Przepraszam że nie było mnie prawie tydzień. Ale rozumiecie, różne obowiązki...
Kolejny rozdział opowiadania będzie JUTRO!
Kolejne rozdziały będą się pojawiały CO TYDZIEŃ!
Besos
Patty
Juntos somos mas
Federico y Ludmila
wtorek, 18 sierpnia 2015
czwartek, 13 sierpnia 2015
Opowiadanie "Musisz żyć" rozdział 2 + bardzo ważna notatka
Felix prowadzi mnie i Federico do srebrnego pociągu.
Wchodząc do niego rozglądam się ciekawie.
Wokół widzę srebrne i złote przedmioty, bogato zdobione materiały i najróżniejsze słodkości, jakich nie widziałam w życiu!
Tak naprawdę to wnętrze pociągu wygląda jak mieszkanie rodem z Kapitolu...
Felix prowadzi nas do dużego pomieszczenia na środku którego stoi mahoniowy stół przykryty białym obrusem. Na posrebrzanych talerzykach znajdują się babeczki, ciasteczka...
Na środku mebla widać ogromną tacę z królikiem nadzianym warzywami.
Przy stole siedziała Caroline Higgins - jedyna żyjąca zwyciężczyni Igrzysk z naszego dystryktu. Teraz została naszą mentorką.
Felix, Federico i ja siadamy przy stole.
-Podziwiam twoją odwagę, Ludmiło. - mówi kobieta.
Zaskoczona te uśmiecham się.
-Dziękuję.
Caroline przygląda się mi i Fede.
-Macie szansę na wygraną...
-Musisz nam powiedzieć jak przeżyć. - mówi Federico. Kiwam gorliwie głową.
Caro pochyla się w naszą stronę i rozpoczyna długi wykład...
-... musicie znaleźć jakichś sojuszników wśród trybutów, wtedy łatwiej przeżyć. Nie ufajcie dystryktom 1,2,3 i 4. To oni najczęściej wygrywają Igrzyska, bo zabijają swoich sojuszników. - kończy opowiadać.
Caroline wyciąga z szafki tablet i włącza go. Odwraca ekran w naszą stronę.
-Oto trybuci z innych dystryktów. - mówi
Dystrykt 1 - Natalia Vidal, lat 15 i Maximilian Ponte, lat 13.
Dystrykt 2 - Francesca Cuaviglia, 16 lat i Tomas Heredia, też 16
Dystrykt 3 - Violetta Castillo 16 lat i León Verdas 16 lat.
Dystrykt 4 - Matylda Bojczuk lat 16 i Matias Martenni lat 14
Dystrykt 5 - Camila Torres lat 16 i Broduey Nascimento lat 16
Dystrykt 6 - Nicole Tranox lat 16 i Ted Pasquarelli lat 15
Dystrykt 7 - Mercedes Lambre lat 15 i Xabiani Ponce de Leon lat 15
Dystrykt 8 - Martina Stoessel lat 16 i Jorge Blanco lat 16
Dystrykt 9 - Lodovica Comello lat 13 i Facundo Gambande lat 15
Dystrykt 10 - Lara Baroni lat 13 i Andres Calixto lat 15
Dystrykt 11 - Helena Navarro lat 12 i Marco Travelli lat 14
Kiedy przez ekran przesuwały się twarze trybutów o mało się nie popłakałam. Szczególnie moją uwagę zwróciła Helena z 11-stki. Ma dopiero 12 lat! Jest w wieku Vicky! Nie ma szans na wygraną!
Nie zdołałam na głos wypowiedzieć moich myśli, ponieważ pociąg nagle stanął. Jesteśmy już w Kapitolu.
Wychodzimy z pojazdu i wkraczamy do ogromnego budynku. Jak głosi napis "Dom trybutów".
-Tutaj będziecie mieszkać, razem z innymi trybutami szkolić swoje umiejętności, poznawać się nawzajem, szukać sojuszników. - oznajmia Caroline.
Wchodzimy do windy i stajemy na 12 piętrze - naszym piętrze.
Mieszkanie jest ogromne, przestronne i bogato ozdobione.
Każdy z nas ma własny pokój i łazienkę.
-Na piętrze 13 jest taka sala w której wszyscy trybuci mogą rozmawiać, piętra 14 i 15 to sale szkoleniowe, piętro 16 to "sala punktów". Tam dwa dni przed rozpoczęciem Igrzysk pokazujecie sponsorom wasze umiejętności. - mówi Caro.
Nagle do naszego mieszkania wchodzi jakiś mężczyzna.
-Och, witaj. - mówi nasza mentorka. - Kochani, to jest Tresh Markinson, wasz nowy stylista.
Tresh wita się z nami uściskiem ręki.
-Jutro odbędzie się parada trybutów. Od waszych strojów i zachowania będzie zależeć liczba sponsorów. - oznajmia.
Zaprasza nas gestem na korytarz. Naprzeciw mieszkania jest mały pokój, jak się okazuje, pracownia Tresha.
Podaje nam do rąk kilka kartek z rysunkami naszych strojów na paradę.
-Są genialne! - krzyczę.
-Stroje będą z czarnej skóry, za wami, niczym płaszcze będą lecieć płomienie ognia, sztucznego oczywiście.
Potem Caro, Felix, Tresh, Fede i ja wracamy do mieszkania.
-Czas się przespać i odpocząć. - mówi radosnym głosem Felix.
Każdy z nas idzie do własnej sypialni.
Kładę się na wygodnym łóżku z błękitną kołdrą, prześcieradłem i poduszkami wypchanymi pierzem.
Dzięki tak wygodnej pościeli natychmiast zasypiam...
:::::::::::::::::::::::::::::::<♥>::::::::::::::::::::::::::::
No i 2 rozdział gotowy.
Mam nadzieję że się spodobał.
Komentujcie! :)
UWAGA!!!
Zapraszam was na mojego nowiuteńkiego bloga o Harrym Potterze. http://harry-potter-forever-and-ever.blogspot.com
Będą tam wymyślone przeze mnie opowiadania i ciekawostki o filmach i książkach.
Zapraszam! <3
Besos
Patty
Wchodząc do niego rozglądam się ciekawie.
Wokół widzę srebrne i złote przedmioty, bogato zdobione materiały i najróżniejsze słodkości, jakich nie widziałam w życiu!
Tak naprawdę to wnętrze pociągu wygląda jak mieszkanie rodem z Kapitolu...
Felix prowadzi nas do dużego pomieszczenia na środku którego stoi mahoniowy stół przykryty białym obrusem. Na posrebrzanych talerzykach znajdują się babeczki, ciasteczka...
Na środku mebla widać ogromną tacę z królikiem nadzianym warzywami.
Przy stole siedziała Caroline Higgins - jedyna żyjąca zwyciężczyni Igrzysk z naszego dystryktu. Teraz została naszą mentorką.
Felix, Federico i ja siadamy przy stole.
-Podziwiam twoją odwagę, Ludmiło. - mówi kobieta.
Zaskoczona te uśmiecham się.
-Dziękuję.
Caroline przygląda się mi i Fede.
-Macie szansę na wygraną...
-Musisz nam powiedzieć jak przeżyć. - mówi Federico. Kiwam gorliwie głową.
Caro pochyla się w naszą stronę i rozpoczyna długi wykład...
-... musicie znaleźć jakichś sojuszników wśród trybutów, wtedy łatwiej przeżyć. Nie ufajcie dystryktom 1,2,3 i 4. To oni najczęściej wygrywają Igrzyska, bo zabijają swoich sojuszników. - kończy opowiadać.
Caroline wyciąga z szafki tablet i włącza go. Odwraca ekran w naszą stronę.
-Oto trybuci z innych dystryktów. - mówi
Dystrykt 1 - Natalia Vidal, lat 15 i Maximilian Ponte, lat 13.
Dystrykt 2 - Francesca Cuaviglia, 16 lat i Tomas Heredia, też 16
Dystrykt 3 - Violetta Castillo 16 lat i León Verdas 16 lat.
Dystrykt 4 - Matylda Bojczuk lat 16 i Matias Martenni lat 14
Dystrykt 5 - Camila Torres lat 16 i Broduey Nascimento lat 16
Dystrykt 6 - Nicole Tranox lat 16 i Ted Pasquarelli lat 15
Dystrykt 7 - Mercedes Lambre lat 15 i Xabiani Ponce de Leon lat 15
Dystrykt 8 - Martina Stoessel lat 16 i Jorge Blanco lat 16
Dystrykt 9 - Lodovica Comello lat 13 i Facundo Gambande lat 15
Dystrykt 10 - Lara Baroni lat 13 i Andres Calixto lat 15
Dystrykt 11 - Helena Navarro lat 12 i Marco Travelli lat 14
Kiedy przez ekran przesuwały się twarze trybutów o mało się nie popłakałam. Szczególnie moją uwagę zwróciła Helena z 11-stki. Ma dopiero 12 lat! Jest w wieku Vicky! Nie ma szans na wygraną!
Nie zdołałam na głos wypowiedzieć moich myśli, ponieważ pociąg nagle stanął. Jesteśmy już w Kapitolu.
Wychodzimy z pojazdu i wkraczamy do ogromnego budynku. Jak głosi napis "Dom trybutów".
-Tutaj będziecie mieszkać, razem z innymi trybutami szkolić swoje umiejętności, poznawać się nawzajem, szukać sojuszników. - oznajmia Caroline.
Wchodzimy do windy i stajemy na 12 piętrze - naszym piętrze.
Mieszkanie jest ogromne, przestronne i bogato ozdobione.
Każdy z nas ma własny pokój i łazienkę.
-Na piętrze 13 jest taka sala w której wszyscy trybuci mogą rozmawiać, piętra 14 i 15 to sale szkoleniowe, piętro 16 to "sala punktów". Tam dwa dni przed rozpoczęciem Igrzysk pokazujecie sponsorom wasze umiejętności. - mówi Caro.
Nagle do naszego mieszkania wchodzi jakiś mężczyzna.
-Och, witaj. - mówi nasza mentorka. - Kochani, to jest Tresh Markinson, wasz nowy stylista.
Tresh wita się z nami uściskiem ręki.
-Jutro odbędzie się parada trybutów. Od waszych strojów i zachowania będzie zależeć liczba sponsorów. - oznajmia.
Zaprasza nas gestem na korytarz. Naprzeciw mieszkania jest mały pokój, jak się okazuje, pracownia Tresha.
Podaje nam do rąk kilka kartek z rysunkami naszych strojów na paradę.
-Są genialne! - krzyczę.
-Stroje będą z czarnej skóry, za wami, niczym płaszcze będą lecieć płomienie ognia, sztucznego oczywiście.
Potem Caro, Felix, Tresh, Fede i ja wracamy do mieszkania.
-Czas się przespać i odpocząć. - mówi radosnym głosem Felix.
Każdy z nas idzie do własnej sypialni.
Kładę się na wygodnym łóżku z błękitną kołdrą, prześcieradłem i poduszkami wypchanymi pierzem.
Dzięki tak wygodnej pościeli natychmiast zasypiam...
:::::::::::::::::::::::::::::::<♥>::::::::::::::::::::::::::::
No i 2 rozdział gotowy.
Mam nadzieję że się spodobał.
Komentujcie! :)
UWAGA!!!
Zapraszam was na mojego nowiuteńkiego bloga o Harrym Potterze. http://harry-potter-forever-and-ever.blogspot.com
Będą tam wymyślone przeze mnie opowiadania i ciekawostki o filmach i książkach.
Zapraszam! <3
Besos
Patty
wtorek, 11 sierpnia 2015
Opowiadanie "Musisz żyć" Rozdział 1 + ważna notatka
Kolejny dzień.
Otwieram oczy.
Jest jasno, na niebie nie widać ani jednej chmury. Podnoszę się z twardego łóżka i staję boso na zimnej podłodze.
Przez 16 lat życia już się do tego przyzwyczaiłam.
Wchodzę do małego pomieszczenia, które nazywamy "łazienką". Tak naprawdę w środku jest tylko miska - służąca za wannę - mała, obskurna umywalka, toaleta i roztrzaskane lusterko.
Przeglądam się w lustrze i wracam do drugiego pokoju.
Nasz dom to właściwie łazienka i dwa pokoje. Jeden służy za kuchnię i jadalnię, drugi to sypialnia.
Rozglądam się. Ubieram w codzienne ubrania. Siadam na łóżku i patrzę na moją kochaną siostrzyczkę - Victorię.
Nasza sypialnia jest malutka - w kącie stoi moje łóżko, obok łóżko Vicky, w drugim kącie - naszej mamy.
Tata zaginął w nieznanych okolicznościach, kiedy miałam 6 lat. Od tamtego czasu nie widziałam go. Nie wiadomo, czy umarł, czy po prostu uciekł z naszego dystryktu.
Moja rodzina i ja mieszkamy w 12 dystrykcie - najbiedniejszym ze wszystkich. Większość mężczyzn pracuje w kopalni, kobiety handlują a młodzież zajmuje się domem. Ja oprócz pracy w domu poluję na zwierzęta. Powód jest prosty, rzadko kiedy mamy co jeść. Wtedy ja po kryjomu obchodzę straże i strzelam do zwierząt łukiem. Nie chcę się chwalić, ale wychodzi mi to wyśmienicie.
Straże pilnują praktycznie wszystkie dystrykty oprócz 1,2,3,4 i 5. Prezydent boi się że biedne dystrykty wzniecą bunt, jak przed laty 13-nastka. Ludzie postawili się państwu, przez co władze doszczętnie zniszczyły ich dystrykt.
Co roku organizowane są Głodowe Igrzyska, które przeżyć może tylko jeden uczestnik. Z każdego dystryktu zostaje wylosowana dziewczyna i chłopak w wieku od 12 do 16 lat. Później "trybuci" staczają walkę na śmierć i życie na arenie.
Kapitol czyli stolica naszego państwa Panem transmituje walkę w każdym dystrykcie. Jedną z największych rozrywek mieszkańców Kapitolu są właśnie Igrzyska.
Dzisiaj odbędzie się losowanie trybutów do 74 Igrzysk. Każdy ma obowiązek się tam zjawić, a przede wszystkim osoby od 12 do 16 lat. Dwie osoby wylosowane do Igrzysk jadą do stolicy, kilka dni później rozpoczynają się te "mistrzostwa".
Biegnę do lasu, zabieram łuk i strzały i zaczynam polowanie. Nagle od tyłu słyszę szum, odwracam się i widzę mojego najlepszego przyjaciela - Diego. Chłopak zawsze mnie wspiera i pomaga, choć sam wraz z ojcem wiedzie nie najlepsze życie.
-Hej! - mówi
-Cześć Diego!
-Co tutaj robisz? - pyta
-To co zawsze. - odpowiadam
Chłopak zamyśla się i uśmiecha do mnie.
-Dzisiaj nic nie upolujesz.
-A to niby dlaczego? - dziwię się.
