wtorek, 18 sierpnia 2015

Uwaga! :)

Przepraszam że nie było mnie prawie tydzień. Ale rozumiecie, różne obowiązki...


Kolejny rozdział opowiadania będzie JUTRO!


Kolejne rozdziały będą się pojawiały CO TYDZIEŃ!




Besos
Patty

czwartek, 13 sierpnia 2015

Opowiadanie "Musisz żyć" rozdział 2 + bardzo ważna notatka

Felix prowadzi mnie i Federico do srebrnego pociągu.
Wchodząc do niego rozglądam się ciekawie.
Wokół widzę srebrne i złote przedmioty, bogato zdobione materiały i najróżniejsze słodkości, jakich nie widziałam w życiu!
Tak naprawdę to wnętrze pociągu wygląda jak mieszkanie rodem z Kapitolu...
Felix prowadzi nas do dużego pomieszczenia na środku którego stoi mahoniowy stół przykryty białym obrusem. Na posrebrzanych talerzykach znajdują się babeczki, ciasteczka...
Na środku mebla widać ogromną tacę z królikiem nadzianym warzywami.
Przy stole siedziała Caroline Higgins - jedyna żyjąca zwyciężczyni Igrzysk z naszego dystryktu. Teraz została naszą mentorką.
Felix, Federico i ja siadamy przy stole.
-Podziwiam twoją odwagę, Ludmiło. - mówi kobieta.
Zaskoczona te uśmiecham się.
-Dziękuję.
Caroline przygląda się mi i Fede.
-Macie szansę na wygraną...
-Musisz nam powiedzieć jak przeżyć. - mówi Federico. Kiwam gorliwie głową.
Caro pochyla się w naszą stronę i rozpoczyna długi wykład...
-... musicie znaleźć jakichś sojuszników wśród trybutów, wtedy łatwiej przeżyć. Nie ufajcie dystryktom 1,2,3 i 4. To oni najczęściej wygrywają Igrzyska, bo zabijają swoich sojuszników. - kończy opowiadać.
Caroline wyciąga z szafki tablet i włącza go. Odwraca ekran w naszą stronę.
-Oto trybuci z innych dystryktów. - mówi


Dystrykt 1 - Natalia Vidal, lat 15 i Maximilian Ponte, lat 13.
Dystrykt 2 - Francesca Cuaviglia, 16 lat i Tomas Heredia, też 16
Dystrykt 3 - Violetta Castillo 16 lat i León Verdas 16 lat.
Dystrykt 4 - Matylda Bojczuk lat 16 i Matias Martenni lat 14
Dystrykt 5 - Camila Torres lat 16 i Broduey Nascimento lat 16
Dystrykt 6 - Nicole Tranox lat 16 i Ted Pasquarelli lat 15
Dystrykt 7 - Mercedes Lambre lat 15 i Xabiani Ponce de Leon lat 15
Dystrykt 8 - Martina Stoessel lat 16 i Jorge Blanco lat 16
Dystrykt 9 - Lodovica Comello lat 13 i Facundo Gambande lat 15
Dystrykt 10 - Lara Baroni lat 13 i Andres Calixto lat 15
Dystrykt 11 - Helena Navarro lat 12 i Marco Travelli lat 14


Kiedy przez ekran przesuwały się twarze trybutów o mało się nie popłakałam. Szczególnie moją uwagę zwróciła Helena z 11-stki. Ma dopiero 12 lat! Jest w wieku Vicky! Nie ma szans na wygraną!
Nie zdołałam na głos wypowiedzieć moich myśli, ponieważ pociąg nagle stanął. Jesteśmy już w Kapitolu.
Wychodzimy z pojazdu i wkraczamy do ogromnego budynku. Jak głosi napis "Dom trybutów".
-Tutaj będziecie mieszkać, razem z innymi trybutami szkolić swoje umiejętności, poznawać się nawzajem, szukać sojuszników. - oznajmia Caroline.
Wchodzimy do windy i stajemy na 12 piętrze - naszym piętrze.
Mieszkanie jest ogromne, przestronne i bogato ozdobione.
Każdy z nas ma własny pokój i łazienkę.
-Na piętrze 13 jest taka sala w której wszyscy trybuci mogą rozmawiać, piętra 14 i 15 to sale szkoleniowe, piętro 16 to "sala punktów". Tam dwa dni przed rozpoczęciem Igrzysk pokazujecie sponsorom wasze umiejętności. - mówi Caro.
Nagle do naszego mieszkania wchodzi jakiś mężczyzna.
-Och, witaj. - mówi nasza mentorka. - Kochani, to jest Tresh Markinson, wasz nowy stylista.
Tresh wita się z nami uściskiem ręki.
-Jutro odbędzie się parada trybutów. Od waszych strojów i zachowania będzie zależeć liczba sponsorów. - oznajmia.
Zaprasza nas gestem na korytarz. Naprzeciw mieszkania jest mały pokój, jak się okazuje, pracownia Tresha.
Podaje nam do rąk kilka kartek z rysunkami naszych strojów na paradę.
-Są genialne! - krzyczę.
-Stroje będą z czarnej skóry, za wami, niczym płaszcze będą lecieć płomienie ognia, sztucznego oczywiście.
Potem Caro, Felix, Tresh, Fede i ja wracamy do mieszkania.
-Czas się przespać i odpocząć. - mówi radosnym głosem Felix.
Każdy z nas idzie do własnej sypialni.
Kładę się na wygodnym łóżku z błękitną kołdrą, prześcieradłem i poduszkami wypchanymi pierzem.
Dzięki tak wygodnej pościeli natychmiast zasypiam...




