na Fb lecz nie miałam pojęcia, jak ma na nazwisko. Zrezygnowałam więc, schowałam smartfon do torby i przyśpieszyłam kroku, gdyż miałam tylko 3 minuty na dojście do Studio. Szybko weszłam do klasy. Minutę później zadźwięczał dzwonek. Usiadłam w ławce tuż za Fran i Naty. Przywitałam się z nimi. Do sali nadal wchodzili uczniowie. Z dala ujrzałam niską dziewczynę z ombre i o ciemnych oczach, na których widok przeszły mnie ciarki. Przy jej boku szedł wysoki brunet o błękitnych oczach. Tuż za nimi dreptała przestraszona dziewczyna o długich ognistoczerwonych włosach i brązowych oczach. Wydawało mi się, że to jakaś elita i Fran potwierdziła moje przypuszczenia. Przypatrywałam się grupce tylko kilka chwil, bo ktoś inny przykuło moją uwagę. Domyślacie się kto? Tak, to Federico. Wyglądał tak słodko... Nawet nie zwróciłam uwagi na niskiego chłopaka o wyglądzie rapera o brązowych oczach i włosach, który szedł obok Fede.
Wreszcie do sali szybkim krokiem wtarabaniła się Angeles- nauczycielka śpiewu. To otrzeźwiło mnie, i skierowałam na nią wzrok. Oznajmiła ona uczniom, że jest w klasie nowa uczennica. Kazała mi wyjść na środek. Angie przedstawiła mnie, powiedziała że mam ogromny talent i poprosiła abym coś zaśpiewała i zagrała. Wybrałam gitarę. Usiadłam na stołku i zaczęłam śpiewać.


*Federico*
Angie przedstawiła nam nową uczennicę - Ludmiłę. Była to śliczna blondynka o dużych brązowych oczach. Spojrzałem na nią o od razu zrobiło mi się lżej na sercu. Czy to możliwe, żebym się zakochał? W dziewczynie którą pierwszy raz widzę na oczy? Spojrzałem w bok na mojego kumpla Maxi'ego. Maxi to niski brunet o brązowych oczach. Teraz jego oczy były wpatrzone w Ludmiłę. Nie przejmowałem się tym, bo jeszcze rano widziałem jak lampił się na Naty, a później otwarcie przyznał mi się że się w niej zakochał. Rozejrzałem się po klasie i zawiesiłem wzrok na Diego'u. Diego to taki nasz klasowy podrywacz. On też gapił się na Ludmiłę, i to on bardziej mnie wkurzył. Po pierwsze bo wiedziałem że będzie chciał ją poderwać a potem porzucić dla innej. Po drugie bo nie chciałem żeby ją skrzywdził. A po trzecie bo... Zakochałem się w niej?
Angie poprosiła by Ludmiła coś zaśpiewała i zagrała. Dziewczyna wybrała gitarę i zaczęła śpiewać oraz grać. Jej głos był tak cudowny, tak niesamowity... Teraz byłem pewny że coś do niej czuję. Tylko czy to jest miłość? Chyba tak...