Diego chichocze.
-Bo od rana przez las chodzą straże i płoszą zwierzęta.
Wściekła chowam łuk i strzały w specjalne wgłębienie w drzewie i wracam do domu, dziękując uprzednio Diegowi za informację.
Wchodzę do domu i widzę jak mama ubiera Vicky w białą koszulę w grochy i błękitną spódniczkę, a jej włosy układa w dwa długie warkoczyki. Na nogach siostry widzę niebieskie pantofelki.
-Prześliczne wyglądasz, kochanie. - mówię i przytulam Vicky.
Mama łapie mnie za rękę i ciągnie do łazienki.
-Umyj się. Na łóżku masz swoje ubrania.
Posłusznie wykonuje czynność i ubieram się w błękitno szarą sukienkę za kolana.
Wzdycham. Jakie byłoby moje życie gdybym mieszkała w Kapitolu... Po pierwsze nie musiałabym iść dzisiaj na "uroczystość". Chodziłabym w pięknych, kolorowych strojach, jadła tylko najwykwintniejsze dania...
Mama podchodzi do mnie i czesze moje włosy. Chwilę później ułożone są w długi do pasa blond warkocz.
Wychodzimy z domu i kierujemy się na plac. Tam na wzniesieniu stoi jedyny zwycięzcą Igrzysk z naszego dystryktu - Caroline Higgins. Obok niej na niskim fotelu siedzi Felix Dodge. To on losuje trybutów do mistrzostw.
Mężczyzna wstaje.
-Witam! Spotykamy się na dorocznych 74 dożynkach do Igrzysk Głodowych! Za chwilę wylosuję dwóch mężnych trybutów do walki na arenie. Najpierw chłopcy.
Felix podchodzi do szklanej miski i losuje jedną z karteczek. Wraca do mikrofonu.
-Federico Renzo. - oznajmia.
W tłumie chłopców następuje poruszenie, po chwili na wzniesienie wchodzi wysoki 16-latek o kasztanowych włosach. Siada na specjalnie przygotowanym krześle i rozgląda wokół.
Ja go skądś znam.... To syn piekarza który mieszka niedaleko od nas.
-A teraz dziewczęta. - z zamyślenia wyrywa mnie głos Feliksa.
Mężczyzna losuje karteczkę.
-Victoria Ferro.
Czuję jakby świat się zawalił. Przecież moja siostra ma dopiero 12 lat, ona nie przeżyje Igrzysk...
Vicky wychodzi z tłumu i powoli podchodzi do wzniesienia.
-Nie! - krzyczę i wybiegam za nią.
Strażnicy natychmiast reagują i próbują wepchnąć mnie (?) w tłum.
-Zgłaszam się na ochotniczkę za Vicky. - krzyczę.
Natychmiast słyszę szepty poruszenia. Kucam przed siostrą.
-Nie martw się. Słyszysz? Wracaj do mamy.
Podnoszę się i popycham Vicky w stronę Priscilli, naszej matki.
Odwracam się i wchodzę na wzniesienie.
-Pierwsza w historii Igrzysk ochotniczka! - krzyczy Felix. Odwraca się w moją stronę i pyta. - Jak się nazywasz?
-Ludmiła Ferro. - odpowiadam
Mężczyzna uśmiecha się do mnie dobrotliwie.
-Podajcie sobie ręce. - zwraca się do mnie i Federico.
Ściskam dłoń Fede. Chłopak uśmiecha się do mnie lekko.
-A więc zapraszam was do naszego specjalnego pociągu którym udamy się do Kapitolu. Przedtem będziecie mogli pożegnać się z rodzinami.
Przełykam ślinę i kieruję się za Feliksem w stronę "peronu" przy którym stoi srebrny pociąg. Nie wchodzimy jednak do niego, lecz do małego pomieszczenia na peronie podzielonego na dwa pokoje. Otwieram drzwi jednego z nic.
-Lu!!!
Odwracam się i widzę moją mamę i Vicky.
-Kochanie, posłuchaj mnie. Nie martw się. Tak? Słyszysz? Nie martw się o mnie.
-Przyrzeknij mi że wygrasz Igrzyska i wrócisz. Musisz żyć.
Przełykam ślinę.
-Przyrzekam. - mówię.
Wiem od razu że łamię tą obietnic. Mama też to wie.
-Mała ma rację. Musisz żyć. - w jej głosie słychać nadzieję, lecz oczy zdradzają, że w to nie wierzy.
Przytulam mamę i siostrę.
-Koniec spotkania. - oznajmia strażnik przy drzwiach.
Dwie najważniejsze osoby które mam wychodzą.
Już wiem, że nigdy ich nie zobaczę...
@########################################@
Pewnie zaskoczyłam was prologiem i tym rozdziałem ponieważ nie miałam ich w planach.
Opowiadanie będzie dość krótkie, ok. 10 rozdziałów i epilog.
Opowiada o Ludmile która zostaje trybutem z 12 dystryktu.
Pewnie każdy kto czytał lub oglądał Igrzyska Śmierci myśli że wszystko, co będzie się działo będzie takie jak w oryginale. OTÓŻ NIE!!! WSZYSTKIE PRZYGODY LUDMI SĄ WYMYŚLONE PRZEZE MNIE. TYLKO NIEKTÓRE FRAGMENTY OPARTE SĄ NA FILMIE I KSIĄŻCE"IGRZYSKA ŚMIERCI".
Jest nowa zakładka: Bohaterowie opowiadania "Musisz żyć" <Czyli tego opowiadania>
Besos
Patty
PS.
Proszę wszystkich o komentowanie. Nie ważne czy to będą hejty, czy nie. Lepiej pisać o kimś źle niż w ogóle.
Otwieram oczy.
Jest jasno, na niebie nie widać ani jednej chmury. Podnoszę się z twardego łóżka i staję boso na zimnej podłodze.
Przez 16 lat życia już się do tego przyzwyczaiłam.
Wchodzę do małego pomieszczenia, które nazywamy "łazienką". Tak naprawdę w środku jest tylko miska - służąca za wannę - mała, obskurna umywalka, toaleta i roztrzaskane lusterko.
Przeglądam się w lustrze i wracam do drugiego pokoju.
Nasz dom to właściwie łazienka i dwa pokoje. Jeden służy za kuchnię i jadalnię, drugi to sypialnia.
Rozglądam się. Ubieram w codzienne ubrania. Siadam na łóżku i patrzę na moją kochaną siostrzyczkę - Victorię.
Nasza sypialnia jest malutka - w kącie stoi moje łóżko, obok łóżko Vicky, w drugim kącie - naszej mamy.
Tata zaginął w nieznanych okolicznościach, kiedy miałam 6 lat. Od tamtego czasu nie widziałam go. Nie wiadomo, czy umarł, czy po prostu uciekł z naszego dystryktu.
Moja rodzina i ja mieszkamy w 12 dystrykcie - najbiedniejszym ze wszystkich. Większość mężczyzn pracuje w kopalni, kobiety handlują a młodzież zajmuje się domem. Ja oprócz pracy w domu poluję na zwierzęta. Powód jest prosty, rzadko kiedy mamy co jeść. Wtedy ja po kryjomu obchodzę straże i strzelam do zwierząt łukiem. Nie chcę się chwalić, ale wychodzi mi to wyśmienicie.
Straże pilnują praktycznie wszystkie dystrykty oprócz 1,2,3,4 i 5. Prezydent boi się że biedne dystrykty wzniecą bunt, jak przed laty 13-nastka. Ludzie postawili się państwu, przez co władze doszczętnie zniszczyły ich dystrykt.
Co roku organizowane są Głodowe Igrzyska, które przeżyć może tylko jeden uczestnik. Z każdego dystryktu zostaje wylosowana dziewczyna i chłopak w wieku od 12 do 16 lat. Później "trybuci" staczają walkę na śmierć i życie na arenie.
Kapitol czyli stolica naszego państwa Panem transmituje walkę w każdym dystrykcie. Jedną z największych rozrywek mieszkańców Kapitolu są właśnie Igrzyska.
Dzisiaj odbędzie się losowanie trybutów do 74 Igrzysk. Każdy ma obowiązek się tam zjawić, a przede wszystkim osoby od 12 do 16 lat. Dwie osoby wylosowane do Igrzysk jadą do stolicy, kilka dni później rozpoczynają się te "mistrzostwa".
Biegnę do lasu, zabieram łuk i strzały i zaczynam polowanie. Nagle od tyłu słyszę szum, odwracam się i widzę mojego najlepszego przyjaciela - Diego. Chłopak zawsze mnie wspiera i pomaga, choć sam wraz z ojcem wiedzie nie najlepsze życie.
-Hej! - mówi
-Cześć Diego!
-Co tutaj robisz? - pyta
-To co zawsze. - odpowiadam
Chłopak zamyśla się i uśmiecha do mnie.
-Dzisiaj nic nie upolujesz.
-A to niby dlaczego? - dziwię się.
Diego chichocze.
-Bo od rana przez las chodzą straże i płoszą zwierzęta.
Wściekła chowam łuk i strzały w specjalne wgłębienie w drzewie i wracam do domu, dziękując uprzednio Diegowi za informację.
Wchodzę do domu i widzę jak mama ubiera Vicky w białą koszulę w grochy i błękitną spódniczkę, a jej włosy układa w dwa długie warkoczyki. Na nogach siostry widzę niebieskie pantofelki.
-Prześliczne wyglądasz, kochanie. - mówię i przytulam Vicky.
Mama łapie mnie za rękę i ciągnie do łazienki.
-Umyj się. Na łóżku masz swoje ubrania.
Posłusznie wykonuje czynność i ubieram się w błękitno szarą sukienkę za kolana.
Wzdycham. Jakie byłoby moje życie gdybym mieszkała w Kapitolu... Po pierwsze nie musiałabym iść dzisiaj na "uroczystość". Chodziłabym w pięknych, kolorowych strojach, jadła tylko najwykwintniejsze dania...
Mama podchodzi do mnie i czesze moje włosy. Chwilę później ułożone są w długi do pasa blond warkocz.
Wychodzimy z domu i kierujemy się na plac. Tam na wzniesieniu stoi jedyny zwycięzcą Igrzysk z naszego dystryktu - Caroline Higgins. Obok niej na niskim fotelu siedzi Felix Dodge. To on losuje trybutów do mistrzostw.
Mężczyzna wstaje.
-Witam! Spotykamy się na dorocznych 74 dożynkach do Igrzysk Głodowych! Za chwilę wylosuję dwóch mężnych trybutów do walki na arenie. Najpierw chłopcy.
Felix podchodzi do szklanej miski i losuje jedną z karteczek. Wraca do mikrofonu.
-Federico Renzo. - oznajmia.
W tłumie chłopców następuje poruszenie, po chwili na wzniesienie wchodzi wysoki 16-latek o kasztanowych włosach. Siada na specjalnie przygotowanym krześle i rozgląda wokół.
Ja go skądś znam.... To syn piekarza który mieszka niedaleko od nas.
-A teraz dziewczęta. - z zamyślenia wyrywa mnie głos Feliksa.
Mężczyzna losuje karteczkę.
-Victoria Ferro.
Czuję jakby świat się zawalił. Przecież moja siostra ma dopiero 12 lat, ona nie przeżyje Igrzysk...
Vicky wychodzi z tłumu i powoli podchodzi do wzniesienia.
-Nie! - krzyczę i wybiegam za nią.
Strażnicy natychmiast reagują i próbują wepchnąć mnie (?) w tłum.
-Zgłaszam się na ochotniczkę za Vicky. - krzyczę.
Natychmiast słyszę szepty poruszenia. Kucam przed siostrą.
-Nie martw się. Słyszysz? Wracaj do mamy.
Podnoszę się i popycham Vicky w stronę Priscilli, naszej matki.
Odwracam się i wchodzę na wzniesienie.
-Pierwsza w historii Igrzysk ochotniczka! - krzyczy Felix. Odwraca się w moją stronę i pyta. - Jak się nazywasz?
-Ludmiła Ferro. - odpowiadam
Mężczyzna uśmiecha się do mnie dobrotliwie.
-Podajcie sobie ręce. - zwraca się do mnie i Federico.
Ściskam dłoń Fede. Chłopak uśmiecha się do mnie lekko.
-A więc zapraszam was do naszego specjalnego pociągu którym udamy się do Kapitolu. Przedtem będziecie mogli pożegnać się z rodzinami.
Przełykam ślinę i kieruję się za Feliksem w stronę "peronu" przy którym stoi srebrny pociąg. Nie wchodzimy jednak do niego, lecz do małego pomieszczenia na peronie podzielonego na dwa pokoje. Otwieram drzwi jednego z nic.
-Lu!!!
Odwracam się i widzę moją mamę i Vicky.
-Kochanie, posłuchaj mnie. Nie martw się. Tak? Słyszysz? Nie martw się o mnie.
-Przyrzeknij mi że wygrasz Igrzyska i wrócisz. Musisz żyć.
Przełykam ślinę.
-Przyrzekam. - mówię.
Wiem od razu że łamię tą obietnic. Mama też to wie.
-Mała ma rację. Musisz żyć. - w jej głosie słychać nadzieję, lecz oczy zdradzają, że w to nie wierzy.
Przytulam mamę i siostrę.
-Koniec spotkania. - oznajmia strażnik przy drzwiach.
Dwie najważniejsze osoby które mam wychodzą.
Już wiem, że nigdy ich nie zobaczę...
@########################################@
Pewnie zaskoczyłam was prologiem i tym rozdziałem ponieważ nie miałam ich w planach.
Opowiadanie będzie dość krótkie, ok. 10 rozdziałów i epilog.
Opowiada o Ludmile która zostaje trybutem z 12 dystryktu.
Pewnie każdy kto czytał lub oglądał Igrzyska Śmierci myśli że wszystko, co będzie się działo będzie takie jak w oryginale. OTÓŻ NIE!!! WSZYSTKIE PRZYGODY LUDMI SĄ WYMYŚLONE PRZEZE MNIE. TYLKO NIEKTÓRE FRAGMENTY OPARTE SĄ NA FILMIE I KSIĄŻCE"IGRZYSKA ŚMIERCI".
Jest nowa zakładka: Bohaterowie opowiadania "Musisz żyć" <Czyli tego opowiadania>
Besos
Patty
PS.
Proszę wszystkich o komentowanie. Nie ważne czy to będą hejty, czy nie. Lepiej pisać o kimś źle niż w ogóle.
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Opowiadanie "Musisz żyć" Prolog
Musisz żyć....
Te słowa krążą po mojej czaszce jak pszczoły. Bardzo uparte pszczoły, które co chwila żądlą, sprawiając, że głowa coraz bardziej mnie boli. To chyba jednak szerszenie. Pszczoły po jednym użądleniu szlag trafia. A mnie wciąż i wciąż żądlą.
Musisz żyć...