:::::::::::::::::::::::::::::::<♥>::::::::::::::::::::::::::::
No i 2 rozdział gotowy.
Mam nadzieję że się spodobał.
Komentujcie! :)






UWAGA!!!
Zapraszam was na mojego nowiuteńkiego bloga o Harrym Potterze. http://harry-potter-forever-and-ever.blogspot.com
Będą tam wymyślone przeze mnie opowiadania i ciekawostki o filmach i książkach.
Zapraszam! <3




Besos
Patty







wtorek, 11 sierpnia 2015

Opowiadanie "Musisz żyć" Rozdział 1 + ważna notatka

Kolejny dzień.
Otwieram oczy.
Jest jasno, na niebie nie widać ani jednej chmury. Podnoszę się z twardego łóżka i staję boso na zimnej podłodze.
Przez 16 lat życia już się do tego przyzwyczaiłam.
Wchodzę do małego pomieszczenia, które nazywamy "łazienką". Tak naprawdę w środku jest tylko miska - służąca za wannę - mała, obskurna umywalka, toaleta i roztrzaskane lusterko.
Przeglądam się w lustrze i wracam do drugiego pokoju.
Nasz dom to właściwie łazienka i dwa pokoje. Jeden służy za kuchnię i jadalnię, drugi to sypialnia.
Rozglądam się. Ubieram w codzienne ubrania. Siadam na łóżku i patrzę na moją kochaną siostrzyczkę - Victorię.
Nasza sypialnia jest malutka - w kącie stoi moje łóżko, obok łóżko Vicky, w drugim kącie - naszej mamy.
Tata zaginął w nieznanych okolicznościach, kiedy miałam 6 lat. Od tamtego czasu nie widziałam go. Nie wiadomo, czy umarł, czy po prostu uciekł z naszego dystryktu.
Moja rodzina i ja mieszkamy w 12 dystrykcie - najbiedniejszym ze wszystkich. Większość mężczyzn pracuje w kopalni, kobiety handlują a młodzież zajmuje się domem. Ja oprócz pracy w domu poluję na zwierzęta. Powód jest prosty, rzadko kiedy mamy co jeść. Wtedy ja po kryjomu obchodzę straże i strzelam do zwierząt łukiem. Nie chcę się chwalić, ale wychodzi mi to wyśmienicie.
Straże pilnują praktycznie wszystkie dystrykty oprócz 1,2,3,4 i 5. Prezydent boi się że biedne dystrykty wzniecą bunt, jak przed laty 13-nastka. Ludzie postawili się państwu, przez co władze doszczętnie zniszczyły ich dystrykt.
Co roku organizowane są Głodowe Igrzyska, które przeżyć może tylko jeden uczestnik. Z każdego dystryktu zostaje wylosowana dziewczyna i chłopak w wieku od 12 do 16 lat. Później "trybuci" staczają walkę na śmierć i życie na arenie.
Kapitol czyli stolica naszego państwa Panem transmituje walkę w każdym dystrykcie. Jedną z największych rozrywek mieszkańców Kapitolu są właśnie Igrzyska.
Dzisiaj odbędzie się losowanie trybutów do 74 Igrzysk. Każdy ma obowiązek się tam zjawić, a przede wszystkim osoby od 12 do 16 lat. Dwie osoby wylosowane do Igrzysk jadą do stolicy, kilka dni później rozpoczynają się te "mistrzostwa".
Biegnę do lasu, zabieram łuk i strzały i zaczynam polowanie. Nagle od tyłu słyszę szum, odwracam się i widzę mojego najlepszego przyjaciela - Diego. Chłopak zawsze mnie wspiera i pomaga, choć sam wraz z ojcem wiedzie nie najlepsze życie.
-Hej! - mówi
-Cześć Diego!
-Co tutaj robisz? - pyta
-To co zawsze. - odpowiadam
Chłopak zamyśla się i uśmiecha do mnie.
-Dzisiaj nic nie upolujesz.
-A to niby dlaczego? - dziwię się.
Diego chichocze.
-Bo od rana przez las chodzą straże i płoszą zwierzęta.
Wściekła chowam łuk i strzały w specjalne wgłębienie w drzewie i wracam do domu, dziękując uprzednio Diegowi za informację.
Wchodzę do domu i widzę jak mama ubiera Vicky w białą koszulę w grochy i błękitną spódniczkę, a jej włosy układa w dwa długie warkoczyki. Na nogach siostry widzę niebieskie pantofelki.
-Prześliczne wyglądasz, kochanie. - mówię i przytulam Vicky.
Mama łapie mnie za rękę i ciągnie do łazienki.
-Umyj się. Na łóżku masz swoje ubrania.
Posłusznie wykonuje czynność i ubieram się w błękitno szarą sukienkę za kolana.
Wzdycham. Jakie byłoby moje życie gdybym mieszkała w Kapitolu... Po pierwsze nie musiałabym iść dzisiaj na "uroczystość". Chodziłabym w pięknych, kolorowych strojach, jadła tylko najwykwintniejsze dania...
Mama podchodzi do mnie i czesze moje włosy. Chwilę później ułożone są w długi do pasa blond warkocz.
Wychodzimy z domu i kierujemy się na plac. Tam na wzniesieniu stoi jedyny zwycięzcą Igrzysk z naszego dystryktu - Caroline Higgins. Obok niej na niskim fotelu siedzi Felix Dodge. To on losuje trybutów do mistrzostw.
Mężczyzna wstaje.
-Witam! Spotykamy się na dorocznych 74 dożynkach do Igrzysk Głodowych! Za chwilę wylosuję dwóch mężnych trybutów do walki na arenie. Najpierw chłopcy.
Felix podchodzi do szklanej miski i losuje jedną z karteczek. Wraca do mikrofonu.
-Federico Renzo. - oznajmia.
W tłumie chłopców następuje poruszenie, po chwili na wzniesienie wchodzi wysoki 16-latek o kasztanowych włosach. Siada na specjalnie przygotowanym krześle i rozgląda wokół.
Ja go skądś znam.... To syn piekarza który mieszka niedaleko od nas.
-A teraz dziewczęta. - z zamyślenia wyrywa mnie głos Feliksa.
Mężczyzna losuje karteczkę.
-Victoria Ferro.
Czuję jakby świat się zawalił. Przecież moja siostra ma dopiero 12 lat, ona nie przeżyje Igrzysk...
Vicky wychodzi z tłumu i powoli podchodzi do wzniesienia.
-Nie! - krzyczę i wybiegam za nią.
Strażnicy natychmiast reagują i próbują wepchnąć mnie (?) w tłum.
-Zgłaszam się na ochotniczkę za Vicky. - krzyczę.
Natychmiast słyszę szepty poruszenia. Kucam przed siostrą.
-Nie martw się. Słyszysz? Wracaj do mamy.
Podnoszę się i popycham Vicky w stronę Priscilli, naszej matki.
Odwracam się i wchodzę na wzniesienie.
-Pierwsza w historii Igrzysk ochotniczka! - krzyczy Felix. Odwraca się w moją stronę i pyta. - Jak się nazywasz?
-Ludmiła Ferro. - odpowiadam
Mężczyzna uśmiecha się do mnie dobrotliwie.
-Podajcie sobie ręce. - zwraca się do mnie i Federico.
Ściskam dłoń Fede. Chłopak uśmiecha się do mnie lekko.
-A więc zapraszam was do naszego specjalnego pociągu którym udamy się do Kapitolu. Przedtem będziecie mogli pożegnać się z rodzinami.
Przełykam ślinę i kieruję się za Feliksem w stronę "peronu" przy którym stoi srebrny pociąg. Nie wchodzimy jednak do niego, lecz do małego pomieszczenia na peronie podzielonego na dwa pokoje. Otwieram drzwi jednego z nic.
-Lu!!!
Odwracam się i widzę moją mamę i Vicky.
-Kochanie, posłuchaj mnie. Nie martw się. Tak? Słyszysz? Nie martw się o mnie.
-Przyrzeknij mi że wygrasz Igrzyska i wrócisz. Musisz żyć.
Przełykam ślinę.
-Przyrzekam. - mówię.
Wiem od razu że łamię tą obietnic. Mama też to wie.
-Mała ma rację. Musisz żyć. - w jej głosie słychać nadzieję, lecz oczy zdradzają, że w to nie wierzy.
Przytulam mamę i siostrę.
-Koniec spotkania. - oznajmia strażnik przy drzwiach.
Dwie najważniejsze osoby które mam wychodzą.
Już wiem, że nigdy ich nie zobaczę...






