czwartek, 30 lipca 2015

Opowiadanie "Czemu..." rozdział 8

*Violetta*
Poczułam ukłucie, jakby jakiś niewidzialny odłamek szkła wbił się w moje serce. Nikt nie zadał mi tego pytania. Nikt nie potrafił zrozumieć mojego zachowania. Z moich oczu popłynęły.
-Ty tego nie rozumiesz. - szepnęłam.
- To mi wytłumacz. - powiedziała cicho Ludmiła
Westchnęłam. Nie miałam siły ani odwagi opowiedzieć jej co stało się dwanaście lat temu. Jednak dziewczyna nalegała.
-No więc tak... - zaczęłam opowieść. - Dwanaście lat temu byłam zwykłą małą dziewczynką. Miałam kochających rodziców - tata był biznesmenem, a mama słynną piosenkarką - Marią Saramego. Pewnego słonecznego dnia ja i mama poszłyśmy na plac zabaw. Kiedy huśtałam się na huśtawce, do mamy podeszło dwóch mężczyzn w czarnych płaszczach. Zaczęli z nią rozmawiać. Podbiegłam do niej szybko, a ona przytuliła mnie i mruknęła coś po cichu do wyższego z rozmówców. On kiwnął głową i wraz ze swoim towarzyszem odszedł w stronę centrum. Spytałam się mamy, kim byli ci panowie, lecz ona wymigała się od odpowiedzi. Kiedy wchodziła do autobusu, nagle zemdlała. Bardzo się wystraszyłam. Przypadkowi ludzie zawieźli mnie i mamę na pogotowie. Kwadrans później przyjechał mój tata. Podsłuchałam jego rozmowę z lekarzem. Doktor powiedział że mama ma raka płuc. Dodał że nie ma dla niej ratunku i za dwa miesiące umrze. Tak też się stało. Załamałam się kompletnie. Najgorsze było to że tata w ogóle się tym nie przejął. Przez 8 lat wychowywał mnie i stał się zbyt troskliwy, ale nigdy nie widziałam, żeby płakał za mamą albo coś innego. Gdy miałam 13 lat do naszego domu przyjechali ci dwaj mężczyźni z parku. Powiedzieli że mama zanim umarła, zadłużyła się spłatami pożyczek i miała ogromne długi. Jako że teraz nie żyje, to my musimy spłacić raty za nią. To doprowadziło nas do skrajnego bankructwa. Sprzedaliśmy dom i zamieszkaliśmy w małej kawalerce. Tata nadal pracował. Kiedy spłaciliśmy wszystkie długi, zostaliśmy z niczym. Zaczęłam wtedy kraść i wyłudzać od małych dzieci pieniądze. Z czasem tata został mianowany szefem działu marketingu w firmie w której pracował. Zarabiał coraz więcej dlatego wygrzebaliśmy się z biedy. Znowu staliśmy się milionerami. W moje 14 urodziny zamieszkaliśmy w naszej dawnej willi. Nareszcie nie byłam biedną dziewczyną tylko bogatą nastolatką. Przez te długi tata znienawidził mamę. Wyrzucił wszystkie pamiątki po niej, ledwo uchroniłam kilka z nich. Doprowadzał mnie do szału swoimi krzykami. Postanowiłam stać się tak nieznośna jak on. Zaczęłam ubierać się wyzywająco, nakładałam na twarz i skórę tony kosmetyków, flirtowałam z chłopakami. Opuściłam się w nauce. Wyrzucili mnie z gimnazjum. Przez rok w ogóle nie chodziłam do szkoły. Ojciec denerwował się strasznie. Chciał wyrzucić mnie z domu, ale tego nie zrobił. Postanowił zapisać mnie do Studio. Poszłam na przesłuchania i dostałam się. Pierwszego dnia spotkałam Leòna. Był to przystojny chłopak który był okropnie zarozumiały. Zakochaliśmy się w sobie. Zostaliśmy parą. Później poznałam Camilę. Nieśmiała dziewczyna od razu przykuła moją uwagę. Najpierw zaprzyjaźniłyśmy się. Chciałam zerwać z maską złośnicy, lecz Leòn miał na mnie zły wpływ. Krzyczał na Cami i na mnie. Później swoim zachowaniem sprawił że Camila została naszą służącą. Kiedy chciałam przestać być " tą złą " pobił mnie. Wtedy postanowiłam zerwać z nim i było jeszcze gorzej. Zrezygnowałam. Leòn sprawił że zostałam Supernovą. Kiedy nie chciałam zachowywać się tak jak on mi kazał, krzyczał na mnie, ale nigdy w obecności innych ludzi. Przed wszystkimi ludźmi byliśmy parą zarozumialców. Dzisiaj kazał mi krzyczeć na was na tej imprezie. Nie chciałam tego robić, ale musiałam.