Wiem. - Odpowiadam nie wiadomo komu. To słowo wypowiedziałam do wielu osób: do mamy, do siostry, do najlepszego przyjaciela.
Musisz żyć...
Mam dość tych rozmyślań, lecz jak na złość nie mogę zasnąć.
Musisz żyć...
Chociaż obiecałam mej siostrze że przeżyję, to od razu tę obietnicę złamałam.
Musisz żyć...
Ciągle widzę przed oczyma moją mamę. Płakała, wiedziała że nie mam szans, ale tliła się w niej nikła nadzieja.
Musisz żyć...
Jego słowa i uścisk, które zwykle pomagały mi się uspokoić, teraz tego nie robiły.
Musisz żyć...
Musisz żyć...
Oni nie rozumieją że nie dam rady.
Musisz żyć...
Widzę oczyma wyobraźni, jak patrzą na ekran i słyszą mechaniczny głos.
"Kolejna ofiara - Ludmiła Ferro, dystrykt 12"
Te słowa krążą po mojej czaszce jak pszczoły. Bardzo uparte pszczoły, które co chwila żądlą, sprawiając, że głowa coraz bardziej mnie boli. To chyba jednak szerszenie. Pszczoły po jednym użądleniu szlag trafia. A mnie wciąż i wciąż żądlą.
Musisz żyć...
Wiem. - Odpowiadam nie wiadomo komu. To słowo wypowiedziałam do wielu osób: do mamy, do siostry, do najlepszego przyjaciela.
Musisz żyć...
Mam dość tych rozmyślań, lecz jak na złość nie mogę zasnąć.
Musisz żyć...
Chociaż obiecałam mej siostrze że przeżyję, to od razu tę obietnicę złamałam.
Musisz żyć...
Ciągle widzę przed oczyma moją mamę. Płakała, wiedziała że nie mam szans, ale tliła się w niej nikła nadzieja.
Musisz żyć...
Jego słowa i uścisk, które zwykle pomagały mi się uspokoić, teraz tego nie robiły.
Musisz żyć...
Musisz żyć...
Oni nie rozumieją że nie dam rady.
Musisz żyć...
Widzę oczyma wyobraźni, jak patrzą na ekran i słyszą mechaniczny głos.
"Kolejna ofiara - Ludmiła Ferro, dystrykt 12"
One Shot Specjalny "Bo czasami nie warto nic robić" część 3
Buahhahhahha!!!
Część 3 One Shota już dziś, nie jutro. Ale to z powodu pewnej niespodzianki którą dla was szykuję. Zapraszam do czytania.
*Francesca*
-No bo to Ludmiła spowodowała ten wypadek. - mówimy.
Natalię zatkało. Nie może wydobyć z siebie głosu. Otwiera szeroko oczy.
-Ale jak....
Opowiadam jej o mej (trafnej) hipotezie.
Nagle wchodzi lekarz i wyprasza nas z sali. Wychodzimy na korytarz.
-Fran... - słyszę szept za sobą. Odwracam się i widzę Federico. - Możemy porozmawiać na osobności? - pyta chłopak
Zdziwiona przytakuję i odchodzę z nim na bok.
-Fran, dziękuję bardzo za Twoją pomoc i za to jak mnie wspomagałaś dzisiaj. Po pierwsze gdyby nie ty, Naty nie trafiłaby do szpitala, i nie odkrylibyśmy tajemnicy Ludmiły.
Uśmiecham się do niego.
-Nie ma za co. - mówię. - A jeśli chodzi o tajemnicę Ludmi, to jeszcze jej nie odkryliśmy. - dodaję.
Federico zdziwiony patrzy na mnie lekko nieprzytomnym wzrokiem.
-Musimy pojechać do Lu i spytać o powód jej zachowania.
-No dobrze. - Fede przytakuje mi.
-Ale tylko we dwójkę.
Po rozmowie z paczką uzgadniamy że do Lu jedzie tylko Violetta, Leon, Fede i ja.
Wsiadamy do mojego auta i ruszamy.
Kilka minut później wchodzimy do budynku aresztu i stajemy przy celi Ludmiły. Dziewczyna, która siedzi na krześle, podrywa głowę i podchodzi do krat.
-Hej. - szepcze
Nikt jej nie odpowiedział.
-Przepraszam. - mówi.
Federico prycha.
-A najbardziej Naty i ciebie. - Lu zwraca się do Fede.
-Myślisz że ci to wybaczymy? - pyta chłopak.
-Myślałam że jesteś naszą przyjaciółką! - krzyczy Vilu. - Trzymałam twoją stronę w każdym przypadku, powierzałam tajemnice, uważałam cię za kumpelę.
Ludmiła ukrywa twarz w dłoniach.
-Nawet nie wiesz jak się teraz czuję. - mówi.
Leon przytula swoją dziewczynę i zwraca głowę w stronę byłej przyjaciółki.
-Dlaczego to zrobiłaś? - pyta. Na jego twarzy widać wyraz obrzydzenia.
-Dlaczego???? Dlaczego???? Moja matka kiedy ja miałam 14 lat zaczęła się przyjaźnić z panią Vidal. Kompletnie mnie zaniedbała, w wieku 16 lat musiałam zamieszkać sama, zdana tylko na siebie. Przez to znienawidziłam moją matkę i jej przyjaciółeczkę. Postanowiłam zniszczyć ich życie. Matce już zniszczyłam, przez "przypadek" spadła ze schodów. Raczej ja ją zepchnęłam. Pani Vidal postanowiłam oszczędzić życie, ale nie chciałam tego zrobić jej dzieciom. Dlatego przecięłam przewody hamulcowe w aucie. Lecz później zaczęłam żałować bo.... - spogląda na Federico - Bo się w tobie zakochałam.
Zatkało nas. Nagle czuję ukłucie w sercu. Czy ja jestem zazdrosna? Phi! A nawet jakby to o kogo? O tę głupią sukę?
Federico prycha i wychodzi z budynku. Biegnę za nim.
-Fede! - krzyczę
Odwraca się do mnie. Uśmiech wstępuje na jego twarz. Uśmiech ironiczny, nie prawdziwy. Z aresztu wychodzi Leonetta. Razem wracamy do szpitala i opowiadamy paczce historię. Nikt nie może w to uwierzyć.
-Fran...
Odwracam się. To Federico. Ku mojemu zdziwieniu łapie mnie za rękę i ciągnie w boczny korytarz.
-Muszę Ci coś powiedzieć. - mówi. Przełyka ślinę. - Bo ja... Kiedy ta zdzira powiedziała że się we mnie zakochała, uświadomiłem sobie że ty tak o mnie dbasz, pomagasz... Kocham cię.
OMG! Nie mogę w to uwierzyć. On odwzajemnia moje uczucie.
-Ja też. - mówię cicho.
Fede uśmiecha się i złącza nasze usta w pocałunku.
*Miesiąc później*
*Natalia*
Właśnie dzisiaj wypisali mnie ze szpitala. Na szczęście nie jestem sparaliżowana. Mimo tego wypadku, wokół dzieje się wszystko co najlepsze...
-Naty... Kocham cię.
-Ja ciebie też...
Przerywa moją wypowiedź pocałunkiem.
*Federico*
Wszystko co się dzieje, daje mi teraz radość. Naty wypisano ze szpitala. Na szczęście jest cała i zdrowa. Mam najpiękniejszą dziewczynę na świecie. Mam też paczkę przyjaciół i spokój... Ludmiłę skazano na 5 lat pozbawienia wolności.
-Fede...
-O co chodzi, kochanie? - pytam.
-Wiesz, że cię kocham?
-Tak, a ty wiesz że ja kocham ciebie? Mocniej niż ty mnie?
-Oooo, to się jeszcze okaże!
Łączymy się w namiętnym pocałunku, który zwiencza nasze szczęście.
KONIEC!!!!
Oto ostatnia część One Shota.
Za parę minut.... Czekajcie.... XD
Besos
Patty
Część 3 One Shota już dziś, nie jutro. Ale to z powodu pewnej niespodzianki którą dla was szykuję. Zapraszam do czytania.
*Francesca*
-No bo to Ludmiła spowodowała ten wypadek. - mówimy.
Natalię zatkało. Nie może wydobyć z siebie głosu. Otwiera szeroko oczy.
-Ale jak....
Opowiadam jej o mej (trafnej) hipotezie.
Nagle wchodzi lekarz i wyprasza nas z sali. Wychodzimy na korytarz.
-Fran... - słyszę szept za sobą. Odwracam się i widzę Federico. - Możemy porozmawiać na osobności? - pyta chłopak
Zdziwiona przytakuję i odchodzę z nim na bok.
-Fran, dziękuję bardzo za Twoją pomoc i za to jak mnie wspomagałaś dzisiaj. Po pierwsze gdyby nie ty, Naty nie trafiłaby do szpitala, i nie odkrylibyśmy tajemnicy Ludmiły.
Uśmiecham się do niego.
-Nie ma za co. - mówię. - A jeśli chodzi o tajemnicę Ludmi, to jeszcze jej nie odkryliśmy. - dodaję.
Federico zdziwiony patrzy na mnie lekko nieprzytomnym wzrokiem.
-Musimy pojechać do Lu i spytać o powód jej zachowania.
-No dobrze. - Fede przytakuje mi.
-Ale tylko we dwójkę.
Po rozmowie z paczką uzgadniamy że do Lu jedzie tylko Violetta, Leon, Fede i ja.
Wsiadamy do mojego auta i ruszamy.
Kilka minut później wchodzimy do budynku aresztu i stajemy przy celi Ludmiły. Dziewczyna, która siedzi na krześle, podrywa głowę i podchodzi do krat.
-Hej. - szepcze
Nikt jej nie odpowiedział.
-Przepraszam. - mówi.
Federico prycha.
-A najbardziej Naty i ciebie. - Lu zwraca się do Fede.
-Myślisz że ci to wybaczymy? - pyta chłopak.
-Myślałam że jesteś naszą przyjaciółką! - krzyczy Vilu. - Trzymałam twoją stronę w każdym przypadku, powierzałam tajemnice, uważałam cię za kumpelę.
Ludmiła ukrywa twarz w dłoniach.
-Nawet nie wiesz jak się teraz czuję. - mówi.
Leon przytula swoją dziewczynę i zwraca głowę w stronę byłej przyjaciółki.
-Dlaczego to zrobiłaś? - pyta. Na jego twarzy widać wyraz obrzydzenia.
-Dlaczego???? Dlaczego???? Moja matka kiedy ja miałam 14 lat zaczęła się przyjaźnić z panią Vidal. Kompletnie mnie zaniedbała, w wieku 16 lat musiałam zamieszkać sama, zdana tylko na siebie. Przez to znienawidziłam moją matkę i jej przyjaciółeczkę. Postanowiłam zniszczyć ich życie. Matce już zniszczyłam, przez "przypadek" spadła ze schodów. Raczej ja ją zepchnęłam. Pani Vidal postanowiłam oszczędzić życie, ale nie chciałam tego zrobić jej dzieciom. Dlatego przecięłam przewody hamulcowe w aucie. Lecz później zaczęłam żałować bo.... - spogląda na Federico - Bo się w tobie zakochałam.
Zatkało nas. Nagle czuję ukłucie w sercu. Czy ja jestem zazdrosna? Phi! A nawet jakby to o kogo? O tę głupią sukę?
Federico prycha i wychodzi z budynku. Biegnę za nim.
-Fede! - krzyczę
Odwraca się do mnie. Uśmiech wstępuje na jego twarz. Uśmiech ironiczny, nie prawdziwy. Z aresztu wychodzi Leonetta. Razem wracamy do szpitala i opowiadamy paczce historię. Nikt nie może w to uwierzyć.
-Fran...
Odwracam się. To Federico. Ku mojemu zdziwieniu łapie mnie za rękę i ciągnie w boczny korytarz.
-Muszę Ci coś powiedzieć. - mówi. Przełyka ślinę. - Bo ja... Kiedy ta zdzira powiedziała że się we mnie zakochała, uświadomiłem sobie że ty tak o mnie dbasz, pomagasz... Kocham cię.
OMG! Nie mogę w to uwierzyć. On odwzajemnia moje uczucie.
-Ja też. - mówię cicho.
Fede uśmiecha się i złącza nasze usta w pocałunku.
*Miesiąc później*
*Natalia*
Właśnie dzisiaj wypisali mnie ze szpitala. Na szczęście nie jestem sparaliżowana. Mimo tego wypadku, wokół dzieje się wszystko co najlepsze...
-Naty... Kocham cię.
-Ja ciebie też...
Przerywa moją wypowiedź pocałunkiem.
*Federico*
Wszystko co się dzieje, daje mi teraz radość. Naty wypisano ze szpitala. Na szczęście jest cała i zdrowa. Mam najpiękniejszą dziewczynę na świecie. Mam też paczkę przyjaciół i spokój... Ludmiłę skazano na 5 lat pozbawienia wolności.
-Fede...
-O co chodzi, kochanie? - pytam.
-Wiesz, że cię kocham?
-Tak, a ty wiesz że ja kocham ciebie? Mocniej niż ty mnie?
-Oooo, to się jeszcze okaże!
Łączymy się w namiętnym pocałunku, który zwiencza nasze szczęście.
KONIEC!!!!
Oto ostatnia część One Shota.
Za parę minut.... Czekajcie.... XD
Besos
Patty
One Shot Specjalny "Bo czasami nie warto nic robić" część 2
*Natalia*
Otwieram powoli oczy. Z początku widzę ciemność, później mój wzrok wyostrza się i dostrzegam szczegóły. Rozglądam się i przystaję na widok mojego brata. Łapię go za ramię i mocno potrząsam.
-Fede, Fede! - krzyczę. Po chwili chłopak budzi się.
-Co się stało? - pyta.
-Mieliśmy wypadek. - szepczę
Brat przygląda się mi chwilę, potem odwraca się i łapie za klamkę drzwi samochodu. Otwiera je i z trudnością wychodzi. Podaje mi rękę, którą szybko ściskam. Federico próbuje mnie wyciągnąć. Nagle czuję ból w nodze - niewyobrażalny ból - i krzyczę. Fede natychmiast przestaje ciągnąć, obiega samochód, z którego tak naprawdę pozostała kupa złomu, otwiera tylne drzwi. Postanawiam zerknąć na moje nogi. ......
-Aaaaa!!!! - krzyczę.
Brat również patrzy w tamtą stronę. Oboje nie możemy uwierzyć. Moje dolne kończyny są całe zakrwawione, a na dodatek przyciśnięte kilkudziesięcioma kilogramami metalowych części auta. Co najgorsze, powoli przestaję je czuć!
*Franceska*
Już godzinę czekam na przybycie Fede i Naty. Kurczę, czy oni zawsze się tak spóźniają? A może stało się to, czego właśnie się obawiałam....? Czy to możliwe że ona już...