@########################################@


Pewnie zaskoczyłam was prologiem i tym rozdziałem ponieważ nie miałam ich w planach.
Opowiadanie będzie dość krótkie, ok. 10 rozdziałów i epilog.
Opowiada o Ludmile która zostaje trybutem z 12 dystryktu.
Pewnie każdy kto czytał lub oglądał Igrzyska Śmierci myśli że wszystko, co będzie się działo będzie takie jak w oryginale. OTÓŻ NIE!!! WSZYSTKIE PRZYGODY LUDMI SĄ WYMYŚLONE PRZEZE MNIE. TYLKO NIEKTÓRE FRAGMENTY OPARTE SĄ NA FILMIE I KSIĄŻCE"IGRZYSKA ŚMIERCI".


Jest nowa zakładka: Bohaterowie opowiadania "Musisz żyć" <Czyli tego opowiadania>




Besos
Patty






PS.
Proszę wszystkich o komentowanie. Nie ważne czy to będą hejty, czy nie. Lepiej pisać o kimś źle niż w ogóle.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Opowiadanie "Musisz żyć" Prolog

Musisz żyć....
Te słowa krążą po mojej czaszce jak pszczoły. Bardzo uparte pszczoły, które co chwila żądlą, sprawiając, że głowa coraz bardziej mnie boli. To chyba jednak szerszenie. Pszczoły po jednym użądleniu szlag trafia. A mnie wciąż i wciąż żądlą.
Musisz żyć...
Wiem. - Odpowiadam nie wiadomo komu. To słowo wypowiedziałam do wielu osób: do mamy, do siostry, do najlepszego przyjaciela.
Musisz żyć...
Mam dość tych rozmyślań, lecz jak na złość nie mogę zasnąć.
Musisz żyć...
Chociaż obiecałam mej siostrze że przeżyję, to od razu tę obietnicę złamałam.
Musisz żyć...
Ciągle widzę przed oczyma moją mamę. Płakała, wiedziała że nie mam szans, ale tliła się w niej nikła nadzieja.
Musisz żyć...
Jego słowa i uścisk, które zwykle pomagały mi się uspokoić, teraz tego nie robiły.
Musisz żyć...
Musisz żyć...
Oni nie rozumieją że nie dam rady.
Musisz żyć...
Widzę oczyma wyobraźni, jak patrzą na ekran i słyszą mechaniczny głos.
"Kolejna ofiara - Ludmiła Ferro, dystrykt 12"

One Shot Specjalny "Bo czasami nie warto nic robić" część 3

Buahhahhahha!!!
Część 3 One Shota już dziś, nie jutro. Ale to z powodu pewnej niespodzianki którą dla was szykuję. Zapraszam do czytania.