Po tej opowieści rozpłakałam się. Ludmiła przytuliła mnie. Po raz pierwszy od 3 lat ktoś to zrobił.
-Dużo przeżyłaś. - szepnęła dziewczyna - Jeśli chcesz mogę ci pomóc oderwać się od Leòna.
-Naprawdę? - nie mogłam w to uwierzyć.
-Tak, tobie i Camili.
-Dziękuję. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej.
-Nie ma za co. - odwzajemniła go.
Ludmiła wstała.
-Chodź. Wracajmy do Resto Band.




*Ludmiła*
Vilu wstała i ruszyła za mną. Nie wiedziałam że tak wiele przeżyła. Kiedy weszłyśmy na salę, podbiegł do nas Leòn.
-Violu, kochanie, co tak długo? Po co marnować czas na jakieś beztalencie? - spojrzał na mnie zgorszony.
Dziewczyna zrobiła hardą minę i spojrzała Leònowi prosto w oczy.
- Ludmiła nie jest beztalenciem. - warknęła.
Rozejrzałam się dyskretnie wokoło. Wszyscy słuchali uważnie rozmowy z wymalowanym na twarzy zdumieniem.
-Słucham??? - krzyknął Leòn. - Co powiedziałaś???
-To co słyszałeś. - powiedziałam
Violetta przełknęła ślinę.
-Nie mam zamiaru dalej być twoją marionetką.
-Coooo?????
-Nie mam zamiaru dalej słuchać twoich rozkazów i narzekań.
-Więc zostaw ją i Camilę w spokoju. - powiedziałam.
Leòn miał minę, jakby ktoś go uderzył.
-A ty co się wtrącasz? - warknął na mnie
-Vilu wszystko mi opowiedziała. O tobie. - odrzekłam. - Jak traktowałeś ją i Cami, jak kazałeś jej być wielką Supernovą, jak ją kontrolowałeś i biłeś.
- Nie mam już siły być z tobą i słuchać się ciebie jak niewolnik. Z nami koniec. Nie próbuj też znęcać się nad Cami. - wyrzuciła z siebie Violetta.
Przytuliłam ją i odeszłyśmy razem w stronę moich przyjaciół.




*Franceska*
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Violetta postawiła się Leonowi.
Ludmi i Violetta podeszły do mnie, Naty, Maxiego i Federico.
"Była Supernova" nie patrzyła na nas tylko na czubki swoich czerwonych trampek. Ludmiła uśmiechnęła się do niej zachęcającą i po krótce opowiedziała historię Violi. Kiedy skończyła o mało nie padłam.




*Violetta*
Ludmi w skrócie opowiedziała moją historię paczce. Wszyscy mieli miny, jakby przed chwilą przeszło tornado. Rozejrzałam się szukając wzrokiem Camili. Ujrzałam ją przy stole. Zawołałam ją. Dziewczyna zlękniona podeszła do naszej grupki. Teraz po raz drugi poznawałyśmy kolejne osoby ze Studio. Każda wybaczyła nam nasze błędy. Zaprzyjaźniałyśmy się z innymi.




&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&@&&&&&@&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&#############&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&


Tragedia!!!
No ale cóż...