Zrywam się z krzesła i podbiegam do barmanki, chcąc zapłacić za szejka. Wybiegam na dwór, wsiadam do samochodu i odpalam silnik. Jadę autem drogą prowadzącą z tej kawiarni na odludziu do centrum miasta. Między nimi jest las. Przyspieszam do 70 km/h. Nagle na poboczu coś widzę, lecz prędkość jaką dysponuję nie pozwala mi się dokładniej przyjrzeć. Hamuję więc, zakręcam i podjeżdżam do owego czegoś, co jak się okazuje jest zniszczonym samochodem. Staję na skraju drogi i wysiadam z auta. Nagle zza pojazdu wybiega................. Federico!!!! Podbiega do mnie.
-Fran! - krzyczy - Z nieba nam spadłaś!
Łapie mnie za rękę i ciągnie do samochodu. W nim widzę ledwo przytomną Naty. Jej nogi są przygniecione przez elementy pojazdu i całkowicie zakrwawione. Piszczę i rozglądam się na boki.
-Czemu nie dzwonisz po karetkę? - piskliwym głosem pytam Fede.
-Mój telefon i telefon Nat jest w torbie, która aktualnie znajduje się pod nogami Natki. - oznajmia mi chłopak.
Natychmiast wyciągam z torebki komórkę i wybieram numer 112.
Po kilkunastu minutach podjeżdża karetka i z wielkim trudem razem ze strażakami wyciąga omdlałą Naty. Ja i Fede wsiadamy do mojego auta i jedziemy do pobliskiego szpitala, gdzie mają zawieźć dziewczynę.
-Co się w ogóle stało? - pytam zdenerwowana Federico.
-Na jezdnię wybiegł jakiś pies, czy kot. Próbowałem zahamować, ale przewody się zerwały. No i uderzyliśmy w drzewo. - zestresowany chłopak zaczyna obgryzać paznokcie.
Zagryzam wargę.
-Przewody hamulcowe były zerwane? - z nerwów nie mogę wytrzymać.
-Dokładnie.
-A to było auto Ludmi?
-Tak, chcieliśmy je pożyczyć, ona wybiegła je wyprowadzić.
Wzdycham.
-Chyba to nie był przypadek. - cicho szepczę.
-Co!!! - słyszę krzyk Fede.
Zerkam na niego.
-Kiedy wróciłam do Włoch, spytałam Lu, czy coś ciekawego dzieje się w Rzymie. Ona warknęła że nie. - tłumaczę chłopakowi mój tok myślenia. - Diego wytłumaczył że do Ludmiły przyjeżdżają dzieci przyjaciółki jej mamy. Ona zrobiła się strasznie nerwowa, zaczęła się gęsto tłumaczyć. Potem ja powiedziałam że to okazja do poznania nowych ludzi itp. Ona przyznała mi rację, ale dziwnie się zachowywała i zmieniła temat. Później nagle zrobiła się dla was tak miła, jak nawet nigdy dla nas - jej przyjaciół. A teraz ten wypadek. Najpierw Lu wybiegła wyprowadzić samochód, chociaż mogliście zrobić to wy. Potem bez pytań pozwoliła jechać... To wydaje mi się dziwnie podejrzane... - skończyłam.
Dojechaliśmy do szpitala. Wbiegamy do budynku i siadamy na plastikowych krzesłach. Federico chowa twarz w dłoniach. Po chwili dobiega do mnie jego stłumiony głos.
-To Ludmiła to zrobiła. - to nie było pytanie.
Przytulam chłopaka i cały czas siedzimy w tej pozycji. Nagle z sali wychodzi lekarz.
-Jakaś rodzina Natalii Vidal? - pyta
-Jestem jej bratem. - mówi Fede, nadal do mnie przytulony.
-Dziewczyna żyje, lecz jest w ciężkim stanie i nie czuje swoich nóg. Ma też lekki wstrząs mózgu. Co było przyczyną wypadku?
-Przewody hamulcowe samochodu zostały przecięte. - mówię za Federico.
-W takim przypadku proszę natychmiast udać się na komisariat policji i złożyć zeznania. - oznajmia doktor.
Podaję mu swój numer telefonu, gdyż komórki rodzeństwa Vidal znajdowały się wciąż nie miejscu wypadku. Wychodzimy ze szpitala i jedziemy samochodem, tym razem na policję. Starszy sierżant (?) przyjmuje nas w swoim gabinecie (?). Najpierw Fede opowiada co działo się tuż przed wypadkiem, następnie ja wyznaję moją hipotezę co do sprawczyni. Sierżant gorączkowo notuje, a później wychodzi z pokoju. Wraca z 2 innymi policjantami.
-Gdzie mieszka podejrzana? - pyta jeden z nich.
Podajemy mu adres domu Ludmi. Policjanci wychodzą, wsiadają do radiowozu i odjeżdżają. My siedzimy w budynku, i ponownie przytuleni, czekamy na ich powrót.
*Violetta*
Ja i moi przyjaciele - oprócz Fran - siedzimy właśnie w domu Ludmiły i gramy w butelkę. Przerywa nam dzwonek do drzwi. Lu idzie otworzyć. Ponieważ znajdujemy się w salonie, widzimy i słyszymy wszystko co dzieje się w holu.
-Dzień dobry. - wita się ..... policjant! Zaskoczona podrywam się i przez przypadek uderzam Leona, w którego ramionach leżałam, w nos. Nikogo, nawet mojego chłopaka to nie obchodzi, wszyscy uważnie słuchamy rozmowy.
-Pani Ludmiła Ferro, lat 20? - pyta drugi sierżant.
-Zgadza się. - odpowiada Lu.
-Jest pani zatrzymana w sprawie wypadku samochodowego Natalii i Federico Vidal.
WTF!!!!!!!
Podbiegam do przyjaciółki.
-Coś się im stało? - pytam zaniepokojona.
-A pani jest...
-Ich przyjaciółką. - kończę.
-Panu Vidal nic się nie stało, a panna Vidal aktualnie znajduje się w szpitalu z objawami wstrząsu mózgu i sparaliżowaniem nóg (?).
.
.
.
.
-Co!!!! - zerkam za siebie, na moich przyjaciół. Ich miny zdradzają szok i strach.
Policjanci łapią Ludmiłę za ramiona i wyciągają na dwór.
-To ty to zrobiłaś?? - krzyczę wściekła
Lu tylko kiwa głową. Wsiada do radiowozu, a policjanci odjeżdżają.
Odwracam się. Podchodzę powoli do Leona, który przytula mnie, choć sam jest roztrzęsiony.
-Jedźmy do szpitala. - mówię. Wychodzimy, wsiadamy do busa taty Maxiego i ruszamy.
-Co się dzieje, Max? - pyta w pewnym momencie Cami.
-Ja zakochałem się w Naty. - odpowiada chłopak.
Zapada cisza. Obejmuję go, a Diego, który prowadzi auto, zerka na niego ze współczuciem.
-Jak mogłem tak pomylić się co do Ludmiły? - pyta. Nikt mu nie odpowiada.
Dojeżdżając do szpitala, nadal przytulam Maxa. Leon łapie mnie za rękę, Cami i Brod obejmują się a Diego nadal lekko rozkojarzony rozgląda się wokół.
*Federico*
Policjanci po jakimś czasie wracają na posterunek w towarzystwie Ludmiły.
Wychodzimy na dwór, sierżant przeprowadza obok nas tą idiotkę. Myślałem że jest spoko, a tu.... Nie mogę w to uwierzyć.
-Przepraszam. - głos Ludmi wbija mi się w czaszkę i tylko mocny uścisk Fran powstrzymywał mnie od rzucenia się na tą zdzirę.
Kiedy policjanci i Ludmiła zniknęli w drzwiach komisariatu, wchodzimy do samochodu i jedziemy do szpitala. Wchodząc do budynku widzimy całą paczkę oprócz Fran - która oczywiście jest obok mnie - i tej suki (XD).
Podchodzimy do nich. Wtem podchodzi do nas lekarz.
-Panie Vidal, pańska siostra właśnie się obudziła więc może pan ją odwiedzić.
-A my też możemy? - pyta Viola.
Doktor liczy nasze towarzystwo.
-No dobrze. Proszę za mną.
Prowadzi nas do sali nr. 15. Wchodzimy po cichu. Naty uśmiecha się do nas. Podchodzimy do łóżka, dziewczyna łapie mnie za rękę i ściska.
*Natalia*
Widząc ponownie paczkę i mojego brata bardzo się cieszę. Trzymam dłoń Fede. Rozglądam się i zauważając Maxiego uśmiech wchodzi na mą twarz.
Nagle uświadamiam sobie pomyłkę.
-Gdzie jest Ludmiła? - pytam, bo nie widzę jej wśród przyjaciół.
Miny zgromadzonych zaskoczyły mnie. Wymalowane były na nich wściekłość i zakłopotanie.
-No bo widzisz.....
CZĘŚĆ 3 POJAWI SIĘ JUTRO!!!!
Ps.
Ta część miała pojawić się wczoraj, albo jeszcze przedwczoraj. Bardzo przepraszam, ale po prostu miałam pilny wyjazd do kuzynki, więc rozumiecie że nie będę pisała One Shota w jej domu zwłaszcza że jest zagorzałą przeciwniczką Violetty. :( Tak więc przepraszam.
Besos
Patrycja
Otwieram powoli oczy. Z początku widzę ciemność, później mój wzrok wyostrza się i dostrzegam szczegóły. Rozglądam się i przystaję na widok mojego brata. Łapię go za ramię i mocno potrząsam.
-Fede, Fede! - krzyczę. Po chwili chłopak budzi się.
-Co się stało? - pyta.
-Mieliśmy wypadek. - szepczę
Brat przygląda się mi chwilę, potem odwraca się i łapie za klamkę drzwi samochodu. Otwiera je i z trudnością wychodzi. Podaje mi rękę, którą szybko ściskam. Federico próbuje mnie wyciągnąć. Nagle czuję ból w nodze - niewyobrażalny ból - i krzyczę. Fede natychmiast przestaje ciągnąć, obiega samochód, z którego tak naprawdę pozostała kupa złomu, otwiera tylne drzwi. Postanawiam zerknąć na moje nogi. ......
-Aaaaa!!!! - krzyczę.
Brat również patrzy w tamtą stronę. Oboje nie możemy uwierzyć. Moje dolne kończyny są całe zakrwawione, a na dodatek przyciśnięte kilkudziesięcioma kilogramami metalowych części auta. Co najgorsze, powoli przestaję je czuć!
*Franceska*
Już godzinę czekam na przybycie Fede i Naty. Kurczę, czy oni zawsze się tak spóźniają? A może stało się to, czego właśnie się obawiałam....? Czy to możliwe że ona już...
Zrywam się z krzesła i podbiegam do barmanki, chcąc zapłacić za szejka. Wybiegam na dwór, wsiadam do samochodu i odpalam silnik. Jadę autem drogą prowadzącą z tej kawiarni na odludziu do centrum miasta. Między nimi jest las. Przyspieszam do 70 km/h. Nagle na poboczu coś widzę, lecz prędkość jaką dysponuję nie pozwala mi się dokładniej przyjrzeć. Hamuję więc, zakręcam i podjeżdżam do owego czegoś, co jak się okazuje jest zniszczonym samochodem. Staję na skraju drogi i wysiadam z auta. Nagle zza pojazdu wybiega................. Federico!!!! Podbiega do mnie.
-Fran! - krzyczy - Z nieba nam spadłaś!
Łapie mnie za rękę i ciągnie do samochodu. W nim widzę ledwo przytomną Naty. Jej nogi są przygniecione przez elementy pojazdu i całkowicie zakrwawione. Piszczę i rozglądam się na boki.
-Czemu nie dzwonisz po karetkę? - piskliwym głosem pytam Fede.
-Mój telefon i telefon Nat jest w torbie, która aktualnie znajduje się pod nogami Natki. - oznajmia mi chłopak.
Natychmiast wyciągam z torebki komórkę i wybieram numer 112.
Po kilkunastu minutach podjeżdża karetka i z wielkim trudem razem ze strażakami wyciąga omdlałą Naty. Ja i Fede wsiadamy do mojego auta i jedziemy do pobliskiego szpitala, gdzie mają zawieźć dziewczynę.
-Co się w ogóle stało? - pytam zdenerwowana Federico.
-Na jezdnię wybiegł jakiś pies, czy kot. Próbowałem zahamować, ale przewody się zerwały. No i uderzyliśmy w drzewo. - zestresowany chłopak zaczyna obgryzać paznokcie.
Zagryzam wargę.
-Przewody hamulcowe były zerwane? - z nerwów nie mogę wytrzymać.
-Dokładnie.
-A to było auto Ludmi?
-Tak, chcieliśmy je pożyczyć, ona wybiegła je wyprowadzić.
Wzdycham.
-Chyba to nie był przypadek. - cicho szepczę.
-Co!!! - słyszę krzyk Fede.
Zerkam na niego.
-Kiedy wróciłam do Włoch, spytałam Lu, czy coś ciekawego dzieje się w Rzymie. Ona warknęła że nie. - tłumaczę chłopakowi mój tok myślenia. - Diego wytłumaczył że do Ludmiły przyjeżdżają dzieci przyjaciółki jej mamy. Ona zrobiła się strasznie nerwowa, zaczęła się gęsto tłumaczyć. Potem ja powiedziałam że to okazja do poznania nowych ludzi itp. Ona przyznała mi rację, ale dziwnie się zachowywała i zmieniła temat. Później nagle zrobiła się dla was tak miła, jak nawet nigdy dla nas - jej przyjaciół. A teraz ten wypadek. Najpierw Lu wybiegła wyprowadzić samochód, chociaż mogliście zrobić to wy. Potem bez pytań pozwoliła jechać... To wydaje mi się dziwnie podejrzane... - skończyłam.
Dojechaliśmy do szpitala. Wbiegamy do budynku i siadamy na plastikowych krzesłach. Federico chowa twarz w dłoniach. Po chwili dobiega do mnie jego stłumiony głos.
-To Ludmiła to zrobiła. - to nie było pytanie.
Przytulam chłopaka i cały czas siedzimy w tej pozycji. Nagle z sali wychodzi lekarz.
-Jakaś rodzina Natalii Vidal? - pyta
-Jestem jej bratem. - mówi Fede, nadal do mnie przytulony.
-Dziewczyna żyje, lecz jest w ciężkim stanie i nie czuje swoich nóg. Ma też lekki wstrząs mózgu. Co było przyczyną wypadku?
-Przewody hamulcowe samochodu zostały przecięte. - mówię za Federico.
-W takim przypadku proszę natychmiast udać się na komisariat policji i złożyć zeznania. - oznajmia doktor.
Podaję mu swój numer telefonu, gdyż komórki rodzeństwa Vidal znajdowały się wciąż nie miejscu wypadku. Wychodzimy ze szpitala i jedziemy samochodem, tym razem na policję. Starszy sierżant (?) przyjmuje nas w swoim gabinecie (?). Najpierw Fede opowiada co działo się tuż przed wypadkiem, następnie ja wyznaję moją hipotezę co do sprawczyni. Sierżant gorączkowo notuje, a później wychodzi z pokoju. Wraca z 2 innymi policjantami.