*Francesca*
-No bo to Ludmiła spowodowała ten wypadek. - mówimy.
Natalię zatkało. Nie może wydobyć z siebie głosu. Otwiera szeroko oczy.
-Ale jak....
Opowiadam jej o mej (trafnej) hipotezie.
Nagle wchodzi lekarz i wyprasza nas z sali. Wychodzimy na korytarz.
-Fran... - słyszę szept za sobą. Odwracam się i widzę Federico. - Możemy porozmawiać na osobności? - pyta chłopak
Zdziwiona przytakuję i odchodzę z nim na bok.
-Fran, dziękuję bardzo za Twoją pomoc i za to jak mnie wspomagałaś dzisiaj. Po pierwsze gdyby nie ty, Naty nie trafiłaby do szpitala, i nie odkrylibyśmy tajemnicy Ludmiły.
Uśmiecham się do niego.
-Nie ma za co. - mówię. - A jeśli chodzi o tajemnicę Ludmi, to jeszcze jej nie odkryliśmy. - dodaję.
Federico zdziwiony patrzy na mnie lekko nieprzytomnym wzrokiem.
-Musimy pojechać do Lu i spytać o powód jej zachowania.
-No dobrze. - Fede przytakuje mi.
-Ale tylko we dwójkę.
Po rozmowie z paczką uzgadniamy że do Lu jedzie tylko Violetta, Leon, Fede i ja.
Wsiadamy do mojego auta i ruszamy.
Kilka minut później wchodzimy do budynku aresztu i stajemy przy celi Ludmiły. Dziewczyna, która siedzi na krześle, podrywa głowę i podchodzi do krat.
-Hej. - szepcze
Nikt jej nie odpowiedział.
-Przepraszam. - mówi.
Federico prycha.
-A najbardziej Naty i ciebie. - Lu zwraca się do Fede.
-Myślisz że ci to wybaczymy? - pyta chłopak.
-Myślałam że jesteś naszą przyjaciółką! - krzyczy Vilu. - Trzymałam twoją stronę w każdym przypadku, powierzałam tajemnice, uważałam cię za kumpelę.
Ludmiła ukrywa twarz w dłoniach.
-Nawet nie wiesz jak się teraz czuję. - mówi.
Leon przytula swoją dziewczynę i zwraca głowę w stronę byłej przyjaciółki.
-Dlaczego to zrobiłaś? - pyta. Na jego twarzy widać wyraz obrzydzenia.
-Dlaczego???? Dlaczego???? Moja matka kiedy ja miałam 14 lat zaczęła się przyjaźnić z panią Vidal. Kompletnie mnie zaniedbała, w wieku 16 lat musiałam zamieszkać sama, zdana tylko na siebie. Przez to znienawidziłam moją matkę i jej przyjaciółeczkę. Postanowiłam zniszczyć ich życie. Matce już zniszczyłam, przez "przypadek" spadła ze schodów. Raczej ja ją zepchnęłam. Pani Vidal postanowiłam oszczędzić życie, ale nie chciałam tego zrobić jej dzieciom. Dlatego przecięłam przewody hamulcowe w aucie. Lecz później zaczęłam żałować bo.... - spogląda na Federico - Bo się w tobie zakochałam.
Zatkało nas. Nagle czuję ukłucie w sercu. Czy ja jestem zazdrosna? Phi! A nawet jakby to o kogo? O tę głupią sukę?
Federico prycha i wychodzi z budynku. Biegnę za nim.
-Fede! - krzyczę
Odwraca się do mnie. Uśmiech wstępuje na jego twarz. Uśmiech ironiczny, nie prawdziwy. Z aresztu wychodzi Leonetta. Razem wracamy do szpitala i opowiadamy paczce historię. Nikt nie może w to uwierzyć.
-Fran...
Odwracam się. To Federico. Ku mojemu zdziwieniu łapie mnie za rękę i ciągnie w boczny korytarz.
-Muszę Ci coś powiedzieć. - mówi. Przełyka ślinę. - Bo ja... Kiedy ta zdzira powiedziała że się we mnie zakochała, uświadomiłem sobie że ty tak o mnie dbasz, pomagasz... Kocham cię.
OMG! Nie mogę w to uwierzyć. On odwzajemnia moje uczucie.
-Ja też. - mówię cicho.
Fede uśmiecha się i złącza nasze usta w pocałunku.




*Miesiąc później*
*Natalia*
Właśnie dzisiaj wypisali mnie ze szpitala. Na szczęście nie jestem sparaliżowana. Mimo tego wypadku, wokół dzieje się wszystko co najlepsze...
-Naty... Kocham cię.
-Ja ciebie też...
Przerywa moją wypowiedź pocałunkiem.




*Federico*
Wszystko co się dzieje, daje mi teraz radość. Naty wypisano ze szpitala. Na szczęście jest cała i zdrowa. Mam najpiękniejszą dziewczynę na świecie. Mam też paczkę przyjaciół i spokój... Ludmiłę skazano na 5 lat pozbawienia wolności.
-Fede...
-O co chodzi, kochanie? - pytam.
-Wiesz, że cię kocham?
-Tak, a ty wiesz że ja kocham ciebie? Mocniej niż ty mnie?
-Oooo, to się jeszcze okaże!
Łączymy się w namiętnym pocałunku, który zwiencza nasze szczęście.






KONIEC!!!!




Oto ostatnia część One Shota.
Za parę minut.... Czekajcie.... XD
Besos
Patty













One Shot Specjalny "Bo czasami nie warto nic robić" część 2

*Natalia*
Otwieram powoli oczy. Z początku widzę ciemność, później mój wzrok wyostrza się i dostrzegam szczegóły. Rozglądam się i przystaję na widok mojego brata. Łapię go za ramię i mocno potrząsam.
-Fede, Fede! - krzyczę. Po chwili chłopak budzi się.
-Co się stało? - pyta.
-Mieliśmy wypadek. - szepczę
Brat przygląda się mi chwilę, potem odwraca się i łapie za klamkę drzwi samochodu. Otwiera je i z trudnością wychodzi. Podaje mi rękę, którą szybko ściskam. Federico próbuje mnie wyciągnąć. Nagle czuję ból w nodze - niewyobrażalny ból - i krzyczę. Fede natychmiast przestaje ciągnąć, obiega samochód, z którego tak naprawdę pozostała kupa złomu, otwiera tylne drzwi. Postanawiam zerknąć na moje nogi. ......
-Aaaaa!!!! - krzyczę.
Brat również patrzy w tamtą stronę. Oboje nie możemy uwierzyć. Moje dolne kończyny są całe zakrwawione, a na dodatek przyciśnięte kilkudziesięcioma kilogramami metalowych części auta. Co najgorsze, powoli przestaję je czuć!