*Ludmiła*
Po moim występie cała klasa zaczęła klaskać. Naty wprost szalała ze szczęścia i dumy że ma taką utalentowaną przyjaciółkę. Tylko 3 osoby nie były zadowolone. "Elita" nie klaskała tylko naburmuszona i zazdrosna gapiła się w tablicę. Nagle ta brunetka z ombre przeszyła mnie wściekłym wzrokiem. Szczerze się wystraszyłam. Skierowałam wzrok na chłopców i odkryłam że wszyscy się na mnie gapią. Zarumieniłam się. Przecież nikt nie lubi szarych myszek... Zerknęłam na Fede. Też patrzył na mnie z podziwem i jeszcze z jakimś uczuciem którego nie potrafiłam nazwać. Spojrzałam prosto na niego i zatonęłam w jego czekoladowych oczach. Przez tą krótką ale jakże wspaniałą chwilę patrzyliśmy sobie w oczy i poczułam że znam go od swoich narodzin. Ale przecież pierwszy raz widziałam go dopiero wczoraj. Nie znałam go wcześniej. To skąd ta więź?
Angie podziękowała mi za występ. Zeszłam ze sceny. Usiadłam w ławce. Byłam tak zamyślona, że nie zwracałam uwagi co się dzieje na lekcji. Z ulgą przyjęłam dzwonek. Natychmiast podbiegły do mnie podniecone Fran i Naty.
-Ale masz talent- powiedziały jednocześnie
-Dziękuję. -powiedziałam niepewnie.
-A co to było pod koniec? Co? - spytała Fran
- Ale co? - spojrzałam na nią zdziwiona.
-Widziałam jak Fede patrzył się na ciebie a ty na niego. - odparła
-CZYLI JAK? - krzyknęłam zdenerwowana.
-Jakbyście się w sobie zakochali. -odrzekła Franceska- Muszę lecieć na indywidualne zajęcia z gry na gitarze. Papa.
-Papa. - krzyknęła Naty- Wiesz że ona ma rację?- spytała mnie.
-A ty wiesz że jesteśmy spóźnione na lekcję?
Pognałyśmy do klasy Beto. Na szczęście jego jeszcze nie było. Usiadłam obok Naty.
Po zajęciach wyszłyśmy przed szkołę aby na Fran. Była godz. 15 więc skończyła już lekcję.
- Hej hej hej hej hej, sorry za spóźnienie.
-Nic się nie stało. - warknęła ironicznie Naty
-Oj już się nie złość, przecież przerosiłam. -odparła
Szłyśmy powoli po chodniku.
-Ej dziewczyny, a kim jest ta dziewczyna z ombre, która była na zajęciach z Angie?
-Chodzi ci o Violettę? Taaakk, nie dziwię się że o nią pytasz... Violetta i jej chłopak Leòn- to ten brunet co cały czas łazi obok niej- oraz ta ruda - Camila to taka grupa, ktora myśli że jest najlepsza na świecie. Znaczy się Violetta i Leòn tak myślą, a Camila jest ich "służącą".
-Ok, dzięki.
Przez całą drogę do domu myślałam o Violetcie, Leonie i Camili. Czemu oni tacy są? Zarozumiali, aroganccy? Myślałam o nich i jeszcze o jednej osobie. Myślałam o... tak, o Federico. Właśnie........ Federico!!!! Miałam z nim dzisiaj porozmawiać!!! OMG!!!     
- Co się stało? - spytała Fran.
-Właśnie przypomniało mi się, że nie wzięłam zeszytu ze Studio. -skłamałam gładko- Idźcie już do domu, a ja lecę. Do jutra!
-Papapa!
Pobiegłam do Studia. Na szczęście zobaczyłam na planie lekcji na korytarzu, że Fede miał jeszcze jakieś zajęcia i był w szkole. Chyba że się zwolnił. Oby nie.
Na korytarzu było niewielu uczniów. Szłam powoli, patrząc w zegarek. Nagle poczułam mocne uderzenie w ramię. Spojrzałam w górę i ujrzałam...... Violettę. W oddali stali Leòn i Camila.
- Patrz jak idziesz, kaleko. - warknęła Violetta. Wcale nie była miła.
-Przepraszam, księżniczko. Przecież ty jesteś pępkiem świata i nikt inny się nie liczy. -odparłam
-Nie gadam z takim beztalenciami jak ty.
-Oh, jakże bym zapomniała, przecież ja jestem beztalenciem a ty Supergwiazdą.
-Tak, masz rację. Jestem Supernovą. A ty... ty... ty jesteś... beznadziejnie grasz, a gdy śpiewasz, to strasznie fałszujesz.
-Ah, czyli jednak ze mną gadasz.
-Strasznie jesteś zabawna. Dam ci jedną radę. Nie zadzieraj ze mną bo pożałujesz.
I odeszła.
Zachichotałam pod nosem.
Skierowałam się w stronę wyjścia. W połowie drogi przypomniałam sobie że miałam porozmawiać z Federico. Odwróciłam się. I znowu poczułam uderzenie. To pewnie znowu Violetta. Ta ździra nie da mi spokoju. Zaczęłam przewracać się do tyłu. Nagle ktoś złapał mnie w ramiona. Zwróciłam głowę w stronę swojego wybawcy lub wybawczyni. Osobą która mnie złapała był.......................... Federico! W takiej pozycji nasze twarze dzieliły milimetry.


****************
Ta dammmm
Oto 2 rozdział. Beznadziejny, ale lepsze to niż nic.
Komentujcie! Proszę! To wiele dla mnie znaczy.
/Patty