-Gdzie mieszka podejrzana? - pyta jeden z nich.
Podajemy mu adres domu Ludmi. Policjanci wychodzą, wsiadają do radiowozu i odjeżdżają. My siedzimy w budynku, i ponownie przytuleni, czekamy na ich powrót.
*Violetta*
Ja i moi przyjaciele - oprócz Fran - siedzimy właśnie w domu Ludmiły i gramy w butelkę. Przerywa nam dzwonek do drzwi. Lu idzie otworzyć. Ponieważ znajdujemy się w salonie, widzimy i słyszymy wszystko co dzieje się w holu.
-Dzień dobry. - wita się ..... policjant! Zaskoczona podrywam się i przez przypadek uderzam Leona, w którego ramionach leżałam, w nos. Nikogo, nawet mojego chłopaka to nie obchodzi, wszyscy uważnie słuchamy rozmowy.
-Pani Ludmiła Ferro, lat 20? - pyta drugi sierżant.
-Zgadza się. - odpowiada Lu.
-Jest pani zatrzymana w sprawie wypadku samochodowego Natalii i Federico Vidal.
WTF!!!!!!!
Podbiegam do przyjaciółki.
-Coś się im stało? - pytam zaniepokojona.
-A pani jest...
-Ich przyjaciółką. - kończę.
-Panu Vidal nic się nie stało, a panna Vidal aktualnie znajduje się w szpitalu z objawami wstrząsu mózgu i sparaliżowaniem nóg (?).
.
.
.
.
-Co!!!! - zerkam za siebie, na moich przyjaciół. Ich miny zdradzają szok i strach.
Policjanci łapią Ludmiłę za ramiona i wyciągają na dwór.
-To ty to zrobiłaś?? - krzyczę wściekła
Lu tylko kiwa głową. Wsiada do radiowozu, a policjanci odjeżdżają.
Odwracam się. Podchodzę powoli do Leona, który przytula mnie, choć sam jest roztrzęsiony.
-Jedźmy do szpitala. - mówię. Wychodzimy, wsiadamy do busa taty Maxiego i ruszamy.
-Co się dzieje, Max? - pyta w pewnym momencie Cami.
-Ja zakochałem się w Naty. - odpowiada chłopak.
Zapada cisza. Obejmuję go, a Diego, który prowadzi auto, zerka na niego ze współczuciem.
-Jak mogłem tak pomylić się co do Ludmiły? - pyta. Nikt mu nie odpowiada.
Dojeżdżając do szpitala, nadal przytulam Maxa. Leon łapie mnie za rękę, Cami i Brod obejmują się a Diego nadal lekko rozkojarzony rozgląda się wokół.
*Federico*
Policjanci po jakimś czasie wracają na posterunek w towarzystwie Ludmiły.
Wychodzimy na dwór, sierżant przeprowadza obok nas tą idiotkę. Myślałem że jest spoko, a tu.... Nie mogę w to uwierzyć.
-Przepraszam. - głos Ludmi wbija mi się w czaszkę i tylko mocny uścisk Fran powstrzymywał mnie od rzucenia się na tą zdzirę.
Kiedy policjanci i Ludmiła zniknęli w drzwiach komisariatu, wchodzimy do samochodu i jedziemy do szpitala. Wchodząc do budynku widzimy całą paczkę oprócz Fran - która oczywiście jest obok mnie - i tej suki (XD).
Podchodzimy do nich. Wtem podchodzi do nas lekarz.
-Panie Vidal, pańska siostra właśnie się obudziła więc może pan ją odwiedzić.
-A my też możemy? - pyta Viola.
Doktor liczy nasze towarzystwo.
-No dobrze. Proszę za mną.
Prowadzi nas do sali nr. 15. Wchodzimy po cichu. Naty uśmiecha się do nas. Podchodzimy do łóżka, dziewczyna łapie mnie za rękę i ściska.
*Natalia*
Widząc ponownie paczkę i mojego brata bardzo się cieszę. Trzymam dłoń Fede. Rozglądam się i zauważając Maxiego uśmiech wchodzi na mą twarz.
Nagle uświadamiam sobie pomyłkę.
-Gdzie jest Ludmiła? - pytam, bo nie widzę jej wśród przyjaciół.
Miny zgromadzonych zaskoczyły mnie. Wymalowane były na nich wściekłość i zakłopotanie.
-No bo widzisz.....
CZĘŚĆ 3 POJAWI SIĘ JUTRO!!!!
Ps.
Ta część miała pojawić się wczoraj, albo jeszcze przedwczoraj. Bardzo przepraszam, ale po prostu miałam pilny wyjazd do kuzynki, więc rozumiecie że nie będę pisała One Shota w jej domu zwłaszcza że jest zagorzałą przeciwniczką Violetty. :( Tak więc przepraszam.
Besos
Patrycja
piątek, 7 sierpnia 2015
One Shot Specjalny "Bo czasami nie warto nic robić" część 1
One Shot Specjalny z okazji 350 wyświetleń na blogu.
Para: Fedecesca <Federico i Franceska>
Inni bohaterowie: Violetta i León, Ludmiła i Diego, Naty i Maxi, Camila i Broduey
Rodzaj: bliżej nieokreślony
Wiek postaci: 20 lat
Miejsce: Rzym
Zakończenie: szczęśliwe
*Franceska*
Wysiadam z samolotu. Kiedy moje stopy dotykają płyty lotniska, wciągam powietrze przez nos.
-Witaj ponownie, ojczyzno! - krzyczę.
Duża część zgromadzonych na lotnisku osób spogląda na mnie z dezaprobatą. Nie odchodzi mnie to.
Z Włoch do Buenos Aires przeprowadziłam się w wieku 15 lat wraz z moim 22-letnim wówczas bratem. Nie chciałam opuszczać ojczyzny ponieważ miałam tam grupkę najlepszych przyjaciół - Violę, Ludmiłę, Camilę, Leóna, Diega, Maxiego i Brodueya. Kochałam z nimi przebywać. Potem przeprowadziłam się do BA, lecz na szczęście nasz kontakt się nie urwał. Dziś nareszcie wróciłam do mojego kochanego kraju.
Jest strasznie gorąco, w końcu początek sierpnia zawsze przynosi suszę i niewyobrażalne ciepło.
Wie, że moi przyjaciele będą na mnie czekać, więc kiedy przechodzę całe lotnisko, i nie widzę ich, czuję się niemile zaskoczona.
-Jak mogli o mnie zapomnieć? - mówię sama do siebie.
-No bo przecież to niewybaczalne zapomnieć o Francesce Cauviglii. - słyszę za sobą znajomy głos.
Odwracam się i widzę moją ukochaną paczkę, na jej czele stoi rudowłosa Camila, której rzucam się na szyję. Moja najlepsza przyjaciółka uśmiecha się i całuje mnie w policzek.
-Cam! - również ją całuję.
-Hej, kochana! - krzyczy
-Ej, ej, ej, bo zacznę być zazdrosny. - mówi Broduey.
Wszyscy chichotają. Po kolei podchodzę do moich znajomych i witam z nimi.
-Co nowego w Rzymie? - pytam paczkę.
-Nic ciekawego. - mruczy pod nosem Ludmi.
Zdziwiona zerkam na resztę.
-Do Lu przyjeżdżają dzieci przyjaciółki jej mamy. - mówi Diego.
-No i co z tego? - pytam
-To, że jak usłyszałam dzieci, to myślałam że będą miały po kilka lat, a są w naszym wieku. - warczy Lu.
-To super! - krzyczę. - To okazja na poznanie świetnych ludzi.
-Może masz rację... - szepcze Lusia. - No dobra, chodźmy do twojego domu.
Łapię za rączki walizek i razem ruszamy w stronę busa taty Maxiego.
*Natalia*
Ja i mój kochany brat - Federico - właśnie jedziemy taksówką przez Rzym. Kierujemy się do domu córki przyjaciółki naszej mamy. Jedyne co wiemy, to to że ma na imię Ludmiła i tak jak my ma 20 lat.
Fede przez całą jazdę słucha muzyki, a ja rozglądam się. Nigdy nie byłam w stolicy. A mój brat tak. Szczęściarz. Nagle taksówkarz przystaje samochodem przy naszym chwilowym domu. Szturcham Federico.
-Fede, Fede, jesteśmy na miejscu. - szeptam.
Chłopak wyjmuje z uszu słuchawki i chowa je do kieszeni.
Wysiadamy z taksówki, uprzednio wpłacając kierowcy odpowiednią kwotę pieniędzy. Brat wyładowywuje nasze walizki z bagażnika. Łapiemy za rączki walizek i idziemy chodnikiem do drzwi frontowych.
Zanim dotknęłam przycisku dzwonka do drzwi, te otwierają się i staje w nich urocza brązowooka blondynka.
-Hej! Wejdźcie, proszę. - mówi, otwiera szerzej drzwi i ustępuje miejsca.
Pierwsza wchodzę do holu. Ludmiła prowadzi nas do salonu urządzonego w bardzo dobrym stylu. Dziewczyna macha ręką abyśmy usiedli i sama przysiada na niskiej pufie.
-Miło nam cię poznać. - mówię i podaję jej dłoń. Po chwili ten sam gest powtarza Federico.
-Jestem Federico, a to moja siostra Natalia. - mówi.
Na mojej twarzy pojawia się grymas.
-Nie jestem Natalia, tylko Naty. - poprawiam.
Ludmiła uśmiecha się pod nosem.
-Jasne. - na chwilę nastaje cisza. - A ja jak pewnie wiecie mam na imię Ludmiła, ale możecie mówić mi Ludmi albo Lu, bo tak woła na mnie moja paczka.
-Masz tu dużo przyjaciół? - pytam Lu szczerze zainteresowana.
-Tak, dość dużo. - odpowiada dziewczyna. - Zaraz.... - po chwili namysłu dodaje - Mam 7 najlepszych znajomych, z którymi spędzam czas. Jeśli chcecie, mogę was z nimi zapoznać.
-Naprawdę mogłabyś? - pyta Fede.
-Oczywiście.
Jeszcze chwilę rozmawiamy, później Ludmi prowadzi nas do naszych sypialni. Są na piętrze. Moja ma ściany pomalowane na brzoskwiniowo - super, to mój ulubiony kolor - a na drewnianej podłodze leży puszysty, brązowy dywan. Szybko wchodzę do przestronnej garderoby. Rozpakowywuję swoje ubrania i buty do szaf. Porem wracam do pokoju i rzucam się na duże łóżko koloru pomarańczowego. Zerkam na zegarek stojący na szafce nocnej. Jest już 19:26. Nagle słyszę krzyk Ludmiły : KOLACJA!!! Schodzę z wygodnego posłania i zbiegam na dół. Skręcam w wąski korytarzyk i wchodzę do kuchni, gdzie na stole leży talerzyk z 8 naleśnikami posmarowanymi nutellą. Mniam... Po posiłku wracam do pokoju i włączam komputer. Kilka kliknięć i już jestem na Facebooku. Wchodzę w profil Ludmiły. Status - zajęta > w związku z Diego Hernandez. Liczba znajomych - 294. Wysyłam jeszcze zaproszenie i wyłączam laptop. Spoglądam na zegar - jest 20:19. Idę do łazienki, zmywam makijaż, biorę szybki prysznic i kładę się spać.
*Federico*
Budzę się o godzinie 6:28 w mojej nowej sypialni. Ściany pomalowane są na zielono, pościele mają odcień turkusu. Wchodzę do łazienki, biorę prysznic, następnie ubieram się w jeansy, koszulkę w poziome pasy i sportową marynarkę. Na nogi wkładam adidasy. Podchodzę do lustra, nienagannie układam włosy przy pomocy żelu i wracam do pokoju. Nata pewnie jeszcze śpi, nie wiem jak Ludmi. Podchodzę do drzwi pokoju mojej siostry i pukam. Ku mojemu zdziwieniu Naty wychodzi z sypialni. Ubrana jest w różową sukienkę do kolan i szpilki w podobnym kolorze.
-Już wstałaś? - pytam zdziwiony
-A co myślałeś? - odpowiada pytaniem na pytanie.
Schodzimy na dół do kuchni, sami szykujemy śniadanie, a Lu wciąż nie ma. Wreszcie jednak wpada do pomieszczenia ubrana w szorty i biały crop top, na stopach nosi szare conversy.
-Wybaczcie, ale byłam w sklepie po kawę i ciastka na podwieczorek. A właśnie, chcecie iść ze mną na spotkanie z moją paczką?
-Pewnie. - odpowiadam jednocześnie z Naty.
-To chodźcie.
Wychodzimy z domu na gorący chodnik. Kierujemy się na obrzeża Rzymu. Ludmiła staje przed małą knajpką. Spogląda na nas ostentacyjnie i otwiera drzwi. Dziewczyna kiwa głową i podchodzi do stolika, przy którym siedzi siódemka 20-latków. Niepewnie ruszam za nią, moja siostra depcze mi po piętach.
-Hej, Lu! - krzyczy paczka.
Dziewczyna wita się z przyjaciółmi i gestem zaprasza nas do stołu.
-To jest Naty, a to Federico. - Ludmi przedstawia nas towarzystwu. - A to Violetta, León, Camila, Broduey, Maxi, Diego i Franceska. - macha ręką wskazując poszczególne osoby.
Ja i Naty witamy się po kolei z każdym.
Siadamy przy stoliku i zamawiamy szejki (od autorki: Nie wiem jak to się pisze). Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Jeśli miałbym oceniać, to według mnie najfajniejszym chłopakiem jest León, a dziewczyną - Francesca.
Jakiś czas później Maxi prosi Nat o rozmowę w cztery oczy. Po chwili wracają, moja siostra jest zarumieniona, a chłopak uśmiecha się tajemniczo. Chwilę później Fran, obok której siedzę, puka mnie w ramię.
-Ej, Fede. - szepcze - Możemy umówić się na spotkanie? Jutro o 14:30 w tej kawiarni za lasem, poza miastem.
-Jasne. - mówię, lekko zdziwiony.
-Dzięki. I weź ze sobą Natalię.
Po 2 godzinach - tak, 2 godziach - ja, Lu i Naty żegnamy się z resztą. Idąc do domu, powtarzam siostrze moją rozmowę z Fran. Tak, żeby Ludmiła nie usłyszała, rzecz jasna.
Wchodząc do domu zegar zabrzęczał, pokazując godzinę 12:00.
Szybko wbiegam do mojego pokoju i rzucam na łóżko, zastanawiając się nas intencjami Franceski.