*Franceska*
Już godzinę czekam na przybycie Fede i Naty. Kurczę, czy oni zawsze się tak spóźniają? A może stało się to, czego właśnie się obawiałam....? Czy to możliwe że ona już...
Zrywam się z krzesła i podbiegam do barmanki, chcąc zapłacić za szejka. Wybiegam na dwór, wsiadam do samochodu i odpalam silnik. Jadę autem drogą prowadzącą z tej kawiarni na odludziu do centrum miasta. Między nimi jest las. Przyspieszam do 70 km/h. Nagle na poboczu coś widzę, lecz prędkość jaką dysponuję nie pozwala mi się dokładniej przyjrzeć. Hamuję więc, zakręcam i podjeżdżam do owego czegoś, co jak się okazuje jest zniszczonym samochodem. Staję na skraju drogi i wysiadam z auta. Nagle zza pojazdu wybiega................. Federico!!!! Podbiega do mnie.
-Fran! - krzyczy - Z nieba nam spadłaś!
Łapie mnie za rękę i ciągnie do samochodu. W nim widzę ledwo przytomną Naty. Jej nogi są przygniecione przez elementy pojazdu i całkowicie zakrwawione. Piszczę i rozglądam się na boki.
-Czemu nie dzwonisz po karetkę? - piskliwym głosem pytam Fede.
-Mój telefon i telefon Nat jest w torbie, która aktualnie znajduje się pod nogami Natki. - oznajmia mi chłopak.
Natychmiast wyciągam z torebki komórkę i wybieram numer 112.
Po kilkunastu minutach podjeżdża karetka i z wielkim trudem razem ze strażakami wyciąga omdlałą Naty. Ja i Fede wsiadamy do mojego auta i jedziemy do pobliskiego szpitala, gdzie mają zawieźć dziewczynę.
-Co się w ogóle stało? - pytam zdenerwowana Federico.
-Na jezdnię wybiegł jakiś pies, czy kot. Próbowałem zahamować, ale przewody się zerwały. No i uderzyliśmy w drzewo. - zestresowany chłopak zaczyna obgryzać paznokcie.
Zagryzam wargę.
-Przewody hamulcowe były zerwane? - z nerwów nie mogę wytrzymać.
-Dokładnie.
-A to było auto Ludmi?
-Tak, chcieliśmy je pożyczyć, ona wybiegła je wyprowadzić.
Wzdycham.
-Chyba to nie był przypadek. - cicho szepczę.
-Co!!! - słyszę krzyk Fede.
Zerkam na niego.
-Kiedy wróciłam do Włoch, spytałam Lu, czy coś ciekawego dzieje się w Rzymie. Ona warknęła że nie. - tłumaczę chłopakowi mój tok myślenia. - Diego wytłumaczył że do Ludmiły przyjeżdżają dzieci przyjaciółki jej mamy. Ona zrobiła się strasznie nerwowa, zaczęła się gęsto tłumaczyć. Potem ja powiedziałam że to okazja do poznania nowych ludzi itp. Ona przyznała mi rację, ale dziwnie się zachowywała i zmieniła temat. Później nagle zrobiła się dla was tak miła, jak nawet nigdy dla nas - jej przyjaciół. A teraz ten wypadek. Najpierw Lu wybiegła wyprowadzić samochód, chociaż mogliście zrobić to wy. Potem bez pytań pozwoliła jechać... To wydaje mi się dziwnie podejrzane... - skończyłam.
Dojechaliśmy do szpitala. Wbiegamy do budynku i siadamy na plastikowych krzesłach. Federico chowa twarz w dłoniach. Po chwili dobiega do mnie jego stłumiony głos.
-To Ludmiła to zrobiła. - to nie było pytanie.
Przytulam chłopaka i cały czas siedzimy w tej pozycji. Nagle z sali wychodzi lekarz.
-Jakaś rodzina Natalii Vidal? - pyta
-Jestem jej bratem. - mówi Fede, nadal do mnie przytulony.
-Dziewczyna żyje, lecz jest w ciężkim stanie i nie czuje swoich nóg. Ma też lekki wstrząs mózgu. Co było przyczyną wypadku?
-Przewody hamulcowe samochodu zostały przecięte. - mówię za Federico.
-W takim przypadku proszę natychmiast udać się na komisariat policji i złożyć zeznania. - oznajmia doktor.
Podaję mu swój numer telefonu, gdyż komórki rodzeństwa Vidal znajdowały się wciąż nie miejscu wypadku. Wychodzimy ze szpitala i jedziemy samochodem, tym razem na policję. Starszy sierżant (?) przyjmuje nas w swoim gabinecie (?). Najpierw Fede opowiada co działo się tuż przed wypadkiem, następnie ja wyznaję moją hipotezę co do sprawczyni. Sierżant gorączkowo notuje, a później wychodzi z pokoju. Wraca z 2 innymi policjantami.
-Gdzie mieszka podejrzana? - pyta jeden z nich.
Podajemy mu adres domu Ludmi. Policjanci wychodzą, wsiadają do radiowozu i odjeżdżają. My siedzimy w budynku, i ponownie przytuleni, czekamy na ich powrót.