Opowiadanie "Czemu..." Rozdział 1

*Ludmiła*
Otworzyłam oczy. W całym pokoju było jasno. Przez okno wpadały promienie słońca. Powoli wstałam z łóżka. Zaczęłam się stresować. To mój pierwszy dzień w "Studio On Beat". Pobiegłam więc do łazienki, umyłam zęby. Założyłam biały t-shirt z różowym napisem "Music, Love, Passion", malinową spódniczkę za kolana, białe szpilki oraz srebrny naszyjnik z serduszkiem i nutą. Włosy związałam w koński ogon. Usta pomalowałam na różowo. Podkręciłam rzęsy i gotowe. Do torebki włożyłam telefon, portfel, podręczną kosmetyczkę oraz zeszyt z nutami i ołówek. Wybiegłam z domu. 5 minut później stanęłam przed kolorowym budynkiem Studia. Drzwi były otwarte na oścież. Niepewnie weszłam do mojej szkoły. Wokół stali uczniowie, którzy beztrosko rozmawiali. Na środku korytarza ujrzałam trójkę nastolatków - dwie dziewczyny i chłopaka - którzy niewątpliwie się wywyższali. Westchnęłam. Jednak nie będzie tak kolorowo. Zrobiłam drugi krok. Nagle podbiegły do mnie dwie bardzo podobne do siebie dziewczyny.
-Hej!- zawołała ta z krótkimi kręconymi czarnymi włosami i butelkowozielonymi oczyma. - Jestem Naty, a to moje bliźniaczka Franceska.- wskazała na dziewczynę z długimi czarnymi prostymi włosami i zielonymi oczyma.
-Miło mi. Ja jestem Ludmiła. - odrzekłam niepewnie.
-Jesteś tu nowa? - spytała Franceska.
-Tak. - przytaknęłam. - Ale jestem tutaj pierwszy raz i nie wiem gdzie są poszczególne klasy.
-Nie martw się! -krzyknęła Naty. - Oprowadzimy cię!
Razem chodziłyśmy po Studiu, rozmawialiśmy. Nagle z jakiejś sali wyszedł nauczyciel i zawołał -Natalia, Franceska, mógłbym was prosić na chwilę?
-Oczywiście- odrzekły- Ludmi, poczekaj tu na chwilkę.
I pobiegły. Zostałam sama. Czekałam na nie chyba godzinę. Wreszcie nie wytrzymałam i oddaliłam się z korytarza. Nagle... usłyszałam śpiew. Tak cudowny... Podążyłam w jego stronę. Stanęłam w drzwiach pomieszczenia. W sali siedział brązowowłosy chłopak z grzywką postawioną na żel i przepięknymi czekoladowymi oczyma. Grał na gitarze i śpiewał piosenkę, którą często słyszałam w radiu - Te esperare. Jednak w jego wykonaniu brzmiała 100 razy lepiej. Stanęłam i jak zaczarowana słuchałam. Nagle ktoś krzyknął od tyłu.
-Ludmi! Hej! Hej! Ludmi!
Była to Naty, która ciągnęła za sobą Fran.
-Gdzie ty byłaś?- spytała Fran.
-J-j-jaaa? Ja czekałam na was chyba z godzinę więc poszłam się przejść.- Zerknęłam za siebie, gdzie cały czas śpiewał ten nieziemski chłopak.
-I chyba kogoś zauważyłaś... - dziewczyny zachichotały
-A może się w nim zakochałaś. - Fran ponownie zachichotała.
-Ja nawet nie wiem kim on jest, a co dopiero miałabym się zakochać...
-To Federico. Pochodzi z Włoch. Jego rodzice są w separacji. Mieszka z matką. I cudownie śpiewa.- Naty ... zachichotała. Nie mogą przestać...?- Teraz już wiesz kim on jest, to co? Zakochałaś się?
Zadzwonił dzwonek na lekcję, co mnie uratowało i nie musiałam odpowiadać na pytanie. Po lekcji dziewczyny odprowadziły mnie do domu. Nie wracały do tematu Federico, za co byłam im wdzięczna.
Od razu po wejściu do domu umyłam się, przebrałam w pidżamę i położyłam do łóżka. Nie mogłam jednak zasnąć. W głowie huczały mi słowa Naty - Zakochałaś się?
-Sama nie wiem... - odparłam nie wiadomo do kogo.-
 Jutro pójdę do studia i spotkam się z Federico. postanowiłam. Pogadam z nim i zobaczę, jak rozwiną się wypadki.
To był zły pomysł, że przypomniałam sobie jego imię. Teraz w całej głowie dźwięczał mi cudowny głos Fede.
Wreszcie opanowałam się i około godziny 2 w nocy zasnęłam.


**************
Oto pierwszy rozdział mojego autorskiego opowiadania "Czemu..." Beznadziejny...
Komentujcie!
Następny rozdział wstawię jutro, albo jeszcze dzisiaj.
Besos
/Patty*


* to mój podpis, ok?





piątek, 26 czerwca 2015

Opowiadanie "Czemu..." Prolog

Prolog


Czemu...?
To pytanie zadaje każdy z nas...
"Czemu nie jestem bogaty?"
"Czemu nie wygrałam tego konkursu?"


Lecz Ludmiła... Ludmiła zadaje inne pytania.
"Czemu świat jest taki bezwzględny?"
"Czemu nikt mnie nie akceptuje?"


No właśnie. Ludmiła. Dziewczyna skrzywdzona przez los. Rodziców straciła w wypadku samochodowym. Ma ogromny talent do śpiewu i tańca. Świetnie gra na gitarze i keybordzie. Wcześniej chodziła do "Studio superstar". Tam wszyscy uważają, że są najlepsi. Jako że Lu jest cicha i nieśmiała, nikt nie zwracał tam na nią uwagi. Wreszcie w Internecie znalazła informacje o egzaminach wstępnych do "Studio On Beat". Zgłosiła się tam i pomyślnie przeszła egzaminy. Dostała się. Cieszyła się a jednocześnie bała. Czy inni ją polubią? Czy zaakceptują? Trzeba poczekać, pójść tam i zobaczyć...


***********
tak prezentuje się prolog do mojego opowiadania o Fedemile pt. "Czemu..."
Komentujecie! Ja uważam że to beznadzieja...