Reszta dnia mija normalnie. Obiad, przeglądanie Facebooka, czytanie książek, słuchanie muzyki, podwieczorek, rysowanie, kolacja, prysznic. Przez cały czas intensywnie myślę o Fran. Już nie tylko o spotkaniu, ale ogólnie o niej. Jest bardzo, ale to bardzo ładna, wiecznie uśmiechnięta, z poczuciem humoru, miła jak nie wiem i do tego wolna. Czy ja się nie zakochałem...? Zastanawiając się nad tym zasypiam.
Budzę się o 10:13. Co??? Jak to??? Pędem wykonuję poranne czynności i zbiegam do kuchni. Dziewczyny siedzą przy stole i jedzą rogaliki.
-Co z tobą, Fede? - pyta Nat. - My jemy już drugie śniadanie!
-Poszedłem spać o 2 nad ranem. -mówię.
-To dużo wyjaśnia. - chichocze Ludmi.
Wlewam do miski mleko i wsypuję płatki kukurydziane. Pałaszuję wszystko w tempie rakiety. Jestem po prostu głodny. Po śniadaniu idę umyć zęby. Patrzę na zegar - jest 11:00. Kurcz, nie wytrzymam do tego spotkania. O co chodzi Francesce? Wzdycham, biorę do ręki telefon i uruchamiam grę <reklama XD> Mars Pop. Gra wciągnęła mnie. Właśnie przed chwilą pokonałem jakąś włoszkę. Hihihi, ciekawe kto to... Nagle z pokoju obok słyszę krzyk. Sekundę później do mojej sypialni wbiega wściekła Naty.
-Jak mogłeś mnie pokonać w Mars Pop? - krzyczy.
-O, to ty jesteś tą włoszką z którą wygrałem? - pytam, chichotając.
-TAK!!!
Natalia podbiega do mojego łóżka, łapie w ręce poduszkę i rzuca ją we mnie. Dostałem prosto w twarz. Zdenerwowany podnoszę ją i z całej siły uderzam w siostrę. Tak zaczyna się wojna na poduszki. Nagle przedmiot wypada z dłoni Nat i strąca zegar. W ostatniej chwili łapię go w ręce niczym superbohater. Patrzę na tarczę rozdzielczą - jest .... 14:26!!! Za 4 minuty powinniśmy być z Fran w kafejce. Mówię o tym siostrze. Natychmiast wybiegamy na korytarz. Przez przypadek wpadam na Ludmiłę.
-Uważaj!!! - krzyczy
Pomagam jej podnieść się z podłogi.
-Czy możemy pożyczyć twój samochód? - pytam.
-Jasne. Zaraz wyprowadzę go z garażu.
I wybiegła z domu. Po chwili wraca.
-Ok, możecie jechać. - mówi
Wsiadam z Naty do auta. Ja prowadzę. Przyspieszam do 100 kilometrów na godzinę. Mamy jeszcze minutę. Najwyżej się spóźnimy. Trudno. Trochę zwalniam. Nagle na drogę wbiega jakiś pies. Wciskam pedał hamulca, lecz... samochód nadal jedzie. Przewody hamulcowe zostały zerwane. Kompletnie nie panuję nad pojazdem, auto zaczyna jechać slalomem. Naty krzyczy, ale ja nie mogę nic zrobić. Widzę, jak skręcamy w bok. Samochód z dużą prędkością uderzył w drzewo. Ja sam pacnąłem głową o kierownicę i straciłem przytomność.
CZĘŚĆ 2 POJAWI SIĘ JUTRO!!!
Para: Fedecesca <Federico i Franceska>
Inni bohaterowie: Violetta i León, Ludmiła i Diego, Naty i Maxi, Camila i Broduey
Rodzaj: bliżej nieokreślony
Wiek postaci: 20 lat
Miejsce: Rzym
Zakończenie: szczęśliwe
*Franceska*
Wysiadam z samolotu. Kiedy moje stopy dotykają płyty lotniska, wciągam powietrze przez nos.
-Witaj ponownie, ojczyzno! - krzyczę.
Duża część zgromadzonych na lotnisku osób spogląda na mnie z dezaprobatą. Nie odchodzi mnie to.
Z Włoch do Buenos Aires przeprowadziłam się w wieku 15 lat wraz z moim 22-letnim wówczas bratem. Nie chciałam opuszczać ojczyzny ponieważ miałam tam grupkę najlepszych przyjaciół - Violę, Ludmiłę, Camilę, Leóna, Diega, Maxiego i Brodueya. Kochałam z nimi przebywać. Potem przeprowadziłam się do BA, lecz na szczęście nasz kontakt się nie urwał. Dziś nareszcie wróciłam do mojego kochanego kraju.
Jest strasznie gorąco, w końcu początek sierpnia zawsze przynosi suszę i niewyobrażalne ciepło.
Wie, że moi przyjaciele będą na mnie czekać, więc kiedy przechodzę całe lotnisko, i nie widzę ich, czuję się niemile zaskoczona.
-Jak mogli o mnie zapomnieć? - mówię sama do siebie.
-No bo przecież to niewybaczalne zapomnieć o Francesce Cauviglii. - słyszę za sobą znajomy głos.
Odwracam się i widzę moją ukochaną paczkę, na jej czele stoi rudowłosa Camila, której rzucam się na szyję. Moja najlepsza przyjaciółka uśmiecha się i całuje mnie w policzek.
-Cam! - również ją całuję.
-Hej, kochana! - krzyczy
-Ej, ej, ej, bo zacznę być zazdrosny. - mówi Broduey.
Wszyscy chichotają. Po kolei podchodzę do moich znajomych i witam z nimi.
-Co nowego w Rzymie? - pytam paczkę.
-Nic ciekawego. - mruczy pod nosem Ludmi.
Zdziwiona zerkam na resztę.
-Do Lu przyjeżdżają dzieci przyjaciółki jej mamy. - mówi Diego.
-No i co z tego? - pytam
-To, że jak usłyszałam dzieci, to myślałam że będą miały po kilka lat, a są w naszym wieku. - warczy Lu.
-To super! - krzyczę. - To okazja na poznanie świetnych ludzi.
-Może masz rację... - szepcze Lusia. - No dobra, chodźmy do twojego domu.
Łapię za rączki walizek i razem ruszamy w stronę busa taty Maxiego.
*Natalia*
Ja i mój kochany brat - Federico - właśnie jedziemy taksówką przez Rzym. Kierujemy się do domu córki przyjaciółki naszej mamy. Jedyne co wiemy, to to że ma na imię Ludmiła i tak jak my ma 20 lat.
Fede przez całą jazdę słucha muzyki, a ja rozglądam się. Nigdy nie byłam w stolicy. A mój brat tak. Szczęściarz. Nagle taksówkarz przystaje samochodem przy naszym chwilowym domu. Szturcham Federico.
-Fede, Fede, jesteśmy na miejscu. - szeptam.
Chłopak wyjmuje z uszu słuchawki i chowa je do kieszeni.
Wysiadamy z taksówki, uprzednio wpłacając kierowcy odpowiednią kwotę pieniędzy. Brat wyładowywuje nasze walizki z bagażnika. Łapiemy za rączki walizek i idziemy chodnikiem do drzwi frontowych.
Zanim dotknęłam przycisku dzwonka do drzwi, te otwierają się i staje w nich urocza brązowooka blondynka.
-Hej! Wejdźcie, proszę. - mówi, otwiera szerzej drzwi i ustępuje miejsca.
Pierwsza wchodzę do holu. Ludmiła prowadzi nas do salonu urządzonego w bardzo dobrym stylu. Dziewczyna macha ręką abyśmy usiedli i sama przysiada na niskiej pufie.
-Miło nam cię poznać. - mówię i podaję jej dłoń. Po chwili ten sam gest powtarza Federico.
-Jestem Federico, a to moja siostra Natalia. - mówi.
Na mojej twarzy pojawia się grymas.
-Nie jestem Natalia, tylko Naty. - poprawiam.
Ludmiła uśmiecha się pod nosem.
-Jasne. - na chwilę nastaje cisza. - A ja jak pewnie wiecie mam na imię Ludmiła, ale możecie mówić mi Ludmi albo Lu, bo tak woła na mnie moja paczka.
-Masz tu dużo przyjaciół? - pytam Lu szczerze zainteresowana.
-Tak, dość dużo. - odpowiada dziewczyna. - Zaraz.... - po chwili namysłu dodaje - Mam 7 najlepszych znajomych, z którymi spędzam czas. Jeśli chcecie, mogę was z nimi zapoznać.
-Naprawdę mogłabyś? - pyta Fede.
-Oczywiście.
Jeszcze chwilę rozmawiamy, później Ludmi prowadzi nas do naszych sypialni. Są na piętrze. Moja ma ściany pomalowane na brzoskwiniowo - super, to mój ulubiony kolor - a na drewnianej podłodze leży puszysty, brązowy dywan. Szybko wchodzę do przestronnej garderoby. Rozpakowywuję swoje ubrania i buty do szaf. Porem wracam do pokoju i rzucam się na duże łóżko koloru pomarańczowego. Zerkam na zegarek stojący na szafce nocnej. Jest już 19:26. Nagle słyszę krzyk Ludmiły : KOLACJA!!! Schodzę z wygodnego posłania i zbiegam na dół. Skręcam w wąski korytarzyk i wchodzę do kuchni, gdzie na stole leży talerzyk z 8 naleśnikami posmarowanymi nutellą. Mniam... Po posiłku wracam do pokoju i włączam komputer. Kilka kliknięć i już jestem na Facebooku. Wchodzę w profil Ludmiły. Status - zajęta > w związku z Diego Hernandez. Liczba znajomych - 294. Wysyłam jeszcze zaproszenie i wyłączam laptop. Spoglądam na zegar - jest 20:19. Idę do łazienki, zmywam makijaż, biorę szybki prysznic i kładę się spać.
*Federico*
Budzę się o godzinie 6:28 w mojej nowej sypialni. Ściany pomalowane są na zielono, pościele mają odcień turkusu. Wchodzę do łazienki, biorę prysznic, następnie ubieram się w jeansy, koszulkę w poziome pasy i sportową marynarkę. Na nogi wkładam adidasy. Podchodzę do lustra, nienagannie układam włosy przy pomocy żelu i wracam do pokoju. Nata pewnie jeszcze śpi, nie wiem jak Ludmi. Podchodzę do drzwi pokoju mojej siostry i pukam. Ku mojemu zdziwieniu Naty wychodzi z sypialni. Ubrana jest w różową sukienkę do kolan i szpilki w podobnym kolorze.
-Już wstałaś? - pytam zdziwiony
-A co myślałeś? - odpowiada pytaniem na pytanie.
Schodzimy na dół do kuchni, sami szykujemy śniadanie, a Lu wciąż nie ma. Wreszcie jednak wpada do pomieszczenia ubrana w szorty i biały crop top, na stopach nosi szare conversy.
-Wybaczcie, ale byłam w sklepie po kawę i ciastka na podwieczorek. A właśnie, chcecie iść ze mną na spotkanie z moją paczką?
-Pewnie. - odpowiadam jednocześnie z Naty.
-To chodźcie.
Wychodzimy z domu na gorący chodnik. Kierujemy się na obrzeża Rzymu. Ludmiła staje przed małą knajpką. Spogląda na nas ostentacyjnie i otwiera drzwi. Dziewczyna kiwa głową i podchodzi do stolika, przy którym siedzi siódemka 20-latków. Niepewnie ruszam za nią, moja siostra depcze mi po piętach.
-Hej, Lu! - krzyczy paczka.
Dziewczyna wita się z przyjaciółmi i gestem zaprasza nas do stołu.
-To jest Naty, a to Federico. - Ludmi przedstawia nas towarzystwu. - A to Violetta, León, Camila, Broduey, Maxi, Diego i Franceska. - macha ręką wskazując poszczególne osoby.
Ja i Naty witamy się po kolei z każdym.
Siadamy przy stoliku i zamawiamy szejki (od autorki: Nie wiem jak to się pisze). Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Jeśli miałbym oceniać, to według mnie najfajniejszym chłopakiem jest León, a dziewczyną - Francesca.
Jakiś czas później Maxi prosi Nat o rozmowę w cztery oczy. Po chwili wracają, moja siostra jest zarumieniona, a chłopak uśmiecha się tajemniczo. Chwilę później Fran, obok której siedzę, puka mnie w ramię.
-Ej, Fede. - szepcze - Możemy umówić się na spotkanie? Jutro o 14:30 w tej kawiarni za lasem, poza miastem.
-Jasne. - mówię, lekko zdziwiony.
-Dzięki. I weź ze sobą Natalię.
Po 2 godzinach - tak, 2 godziach - ja, Lu i Naty żegnamy się z resztą. Idąc do domu, powtarzam siostrze moją rozmowę z Fran. Tak, żeby Ludmiła nie usłyszała, rzecz jasna.
Wchodząc do domu zegar zabrzęczał, pokazując godzinę 12:00.
Szybko wbiegam do mojego pokoju i rzucam na łóżko, zastanawiając się nas intencjami Franceski.
Reszta dnia mija normalnie. Obiad, przeglądanie Facebooka, czytanie książek, słuchanie muzyki, podwieczorek, rysowanie, kolacja, prysznic. Przez cały czas intensywnie myślę o Fran. Już nie tylko o spotkaniu, ale ogólnie o niej. Jest bardzo, ale to bardzo ładna, wiecznie uśmiechnięta, z poczuciem humoru, miła jak nie wiem i do tego wolna. Czy ja się nie zakochałem...? Zastanawiając się nad tym zasypiam.
Budzę się o 10:13. Co??? Jak to??? Pędem wykonuję poranne czynności i zbiegam do kuchni. Dziewczyny siedzą przy stole i jedzą rogaliki.
-Co z tobą, Fede? - pyta Nat. - My jemy już drugie śniadanie!
-Poszedłem spać o 2 nad ranem. -mówię.
-To dużo wyjaśnia. - chichocze Ludmi.
Wlewam do miski mleko i wsypuję płatki kukurydziane. Pałaszuję wszystko w tempie rakiety. Jestem po prostu głodny. Po śniadaniu idę umyć zęby. Patrzę na zegar - jest 11:00. Kurcz, nie wytrzymam do tego spotkania. O co chodzi Francesce? Wzdycham, biorę do ręki telefon i uruchamiam grę <reklama XD> Mars Pop. Gra wciągnęła mnie. Właśnie przed chwilą pokonałem jakąś włoszkę. Hihihi, ciekawe kto to... Nagle z pokoju obok słyszę krzyk. Sekundę później do mojej sypialni wbiega wściekła Naty.
-Jak mogłeś mnie pokonać w Mars Pop? - krzyczy.
-O, to ty jesteś tą włoszką z którą wygrałem? - pytam, chichotając.
-TAK!!!