*Violetta*
Ja i moi przyjaciele - oprócz Fran - siedzimy właśnie w domu Ludmiły i gramy w butelkę. Przerywa nam dzwonek do drzwi. Lu idzie otworzyć. Ponieważ znajdujemy się w salonie, widzimy i słyszymy wszystko co dzieje się w holu.
-Dzień dobry. - wita się ..... policjant! Zaskoczona podrywam się i przez przypadek uderzam Leona, w którego ramionach leżałam, w nos. Nikogo, nawet mojego chłopaka to nie obchodzi, wszyscy uważnie słuchamy rozmowy.
-Pani Ludmiła Ferro, lat 20? - pyta drugi sierżant.
-Zgadza się. - odpowiada Lu.
-Jest pani zatrzymana w sprawie wypadku samochodowego Natalii i Federico Vidal.
WTF!!!!!!!
Podbiegam do przyjaciółki.
-Coś się im stało? - pytam zaniepokojona.
-A pani jest...
-Ich przyjaciółką. - kończę.
-Panu Vidal nic się nie stało, a panna Vidal aktualnie znajduje się w szpitalu z objawami wstrząsu mózgu i sparaliżowaniem nóg (?).
.
.
.
.
-Co!!!! - zerkam za siebie, na moich przyjaciół. Ich miny zdradzają szok i strach.
Policjanci łapią Ludmiłę za ramiona i wyciągają na dwór.
-To ty to zrobiłaś?? - krzyczę wściekła
Lu tylko kiwa głową. Wsiada do radiowozu, a policjanci odjeżdżają.
Odwracam się. Podchodzę powoli do Leona, który przytula mnie, choć sam jest roztrzęsiony.
-Jedźmy do szpitala. - mówię. Wychodzimy, wsiadamy do busa taty Maxiego i ruszamy.
-Co się dzieje, Max? - pyta w pewnym momencie Cami.
-Ja zakochałem się w Naty. - odpowiada chłopak.
Zapada cisza. Obejmuję go, a Diego, który prowadzi auto, zerka na niego ze współczuciem.
-Jak mogłem tak pomylić się co do Ludmiły? - pyta. Nikt mu nie odpowiada.
Dojeżdżając do szpitala, nadal przytulam Maxa. Leon łapie mnie za rękę, Cami i Brod obejmują się a Diego nadal lekko rozkojarzony rozgląda się wokół.




*Federico*
Policjanci po jakimś czasie wracają na posterunek w towarzystwie Ludmiły.
Wychodzimy na dwór, sierżant przeprowadza obok nas tą idiotkę. Myślałem że jest spoko, a tu.... Nie mogę w to uwierzyć.
-Przepraszam. - głos Ludmi wbija mi się w czaszkę i tylko mocny uścisk Fran powstrzymywał mnie od rzucenia się na tą zdzirę.
Kiedy policjanci i Ludmiła zniknęli w drzwiach komisariatu, wchodzimy do samochodu i jedziemy do szpitala. Wchodząc do budynku widzimy całą paczkę oprócz Fran - która oczywiście jest obok mnie - i tej suki (XD).
Podchodzimy do nich. Wtem podchodzi do nas lekarz.
-Panie Vidal, pańska siostra właśnie się obudziła więc może pan ją odwiedzić.
-A my też możemy? - pyta Viola.
Doktor liczy nasze towarzystwo.
-No dobrze. Proszę za mną.
Prowadzi nas do sali nr. 15. Wchodzimy po cichu. Naty uśmiecha się do nas. Podchodzimy do łóżka, dziewczyna łapie mnie za rękę i ściska.




*Natalia*
Widząc ponownie paczkę i mojego brata bardzo się cieszę. Trzymam dłoń Fede. Rozglądam się i zauważając Maxiego uśmiech wchodzi na mą twarz.
Nagle uświadamiam sobie pomyłkę.
-Gdzie jest Ludmiła? - pytam, bo nie widzę jej wśród przyjaciół.
Miny zgromadzonych zaskoczyły mnie. Wymalowane były na nich wściekłość i zakłopotanie.
-No bo widzisz.....






CZĘŚĆ 3 POJAWI SIĘ JUTRO!!!!




Ps.
Ta część miała pojawić się wczoraj, albo jeszcze przedwczoraj. Bardzo przepraszam, ale po prostu miałam pilny wyjazd do kuzynki, więc rozumiecie że nie będę pisała One Shota w jej domu zwłaszcza że jest zagorzałą przeciwniczką Violetty. :( Tak więc przepraszam.


Besos
Patrycja











piątek, 7 sierpnia 2015

One Shot Specjalny "Bo czasami nie warto nic robić" część 1

One Shot Specjalny z okazji 350 wyświetleń na blogu.


Para: Fedecesca <Federico i Franceska>
Inni bohaterowie: Violetta i León, Ludmiła i Diego, Naty i Maxi, Camila i Broduey
Rodzaj: bliżej nieokreślony
Wiek postaci: 20 lat
Miejsce: Rzym
Zakończenie: szczęśliwe