Hej wam.!
Oto ostatni rozdział opowiadania.
Trochę dramatyczny.
Jutro epilog!!!!!!
I koniec...
A później oneshoty.
Papapa!


Patty





środa, 29 lipca 2015

!!!!!!!¡¡¡¡¡!!!!!!!¡¡¡¡¡

Kochani. Jest malutki problem o którym muszę wam powiedzieć. Otóż blogger nie wiem dlaczego, uciął mi fragment 7 rozdziału. Ja nie mam już siły pisać go po raz drugi. Więc oto mały skrót tego co opisałam:
- Fede i Ludmi zostają parą
- Jest impreza urodzinowa Fran i Naty
- Podczas urodzinowego karaoke
a) Fran, Naty i Lu śpiewają "A mi lado"
b) Diego śpiewa "Voy por ti" dla Ludmiły
c) Naty i Maxi zostają parą
- Jest kłótnia Diega, Lu i Fede.
- Nagle na imprezę wchodzą nie zaproszeni goście: Violetta, Leòn i Cami.
- Violetta się wywyższa.
a) kłótnia Vilu, Fran i Naty.
b) Ludmiła prosi Violę o rozmowę w cztery oczy
- Lu pyta się Vilu, czemu jest taka zarozumiała.


Koniec rozdziału! :)


Notka: WAŻNE
Będzie jeszcze jeden rozdział opowiadania i epilog.... :)




Besos
Patty

czwartek, 23 lipca 2015

Opowiadanie "Czemu..." rozdział 6 + ważna notatka

*Federico*
-Mamo, możesz mi coś wytłumaczyć?- powiedziałem
-Co się stało synku?
-Przypadkowo znalazłem album fotograficzny mojej koleżanki Ludmiły i są w nim takie same zdjęcia jak w moim albumie. O co tu chodzi?
-Ludmiła? Chodzi Ci o Ludmiłę Ferro?
-Tak, a co? - spytałem
-Naprawdę nie pamiętasz kim ona była?
-Była?- zdziwiłem się. - Jak to była? - Nie wiedziałem o co jej chodzi. Przecież Ludmiłę poznałem kilka dni temu.
-Naprawdę nie pamiętasz swojej przyjaciółki z dzieciństwa?
-Przyjaciółki z dzieciństwa?- wykrzyknąłem - To ja już wcześniej ją znałem?!
-Tak. -odrzekła moja matka - Jako dzieci byliście nierozłączni. Razem się bawiliście i spędzaliście czas. Lecz kiedy mieliście po 8 lat, ty, ja i twój ojciec wróciliśmy do Włoch. I wtedy wasz kontakt się urwał. A 2 lata temu wróciliśmy do Buenos Aires ale nie sądziłam że rodzina Ferro jeszcze tu mieszka, bo miała przeprowadzić się do Nowego Yorku.