Natalia podbiega do mojego łóżka, łapie w ręce poduszkę i rzuca ją we mnie. Dostałem prosto w twarz. Zdenerwowany podnoszę ją i z całej siły uderzam w siostrę. Tak zaczyna się wojna na poduszki. Nagle przedmiot wypada z dłoni Nat i strąca zegar. W ostatniej chwili łapię go w ręce niczym superbohater. Patrzę na tarczę rozdzielczą - jest .... 14:26!!! Za 4 minuty powinniśmy być z Fran w kafejce. Mówię o tym siostrze. Natychmiast wybiegamy na korytarz. Przez przypadek wpadam na Ludmiłę.
-Uważaj!!! - krzyczy
Pomagam jej podnieść się z podłogi.
-Czy możemy pożyczyć twój samochód? - pytam.
-Jasne. Zaraz wyprowadzę go z garażu.
I wybiegła z domu. Po chwili wraca.
-Ok, możecie jechać. - mówi
Wsiadam z Naty do auta. Ja prowadzę. Przyspieszam do 100 kilometrów na godzinę. Mamy jeszcze minutę. Najwyżej się spóźnimy. Trudno. Trochę zwalniam. Nagle na drogę wbiega jakiś pies. Wciskam pedał hamulca, lecz... samochód nadal jedzie. Przewody hamulcowe zostały zerwane. Kompletnie nie panuję nad pojazdem, auto zaczyna jechać slalomem. Naty krzyczy, ale ja nie mogę nic zrobić. Widzę, jak skręcamy w bok. Samochód z dużą prędkością uderzył w drzewo. Ja sam pacnąłem głową o kierownicę i straciłem przytomność.
CZĘŚĆ 2 POJAWI SIĘ JUTRO!!!
czwartek, 6 sierpnia 2015
Nowa zakładka
Uwaga, kochani!
Pojawiła się nowa zakładka <Zamówienia>
Można tam zgłaszać swoje zamówienia na OneShoty.
Zapraszam serdecznie!
Ps. 1
Mamy nowy wygląd bloga
Ps. 2
Dziś lub jutro pojawi się OneShot o Fedecesce z okazji 350 wyświetleń bloga.
Besos
Patty
Pojawiła się nowa zakładka <Zamówienia>
Można tam zgłaszać swoje zamówienia na OneShoty.
Zapraszam serdecznie!
Ps. 1
Mamy nowy wygląd bloga
Ps. 2
Dziś lub jutro pojawi się OneShot o Fedecesce z okazji 350 wyświetleń bloga.
Besos
Patty
środa, 5 sierpnia 2015
Opowiadanie "Czemu..." EPILOG
Co działo się później?
Violetta i Camila zerwały kontakt z Leònem. Mimo że jeszcze kilka razy chłopak próbował uprzykrzyć dziewczyną życie, ich przyjaciele zawsze im pomogli.
-Leòn, puść mnie!! - krzyczała Violetta szarpiąc się ze swoim byłym chłopakiem.
-Chyba żartujesz! Myślisz że po tym co zrobiłaś, zostawię cię w spokoju?? O nie! - warknął
-Ani ja ani Camila nie zrobiłyśmy nic złego!
-Nic złego? A kto naskarżył na mnie dyrektorowi? A kto powiedział wszystkim że jestem wrednym potworem bez uczuć?
-Bo nim jesteś. - szepnęła Vilu
-Co powiedziałaś?!?!?! - krzyknął Leòn
-Powiedziałam że jesteś okropny i bez skrupułów. Starający się żeby mieć wszystko dla siebie i gardzący innymi. Wykorzystujący nieśmiałe osoby do własnych głupich potrzeb.
-Pożałujesz tego! - zawył chłopak i podniósł rękę aby uderzyć Violę.
-Zostaw ją!!
Nagle przy Violetcie znaleźli się jej przyjaciele. Ludmiła, Naty, Cami i Fran odsunęły ją na kilka metrów, a Fede, Maxi i Diego ( tak - Diego, który postanowił zmienić się ) zasłonili Vilu i spojrzeli zaczepnie na zaskoczonego Leòna.
-Zostaw Violettę w spokoju bo pożałujesz. - warknął Maxi.
Leòn rzucił całej grupce wściekłe spojrzenie i odszedł.
-Spokojnie, Vils, jesteś już bezpieczna. - szeptały do niej dziewczyny.
A jak szły sprawy miłosne?
Natalia i Maxi pielęgnowali swój związek. Chłopak miesiąc po imprezie urodzinowej Naty i Fran przygotował kolację dla niego i ukochanej. Parę razy para kłóciła się, ale tak szybko jak znajdowali powód waśni, tak szybko się godzili.
Fran, która zazdrośnie patrzyła na związki swoich przyjaciół postanowiła poszukać miłości na portalu. Poznała wspaniałego chłopaka z którym umówiła się na randkę. Jakie było jej zaskoczenie kiedy w restauracji ujrzała... Diego! Chłopak tydzień wcześniej dołączył do jej paczki i zmienił się. Naprawdę Diego i Franceska polubili się tego dnia i coś między nimi zaiskrzyło. Po udanej randce zostali parą. Bardzo się kochali.
Camila stała się bardziej pewna siebie. Na karaoke, na które poszła cała paczka, dziewczyna poznała przystojnego brazylijskiego DJ-a o imieniu Broduey i z wzajemnością się zakochała.
Violetta, już uwolniona od Leòna poznała przez przypadek Hiszpana - Tomasa. Dziewczyna od razu znalazła z nim wspólny język. Parę dni później zostali parą. Vilu pogodziła się również ze swoim tatą.
Federico i Ludmi byli nierozłączni. Kochali się najmocniej na świecie. Mimo problemów i kłótni, nie widzieli świata poza swoją drugą połówką.
Można by pomyśleć, że ich życie było sielanką. Po prostu raj na ziemi. Lecz jedno wydarzenie zburzyło ich szczęście.
Cała paczka spędzała wspólnie czas w Resto Band. Pili koktajle, jedli ciasta, rozmawiali i śmieli się.
-A gdzie Vils? - spytała nagle Ludmiła
-Nie mam pojęcia. - odparła zaniepokojona Camila
Rozejrzeli się jakby mieli nadzieję że Violetta wyskoczy zza stolika. Jednak nic takiego się nie stało. W pewnym momencie dziewczyna wbiegła do budynku. Jej twarz była mokra od łez.
-Co się stało? - spytała Natalia
-Jestem chora. - szepnęła Viola - śmiertelnie chora.
Zapadła cisza.
-Lekarze dają mi 50% szans na przeżycie.
-Kochanie, co ty mówisz? - szepnął Tomas i przytulił mnie.
-Umrę. Na pewno umrę. Mam zespół neuroleptyczny. Rozumiesz co to znaczy? Że umrę. - powiedziała Vilu. - Śmiertelność wynosi od 5 do 20% a ja na pewno jestem w tej grupie.
2 lata później cała paczka zebrała się na pogrzebie. Wszyscy płakali. Dlaczego to się stało?
Violetta przez cały czas zmagała się z chorobą. Leżała w szpitalu, gdzie przyjaciele odwiedzali ją. Tydzień temu paczka jak zwykle przybyła pod budynek i skierowała do sali nr. 7. Kiedy grupka weszła do pokoju, nikogo tam nie było. Łóżko było puste. Skierowali się do jej lekarza przełożonego. Okazało się że doktor nic nie wie by pacjentkę wypisano ze szpitala. Przeszukano cały budynek. Vils nie było. Lekarz powiadomił ojca dziewczyny - Germana Castillo. Mężczyzna poszedł ze sprawą na policję. Dwa dni później na komisariacie paczce oznajmiono, że ciało Violetty wyłowiono w pobliskiej rzece. Ich przyjaciółka popełniła samobójstwo.
Tata Violi przez cały pogrzeb klęczał na ziemi. Ludmiła podtrzymywała płaczącą Cami która nie mogła uwierzyć w śmierć najbliższej przyjaciółki. Reszta paczki jak wszyscy ubrana na czarno wtulała się w siebie. Po ceremonii pogrzebowej nastolatkowie poszli złożyć kondolencje panu Germanowi. Później wszyscy pomodlili się za Violettę i rozeszli do domów wciąż płacząc.
Tak jak kiedyś Ludmiła usiadła przy oknie rozmyślając. Tylko że teraz towarzyszył jej ukochany chłopak. Zastanawiała się, pewnie tak jak wszyscy...
"Czemu świat jest taki bezwzględny? CZEMU?"
Violetta i Camila zerwały kontakt z Leònem. Mimo że jeszcze kilka razy chłopak próbował uprzykrzyć dziewczyną życie, ich przyjaciele zawsze im pomogli.
-Leòn, puść mnie!! - krzyczała Violetta szarpiąc się ze swoim byłym chłopakiem.
-Chyba żartujesz! Myślisz że po tym co zrobiłaś, zostawię cię w spokoju?? O nie! - warknął
-Ani ja ani Camila nie zrobiłyśmy nic złego!
-Nic złego? A kto naskarżył na mnie dyrektorowi? A kto powiedział wszystkim że jestem wrednym potworem bez uczuć?
-Bo nim jesteś. - szepnęła Vilu
-Co powiedziałaś?!?!?! - krzyknął Leòn
-Powiedziałam że jesteś okropny i bez skrupułów. Starający się żeby mieć wszystko dla siebie i gardzący innymi. Wykorzystujący nieśmiałe osoby do własnych głupich potrzeb.
-Pożałujesz tego! - zawył chłopak i podniósł rękę aby uderzyć Violę.
-Zostaw ją!!
Nagle przy Violetcie znaleźli się jej przyjaciele. Ludmiła, Naty, Cami i Fran odsunęły ją na kilka metrów, a Fede, Maxi i Diego ( tak - Diego, który postanowił zmienić się ) zasłonili Vilu i spojrzeli zaczepnie na zaskoczonego Leòna.
-Zostaw Violettę w spokoju bo pożałujesz. - warknął Maxi.
Leòn rzucił całej grupce wściekłe spojrzenie i odszedł.
-Spokojnie, Vils, jesteś już bezpieczna. - szeptały do niej dziewczyny.
A jak szły sprawy miłosne?
Natalia i Maxi pielęgnowali swój związek. Chłopak miesiąc po imprezie urodzinowej Naty i Fran przygotował kolację dla niego i ukochanej. Parę razy para kłóciła się, ale tak szybko jak znajdowali powód waśni, tak szybko się godzili.
Fran, która zazdrośnie patrzyła na związki swoich przyjaciół postanowiła poszukać miłości na portalu. Poznała wspaniałego chłopaka z którym umówiła się na randkę. Jakie było jej zaskoczenie kiedy w restauracji ujrzała... Diego! Chłopak tydzień wcześniej dołączył do jej paczki i zmienił się. Naprawdę Diego i Franceska polubili się tego dnia i coś między nimi zaiskrzyło. Po udanej randce zostali parą. Bardzo się kochali.
Camila stała się bardziej pewna siebie. Na karaoke, na które poszła cała paczka, dziewczyna poznała przystojnego brazylijskiego DJ-a o imieniu Broduey i z wzajemnością się zakochała.
Violetta, już uwolniona od Leòna poznała przez przypadek Hiszpana - Tomasa. Dziewczyna od razu znalazła z nim wspólny język. Parę dni później zostali parą. Vilu pogodziła się również ze swoim tatą.
Federico i Ludmi byli nierozłączni. Kochali się najmocniej na świecie. Mimo problemów i kłótni, nie widzieli świata poza swoją drugą połówką.
Można by pomyśleć, że ich życie było sielanką. Po prostu raj na ziemi. Lecz jedno wydarzenie zburzyło ich szczęście.
Cała paczka spędzała wspólnie czas w Resto Band. Pili koktajle, jedli ciasta, rozmawiali i śmieli się.
-A gdzie Vils? - spytała nagle Ludmiła
-Nie mam pojęcia. - odparła zaniepokojona Camila
Rozejrzeli się jakby mieli nadzieję że Violetta wyskoczy zza stolika. Jednak nic takiego się nie stało. W pewnym momencie dziewczyna wbiegła do budynku. Jej twarz była mokra od łez.
-Co się stało? - spytała Natalia
-Jestem chora. - szepnęła Viola - śmiertelnie chora.
Zapadła cisza.
-Lekarze dają mi 50% szans na przeżycie.
-Kochanie, co ty mówisz? - szepnął Tomas i przytulił mnie.
-Umrę. Na pewno umrę. Mam zespół neuroleptyczny. Rozumiesz co to znaczy? Że umrę. - powiedziała Vilu. - Śmiertelność wynosi od 5 do 20% a ja na pewno jestem w tej grupie.
2 lata później cała paczka zebrała się na pogrzebie. Wszyscy płakali. Dlaczego to się stało?
Violetta przez cały czas zmagała się z chorobą. Leżała w szpitalu, gdzie przyjaciele odwiedzali ją. Tydzień temu paczka jak zwykle przybyła pod budynek i skierowała do sali nr. 7. Kiedy grupka weszła do pokoju, nikogo tam nie było. Łóżko było puste. Skierowali się do jej lekarza przełożonego. Okazało się że doktor nic nie wie by pacjentkę wypisano ze szpitala. Przeszukano cały budynek. Vils nie było. Lekarz powiadomił ojca dziewczyny - Germana Castillo. Mężczyzna poszedł ze sprawą na policję. Dwa dni później na komisariacie paczce oznajmiono, że ciało Violetty wyłowiono w pobliskiej rzece. Ich przyjaciółka popełniła samobójstwo.
Tata Violi przez cały pogrzeb klęczał na ziemi. Ludmiła podtrzymywała płaczącą Cami która nie mogła uwierzyć w śmierć najbliższej przyjaciółki. Reszta paczki jak wszyscy ubrana na czarno wtulała się w siebie. Po ceremonii pogrzebowej nastolatkowie poszli złożyć kondolencje panu Germanowi. Później wszyscy pomodlili się za Violettę i rozeszli do domów wciąż płacząc.
Tak jak kiedyś Ludmiła usiadła przy oknie rozmyślając. Tylko że teraz towarzyszył jej ukochany chłopak. Zastanawiała się, pewnie tak jak wszyscy...
"Czemu świat jest taki bezwzględny? CZEMU?"
czwartek, 30 lipca 2015
Opowiadanie "Czemu..." rozdział 8
*Violetta*
Poczułam ukłucie, jakby jakiś niewidzialny odłamek szkła wbił się w moje serce. Nikt nie zadał mi tego pytania. Nikt nie potrafił zrozumieć mojego zachowania. Z moich oczu popłynęły.
-Ty tego nie rozumiesz. - szepnęłam.
- To mi wytłumacz. - powiedziała cicho Ludmiła
Westchnęłam. Nie miałam siły ani odwagi opowiedzieć jej co stało się dwanaście lat temu. Jednak dziewczyna nalegała.