*Franceska*
Wysiadam z samolotu. Kiedy moje stopy dotykają płyty lotniska, wciągam powietrze przez nos.
-Witaj ponownie, ojczyzno! - krzyczę.
Duża część zgromadzonych na lotnisku osób spogląda na mnie z dezaprobatą. Nie odchodzi mnie to.
Z Włoch do Buenos Aires przeprowadziłam się w wieku 15 lat wraz z moim 22-letnim wówczas bratem. Nie chciałam opuszczać ojczyzny ponieważ miałam tam grupkę najlepszych przyjaciół - Violę, Ludmiłę, Camilę, Leóna, Diega, Maxiego i Brodueya. Kochałam z nimi przebywać. Potem przeprowadziłam się do BA, lecz na szczęście nasz kontakt się nie urwał. Dziś nareszcie wróciłam do mojego kochanego kraju.
Jest strasznie gorąco, w końcu początek sierpnia zawsze przynosi suszę i niewyobrażalne ciepło.
Wie, że moi przyjaciele będą na mnie czekać, więc kiedy przechodzę całe lotnisko, i nie widzę ich, czuję się niemile zaskoczona.
-Jak mogli o mnie zapomnieć? - mówię sama do siebie.
-No bo przecież to niewybaczalne zapomnieć o Francesce Cauviglii. - słyszę za sobą znajomy głos.
Odwracam się i widzę moją ukochaną paczkę, na jej czele stoi rudowłosa Camila, której rzucam się na szyję. Moja najlepsza przyjaciółka uśmiecha się i całuje mnie w policzek.
-Cam! - również ją całuję.
-Hej, kochana! - krzyczy
-Ej, ej, ej, bo zacznę być zazdrosny. - mówi Broduey.
Wszyscy chichotają. Po kolei podchodzę do moich znajomych i witam z nimi.
-Co nowego w Rzymie? - pytam paczkę.
-Nic ciekawego. - mruczy pod nosem Ludmi.
Zdziwiona zerkam na resztę.
-Do Lu przyjeżdżają dzieci przyjaciółki jej mamy. - mówi Diego.
-No i co z tego? - pytam
-To, że jak usłyszałam dzieci, to myślałam że będą miały po kilka lat, a są w naszym wieku. - warczy Lu.
-To super! - krzyczę. - To okazja na poznanie świetnych ludzi.
-Może masz rację... - szepcze Lusia. - No dobra, chodźmy do twojego domu.
Łapię za rączki walizek i razem ruszamy w stronę busa taty Maxiego.




*Natalia*
Ja i mój kochany brat - Federico - właśnie jedziemy taksówką przez Rzym. Kierujemy się do domu córki przyjaciółki naszej mamy. Jedyne co wiemy, to to że ma na imię Ludmiła i tak jak my ma 20 lat.
Fede przez całą jazdę słucha muzyki, a ja rozglądam się. Nigdy nie byłam w stolicy. A mój brat tak. Szczęściarz. Nagle taksówkarz przystaje samochodem przy naszym chwilowym domu. Szturcham Federico.
-Fede, Fede, jesteśmy na miejscu. - szeptam.
Chłopak wyjmuje z uszu słuchawki i chowa je do kieszeni.
Wysiadamy z taksówki, uprzednio wpłacając kierowcy odpowiednią kwotę pieniędzy. Brat wyładowywuje nasze walizki z bagażnika. Łapiemy za rączki walizek i idziemy chodnikiem do drzwi frontowych.
Zanim dotknęłam przycisku dzwonka do drzwi, te otwierają się i staje w nich urocza brązowooka blondynka.
-Hej! Wejdźcie, proszę. - mówi, otwiera szerzej drzwi i ustępuje miejsca.
Pierwsza wchodzę do holu. Ludmiła prowadzi nas do salonu urządzonego w bardzo dobrym stylu. Dziewczyna macha ręką abyśmy usiedli i sama przysiada na niskiej pufie.
-Miło nam cię poznać. - mówię i podaję jej dłoń. Po chwili ten sam gest powtarza Federico.
-Jestem Federico, a to moja siostra Natalia. - mówi.
Na mojej twarzy pojawia się grymas.
-Nie jestem Natalia, tylko Naty. - poprawiam.
Ludmiła uśmiecha się pod nosem.
-Jasne. - na chwilę nastaje cisza. - A ja jak pewnie wiecie mam na imię Ludmiła, ale możecie mówić mi Ludmi albo Lu, bo tak woła na mnie moja paczka.
-Masz tu dużo przyjaciół? - pytam Lu szczerze zainteresowana.
-Tak, dość dużo. - odpowiada dziewczyna. - Zaraz.... - po chwili namysłu dodaje - Mam 7 najlepszych znajomych, z którymi spędzam czas. Jeśli chcecie, mogę was z nimi zapoznać.
-Naprawdę mogłabyś? - pyta Fede.
-Oczywiście.
Jeszcze chwilę rozmawiamy, później Ludmi prowadzi nas do naszych sypialni. Są na piętrze. Moja ma ściany pomalowane na brzoskwiniowo - super, to mój ulubiony kolor - a na drewnianej podłodze leży puszysty, brązowy dywan. Szybko wchodzę do przestronnej garderoby. Rozpakowywuję swoje ubrania i buty do szaf. Porem wracam do pokoju i rzucam się na duże łóżko koloru pomarańczowego. Zerkam na zegarek stojący na szafce nocnej. Jest już 19:26. Nagle słyszę krzyk Ludmiły : KOLACJA!!! Schodzę z wygodnego posłania i zbiegam na dół. Skręcam w wąski korytarzyk i wchodzę do kuchni, gdzie na stole leży talerzyk z 8 naleśnikami posmarowanymi nutellą. Mniam... Po posiłku wracam do pokoju i włączam komputer. Kilka kliknięć i już jestem na Facebooku. Wchodzę w profil Ludmiły. Status - zajęta > w związku z Diego Hernandez. Liczba znajomych - 294. Wysyłam jeszcze zaproszenie i wyłączam laptop. Spoglądam na zegar - jest 20:19. Idę do łazienki, zmywam makijaż, biorę szybki prysznic i kładę się spać.