Po tej opowieści w mojej głowie pojawił się mętlik. Czyli tak naprawdę ja i Ludmiła się znaliśmy, ale ja przez upływa czasu o tym zapomniałem. Hmmmm.... Ciekawe czy Lu o tym wie. O tym że się wcześniej znaliśmy. Ciekawe...
-Mamo, a gdzie oni teraz mieszkają? - zapytałem
-Jeśli się nie mylę, to
I wytłumaczyła mi jak dojść do ich domu.
Szybko wbiegłem do mojego pokoju i złapałem album oraz pamiętnik. Wyleciałem z domu jak torpeda i "poleciałem" na wskazaną ulicę. Na szczęście po 5 minutach biegu znalazłem się przed małym zielonym domkiem. A ten dom obok to..... To mój były dom!!!!! Ale teraz już ktoś w nim mieszka. Trudno. Podszedłem do drzwi wejściowych i zapukałem. Otworzyła mi wysoka kobieta o długich blond włosach. To pewnie Ludmiły.
-Dzień dobry! Czy pani Ferro? - powiedziałem nonszalancko.
-Tak, a kim pan jest?
-Jestem Federico Renzo.
-Renzo? To ty mieszkałeś tutaj- wskazała na sąsiedni dom - kilka lat temu z rodzicami?
-Owszem. Czy jest Ludmiła? Bo chciałbym z nią porozmawiać.
-Tak, moja siostrzenica jest. Jestem jej ciotką. Już ją wołam. - Odwróciła się w stronę schodów. - Ludmiłaaaa!- krzyknęła - Ktoś do Ciebie!!!!
Zaprosiła mnie gestem do środka.
Kilka sekund później po schodach zeszła Ludmi. Wyglądała przepięknie w brzoskwiniowej sukience i dopasowanych do niej butów na koturnie.
-Fede? Co ty tu robisz? - zapytała zaskoczona
-Chciałbym z tobą porozmawiać.
-Więc chodźmy do mojego pokoju.
Poszedłem za nią do różowego pokoju na końcu korytarza.
-To chyba twoje. - powiedziałem i nieśmiało wręczyłem jej pamiętnik i album.
-Och tak, szukałam ich. Aleeee.... Nie czytałeś go? - wskazała szybko głową na sekretnik.
-Nie, skąd.
-To dobrze. A właśnie. Przez przypadek album spadł na ziemię i wyleciało z niego jedno zdjęcie. I okazało się że ja w swoim albumie mam takie samo i spytałem o to swoją matkę i.....
- I okazało się że w przeszłości byliśmy przyjaciółmi? -odpowiedziała Ludmiła
-Tak.
Dziewczyna zakłopotana zerknęła w dół. Podążyłem za jej wzrokiem. Na jej szyi wisiał naszyjnik z napisem L&F.
Wskazałem na niego ręką.
-To ten naszyjnik który ci dałem przed wyjazdem?
-Tak.
Powróciły moje wspomnienia. Dałem jej naszyjnik i coś jeszcze? Aaa.. Dziennik w którym mogła sobie zapisywać różne rzeczy.
-A gdzie jest dziennik który ci dałem?
Lu znowu spojrzała zakłopotana w dół.
-Jak miałam 13 lat to się wykurzyłam że nie piszesz ani nie dzwonisz i... i.... i go podarłam.
Zapadła niezręczna cisza. Nagle Ludmiła wyjęła z albumu zdjęcie przedstawiające ją zdmuchującą świeczki na torcie w jej 8 urodziny.
-Wiesz co sobie wtedy pomyślałam? Że chcę aby moja i twoja rodzina była razem na zawsze. A jak miałam z 14 lat to sobie pomyślałam że chcę abyś wrócił do BA bo... bo... bo...
-No wyduś to z siebie. - szepnąłem zachęcająco.
-Bo się w tobie zakochałam.- powiedziała.




*Ludmiła*
Kiedy to powiedziałam znów zapadła cisza.
Patrzyłam na reakcję Fede. On jednak nic nie mówił. Zaczęłam się denerwować że mnie wyśmieje.
-Wiesz co? - spytał nagle. - Ja też muszę coś ci powiedzieć.
-Co?
-Ja też się w tobie zakochałem.
Zaskoczył mnie tym zdaniem ale nie mogłam nic powiedzieć bo Federico zbliżył się do mnie i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.






****************
Hej, hej, hej! To znowu ja! Wchodzę z rozdziałem nr. 6. I co o nim sądzicie?


Mam dla was wiadomość. Najprawdopodobniej opowiadanie "Czemu..." będzie miało 7 rozdziałów i opublikuję epilog. Wiem że to opowiadanie będzie bardzo krótkie, ale tak to jest, jak ktoś nie ma weny. Za to później napiszę trochę OneShot'ów a później znowu rozkręcę jakieś opowiadanie.









Hej! Przepraszam!

Witajcie!
Chciałabym was ogromnie przeprosić. Za mój brak aktywności na blogu. Ale miałam swoje powody. Byłam na obozie w miejscu gdzie nie ma Wi-Fi. Nie mogłam pisać postów. Dopiero wczoraj o 17 wróciłam, a mama kazała mi się rozpakować i powiedziała że Internetu będę używać od jutra - czyli od 23 lipca. Więc jeszcze dziś będzie rozdział. :)