-No więc tak... - zaczęłam opowieść. - Dwanaście lat temu byłam zwykłą małą dziewczynką. Miałam kochających rodziców - tata był biznesmenem, a mama słynną piosenkarką - Marią Saramego. Pewnego słonecznego dnia ja i mama poszłyśmy na plac zabaw. Kiedy huśtałam się na huśtawce, do mamy podeszło dwóch mężczyzn w czarnych płaszczach. Zaczęli z nią rozmawiać. Podbiegłam do niej szybko, a ona przytuliła mnie i mruknęła coś po cichu do wyższego z rozmówców. On kiwnął głową i wraz ze swoim towarzyszem odszedł w stronę centrum. Spytałam się mamy, kim byli ci panowie, lecz ona wymigała się od odpowiedzi. Kiedy wchodziła do autobusu, nagle zemdlała. Bardzo się wystraszyłam. Przypadkowi ludzie zawieźli mnie i mamę na pogotowie. Kwadrans później przyjechał mój tata. Podsłuchałam jego rozmowę z lekarzem. Doktor powiedział że mama ma raka płuc. Dodał że nie ma dla niej ratunku i za dwa miesiące umrze. Tak też się stało. Załamałam się kompletnie. Najgorsze było to że tata w ogóle się tym nie przejął. Przez 8 lat wychowywał mnie i stał się zbyt troskliwy, ale nigdy nie widziałam, żeby płakał za mamą albo coś innego. Gdy miałam 13 lat do naszego domu przyjechali ci dwaj mężczyźni z parku. Powiedzieli że mama zanim umarła, zadłużyła się spłatami pożyczek i miała ogromne długi. Jako że teraz nie żyje, to my musimy spłacić raty za nią. To doprowadziło nas do skrajnego bankructwa. Sprzedaliśmy dom i zamieszkaliśmy w małej kawalerce. Tata nadal pracował. Kiedy spłaciliśmy wszystkie długi, zostaliśmy z niczym. Zaczęłam wtedy kraść i wyłudzać od małych dzieci pieniądze. Z czasem tata został mianowany szefem działu marketingu w firmie w której pracował. Zarabiał coraz więcej dlatego wygrzebaliśmy się z biedy. Znowu staliśmy się milionerami. W moje 14 urodziny zamieszkaliśmy w naszej dawnej willi. Nareszcie nie byłam biedną dziewczyną tylko bogatą nastolatką. Przez te długi tata znienawidził mamę. Wyrzucił wszystkie pamiątki po niej, ledwo uchroniłam kilka z nich. Doprowadzał mnie do szału swoimi krzykami. Postanowiłam stać się tak nieznośna jak on. Zaczęłam ubierać się wyzywająco, nakładałam na twarz i skórę tony kosmetyków, flirtowałam z chłopakami. Opuściłam się w nauce. Wyrzucili mnie z gimnazjum. Przez rok w ogóle nie chodziłam do szkoły. Ojciec denerwował się strasznie. Chciał wyrzucić mnie z domu, ale tego nie zrobił. Postanowił zapisać mnie do Studio. Poszłam na przesłuchania i dostałam się. Pierwszego dnia spotkałam Leòna. Był to przystojny chłopak który był okropnie zarozumiały. Zakochaliśmy się w sobie. Zostaliśmy parą. Później poznałam Camilę. Nieśmiała dziewczyna od razu przykuła moją uwagę. Najpierw zaprzyjaźniłyśmy się. Chciałam zerwać z maską złośnicy, lecz Leòn miał na mnie zły wpływ. Krzyczał na Cami i na mnie. Później swoim zachowaniem sprawił że Camila została naszą służącą. Kiedy chciałam przestać być " tą złą " pobił mnie. Wtedy postanowiłam zerwać z nim i było jeszcze gorzej. Zrezygnowałam. Leòn sprawił że zostałam Supernovą. Kiedy nie chciałam zachowywać się tak jak on mi kazał, krzyczał na mnie, ale nigdy w obecności innych ludzi. Przed wszystkimi ludźmi byliśmy parą zarozumialców. Dzisiaj kazał mi krzyczeć na was na tej imprezie. Nie chciałam tego robić, ale musiałam.
Po tej opowieści rozpłakałam się. Ludmiła przytuliła mnie. Po raz pierwszy od 3 lat ktoś to zrobił.
-Dużo przeżyłaś. - szepnęła dziewczyna - Jeśli chcesz mogę ci pomóc oderwać się od Leòna.
-Naprawdę? - nie mogłam w to uwierzyć.
-Tak, tobie i Camili.
-Dziękuję. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej.
-Nie ma za co. - odwzajemniła go.
Ludmiła wstała.
-Chodź. Wracajmy do Resto Band.
*Ludmiła*
Vilu wstała i ruszyła za mną. Nie wiedziałam że tak wiele przeżyła. Kiedy weszłyśmy na salę, podbiegł do nas Leòn.
-Violu, kochanie, co tak długo? Po co marnować czas na jakieś beztalencie? - spojrzał na mnie zgorszony.
Dziewczyna zrobiła hardą minę i spojrzała Leònowi prosto w oczy.
- Ludmiła nie jest beztalenciem. - warknęła.
Rozejrzałam się dyskretnie wokoło. Wszyscy słuchali uważnie rozmowy z wymalowanym na twarzy zdumieniem.
-Słucham??? - krzyknął Leòn. - Co powiedziałaś???
-To co słyszałeś. - powiedziałam
Violetta przełknęła ślinę.
-Nie mam zamiaru dalej być twoją marionetką.
-Coooo?????
-Nie mam zamiaru dalej słuchać twoich rozkazów i narzekań.
-Więc zostaw ją i Camilę w spokoju. - powiedziałam.
Leòn miał minę, jakby ktoś go uderzył.
-A ty co się wtrącasz? - warknął na mnie
-Vilu wszystko mi opowiedziała. O tobie. - odrzekłam. - Jak traktowałeś ją i Cami, jak kazałeś jej być wielką Supernovą, jak ją kontrolowałeś i biłeś.
- Nie mam już siły być z tobą i słuchać się ciebie jak niewolnik. Z nami koniec. Nie próbuj też znęcać się nad Cami. - wyrzuciła z siebie Violetta.
Przytuliłam ją i odeszłyśmy razem w stronę moich przyjaciół.
*Franceska*
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Violetta postawiła się Leonowi.
Ludmi i Violetta podeszły do mnie, Naty, Maxiego i Federico.
"Była Supernova" nie patrzyła na nas tylko na czubki swoich czerwonych trampek. Ludmiła uśmiechnęła się do niej zachęcającą i po krótce opowiedziała historię Violi. Kiedy skończyła o mało nie padłam.
*Violetta*
Ludmi w skrócie opowiedziała moją historię paczce. Wszyscy mieli miny, jakby przed chwilą przeszło tornado. Rozejrzałam się szukając wzrokiem Camili. Ujrzałam ją przy stole. Zawołałam ją. Dziewczyna zlękniona podeszła do naszej grupki. Teraz po raz drugi poznawałyśmy kolejne osoby ze Studio. Każda wybaczyła nam nasze błędy. Zaprzyjaźniałyśmy się z innymi.
&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&@&&&&&@&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&#############&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
Tragedia!!!
No ale cóż...
Hej wam.!
Oto ostatni rozdział opowiadania.
Trochę dramatyczny.
Jutro epilog!!!!!!
I koniec...
A później oneshoty.
Papapa!
Patty
Poczułam ukłucie, jakby jakiś niewidzialny odłamek szkła wbił się w moje serce. Nikt nie zadał mi tego pytania. Nikt nie potrafił zrozumieć mojego zachowania. Z moich oczu popłynęły.
-Ty tego nie rozumiesz. - szepnęłam.
- To mi wytłumacz. - powiedziała cicho Ludmiła
Westchnęłam. Nie miałam siły ani odwagi opowiedzieć jej co stało się dwanaście lat temu. Jednak dziewczyna nalegała.
-No więc tak... - zaczęłam opowieść. - Dwanaście lat temu byłam zwykłą małą dziewczynką. Miałam kochających rodziców - tata był biznesmenem, a mama słynną piosenkarką - Marią Saramego. Pewnego słonecznego dnia ja i mama poszłyśmy na plac zabaw. Kiedy huśtałam się na huśtawce, do mamy podeszło dwóch mężczyzn w czarnych płaszczach. Zaczęli z nią rozmawiać. Podbiegłam do niej szybko, a ona przytuliła mnie i mruknęła coś po cichu do wyższego z rozmówców. On kiwnął głową i wraz ze swoim towarzyszem odszedł w stronę centrum. Spytałam się mamy, kim byli ci panowie, lecz ona wymigała się od odpowiedzi. Kiedy wchodziła do autobusu, nagle zemdlała. Bardzo się wystraszyłam. Przypadkowi ludzie zawieźli mnie i mamę na pogotowie. Kwadrans później przyjechał mój tata. Podsłuchałam jego rozmowę z lekarzem. Doktor powiedział że mama ma raka płuc. Dodał że nie ma dla niej ratunku i za dwa miesiące umrze. Tak też się stało. Załamałam się kompletnie. Najgorsze było to że tata w ogóle się tym nie przejął. Przez 8 lat wychowywał mnie i stał się zbyt troskliwy, ale nigdy nie widziałam, żeby płakał za mamą albo coś innego. Gdy miałam 13 lat do naszego domu przyjechali ci dwaj mężczyźni z parku. Powiedzieli że mama zanim umarła, zadłużyła się spłatami pożyczek i miała ogromne długi. Jako że teraz nie żyje, to my musimy spłacić raty za nią. To doprowadziło nas do skrajnego bankructwa. Sprzedaliśmy dom i zamieszkaliśmy w małej kawalerce. Tata nadal pracował. Kiedy spłaciliśmy wszystkie długi, zostaliśmy z niczym. Zaczęłam wtedy kraść i wyłudzać od małych dzieci pieniądze. Z czasem tata został mianowany szefem działu marketingu w firmie w której pracował. Zarabiał coraz więcej dlatego wygrzebaliśmy się z biedy. Znowu staliśmy się milionerami. W moje 14 urodziny zamieszkaliśmy w naszej dawnej willi. Nareszcie nie byłam biedną dziewczyną tylko bogatą nastolatką. Przez te długi tata znienawidził mamę. Wyrzucił wszystkie pamiątki po niej, ledwo uchroniłam kilka z nich. Doprowadzał mnie do szału swoimi krzykami. Postanowiłam stać się tak nieznośna jak on. Zaczęłam ubierać się wyzywająco, nakładałam na twarz i skórę tony kosmetyków, flirtowałam z chłopakami. Opuściłam się w nauce. Wyrzucili mnie z gimnazjum. Przez rok w ogóle nie chodziłam do szkoły. Ojciec denerwował się strasznie. Chciał wyrzucić mnie z domu, ale tego nie zrobił. Postanowił zapisać mnie do Studio. Poszłam na przesłuchania i dostałam się. Pierwszego dnia spotkałam Leòna. Był to przystojny chłopak który był okropnie zarozumiały. Zakochaliśmy się w sobie. Zostaliśmy parą. Później poznałam Camilę. Nieśmiała dziewczyna od razu przykuła moją uwagę. Najpierw zaprzyjaźniłyśmy się. Chciałam zerwać z maską złośnicy, lecz Leòn miał na mnie zły wpływ. Krzyczał na Cami i na mnie. Później swoim zachowaniem sprawił że Camila została naszą służącą. Kiedy chciałam przestać być " tą złą " pobił mnie. Wtedy postanowiłam zerwać z nim i było jeszcze gorzej. Zrezygnowałam. Leòn sprawił że zostałam Supernovą. Kiedy nie chciałam zachowywać się tak jak on mi kazał, krzyczał na mnie, ale nigdy w obecności innych ludzi. Przed wszystkimi ludźmi byliśmy parą zarozumialców. Dzisiaj kazał mi krzyczeć na was na tej imprezie. Nie chciałam tego robić, ale musiałam.
Po tej opowieści rozpłakałam się. Ludmiła przytuliła mnie. Po raz pierwszy od 3 lat ktoś to zrobił.
-Dużo przeżyłaś. - szepnęła dziewczyna - Jeśli chcesz mogę ci pomóc oderwać się od Leòna.
-Naprawdę? - nie mogłam w to uwierzyć.
-Tak, tobie i Camili.
-Dziękuję. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej.
-Nie ma za co. - odwzajemniła go.
Ludmiła wstała.
-Chodź. Wracajmy do Resto Band.
*Ludmiła*
Vilu wstała i ruszyła za mną. Nie wiedziałam że tak wiele przeżyła. Kiedy weszłyśmy na salę, podbiegł do nas Leòn.
-Violu, kochanie, co tak długo? Po co marnować czas na jakieś beztalencie? - spojrzał na mnie zgorszony.
Dziewczyna zrobiła hardą minę i spojrzała Leònowi prosto w oczy.
- Ludmiła nie jest beztalenciem. - warknęła.
Rozejrzałam się dyskretnie wokoło. Wszyscy słuchali uważnie rozmowy z wymalowanym na twarzy zdumieniem.
-Słucham??? - krzyknął Leòn. - Co powiedziałaś???
-To co słyszałeś. - powiedziałam
Violetta przełknęła ślinę.
-Nie mam zamiaru dalej być twoją marionetką.
-Coooo?????
-Nie mam zamiaru dalej słuchać twoich rozkazów i narzekań.
-Więc zostaw ją i Camilę w spokoju. - powiedziałam.
Leòn miał minę, jakby ktoś go uderzył.
-A ty co się wtrącasz? - warknął na mnie
-Vilu wszystko mi opowiedziała. O tobie. - odrzekłam. - Jak traktowałeś ją i Cami, jak kazałeś jej być wielką Supernovą, jak ją kontrolowałeś i biłeś.
- Nie mam już siły być z tobą i słuchać się ciebie jak niewolnik. Z nami koniec. Nie próbuj też znęcać się nad Cami. - wyrzuciła z siebie Violetta.
Przytuliłam ją i odeszłyśmy razem w stronę moich przyjaciół.
*Franceska*
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Violetta postawiła się Leonowi.
Ludmi i Violetta podeszły do mnie, Naty, Maxiego i Federico.
"Była Supernova" nie patrzyła na nas tylko na czubki swoich czerwonych trampek. Ludmiła uśmiechnęła się do niej zachęcającą i po krótce opowiedziała historię Violi. Kiedy skończyła o mało nie padłam.
*Violetta*
Ludmi w skrócie opowiedziała moją historię paczce. Wszyscy mieli miny, jakby przed chwilą przeszło tornado. Rozejrzałam się szukając wzrokiem Camili. Ujrzałam ją przy stole. Zawołałam ją. Dziewczyna zlękniona podeszła do naszej grupki. Teraz po raz drugi poznawałyśmy kolejne osoby ze Studio. Każda wybaczyła nam nasze błędy. Zaprzyjaźniałyśmy się z innymi.
&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&@&&&&&@&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&#############&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
Tragedia!!!
No ale cóż...
Hej wam.!
Oto ostatni rozdział opowiadania.
Trochę dramatyczny.
Jutro epilog!!!!!!
I koniec...
A później oneshoty.
Papapa!
Patty
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)