*Federico*
Budzę się o godzinie 6:28 w mojej nowej sypialni. Ściany pomalowane są na zielono, pościele mają odcień turkusu. Wchodzę do łazienki, biorę prysznic, następnie ubieram się w jeansy, koszulkę w poziome pasy i sportową marynarkę. Na nogi wkładam adidasy. Podchodzę do lustra, nienagannie układam włosy przy pomocy żelu i wracam do pokoju. Nata pewnie jeszcze śpi, nie wiem jak Ludmi. Podchodzę do drzwi pokoju mojej siostry i pukam. Ku mojemu zdziwieniu Naty wychodzi z sypialni. Ubrana jest w różową sukienkę do kolan i szpilki w podobnym kolorze.
-Już wstałaś? - pytam zdziwiony
-A co myślałeś? - odpowiada pytaniem na pytanie.
Schodzimy na dół do kuchni, sami szykujemy śniadanie, a Lu wciąż nie ma. Wreszcie jednak wpada do pomieszczenia ubrana w szorty i biały crop top, na stopach nosi szare conversy.
-Wybaczcie, ale byłam w sklepie po kawę i ciastka na podwieczorek. A właśnie, chcecie iść ze mną na spotkanie z moją paczką?
-Pewnie. - odpowiadam jednocześnie z Naty.
-To chodźcie.
Wychodzimy z domu na gorący chodnik. Kierujemy się na obrzeża Rzymu. Ludmiła staje przed małą knajpką. Spogląda na nas ostentacyjnie i otwiera drzwi. Dziewczyna kiwa głową i podchodzi do stolika, przy którym siedzi siódemka 20-latków. Niepewnie ruszam za nią, moja siostra depcze mi po piętach.
-Hej, Lu! - krzyczy paczka.
Dziewczyna wita się z przyjaciółmi i gestem zaprasza nas do stołu.
-To jest Naty, a to Federico. - Ludmi przedstawia nas towarzystwu. - A to Violetta, León, Camila, Broduey, Maxi, Diego i Franceska. - macha ręką wskazując poszczególne osoby.
Ja i Naty witamy się po kolei z każdym.
Siadamy przy stoliku i zamawiamy szejki (od autorki: Nie wiem jak to się pisze). Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Jeśli miałbym oceniać, to według mnie najfajniejszym chłopakiem jest León, a dziewczyną - Francesca.
Jakiś czas później Maxi prosi Nat o rozmowę w cztery oczy. Po chwili wracają, moja siostra jest zarumieniona, a chłopak uśmiecha się tajemniczo. Chwilę później Fran, obok której siedzę, puka mnie w ramię.
-Ej, Fede. - szepcze - Możemy umówić się na spotkanie? Jutro o 14:30 w tej kawiarni za lasem, poza miastem.
-Jasne. - mówię, lekko zdziwiony.
-Dzięki. I weź ze sobą Natalię.
Po 2 godzinach - tak, 2 godziach - ja, Lu i Naty żegnamy się z resztą. Idąc do domu, powtarzam siostrze moją rozmowę z Fran. Tak, żeby Ludmiła nie usłyszała, rzecz jasna.
Wchodząc do domu zegar zabrzęczał, pokazując godzinę 12:00.
Szybko wbiegam do mojego pokoju i rzucam na łóżko, zastanawiając się nas intencjami Franceski.
Reszta dnia mija normalnie. Obiad, przeglądanie Facebooka, czytanie książek, słuchanie muzyki, podwieczorek, rysowanie, kolacja, prysznic. Przez cały czas intensywnie myślę o Fran. Już nie tylko o spotkaniu, ale ogólnie o niej. Jest bardzo, ale to bardzo ładna, wiecznie uśmiechnięta, z poczuciem humoru, miła jak nie wiem i do tego wolna. Czy ja się nie zakochałem...? Zastanawiając się nad tym zasypiam.
Budzę się o 10:13. Co??? Jak to??? Pędem wykonuję poranne czynności i zbiegam do kuchni. Dziewczyny siedzą przy stole i jedzą rogaliki.
-Co z tobą, Fede? - pyta Nat. - My jemy już drugie śniadanie!
-Poszedłem spać o 2 nad ranem. -mówię.
-To dużo wyjaśnia. - chichocze Ludmi.
Wlewam do miski mleko i wsypuję płatki kukurydziane. Pałaszuję wszystko w tempie rakiety. Jestem po prostu głodny. Po śniadaniu idę umyć zęby. Patrzę na zegar - jest 11:00. Kurcz, nie wytrzymam do tego spotkania. O co chodzi Francesce? Wzdycham, biorę do ręki telefon i uruchamiam grę <reklama XD> Mars Pop. Gra wciągnęła mnie. Właśnie przed chwilą pokonałem jakąś włoszkę. Hihihi, ciekawe kto to... Nagle z pokoju obok słyszę krzyk. Sekundę później do mojej sypialni wbiega wściekła Naty.
-Jak mogłeś mnie pokonać w Mars Pop? - krzyczy.
-O, to ty jesteś tą włoszką z którą wygrałem? - pytam, chichotając.
-TAK!!!
Natalia podbiega do mojego łóżka, łapie w ręce poduszkę i rzuca ją we mnie. Dostałem prosto w twarz. Zdenerwowany podnoszę ją i z całej siły uderzam w siostrę. Tak zaczyna się wojna na poduszki. Nagle przedmiot wypada z dłoni Nat i strąca zegar. W ostatniej chwili łapię go w ręce niczym superbohater. Patrzę na tarczę rozdzielczą - jest .... 14:26!!! Za 4 minuty powinniśmy być z Fran w kafejce. Mówię o tym siostrze. Natychmiast wybiegamy na korytarz. Przez przypadek wpadam na Ludmiłę.
-Uważaj!!! - krzyczy
Pomagam jej podnieść się z podłogi.
-Czy możemy pożyczyć twój samochód? - pytam.
-Jasne. Zaraz wyprowadzę go z garażu.
I wybiegła z domu. Po chwili wraca.
-Ok, możecie jechać. - mówi
Wsiadam z Naty do auta. Ja prowadzę. Przyspieszam do 100 kilometrów na godzinę. Mamy jeszcze minutę. Najwyżej się spóźnimy. Trudno. Trochę zwalniam. Nagle na drogę wbiega jakiś pies. Wciskam pedał hamulca, lecz... samochód nadal jedzie. Przewody hamulcowe zostały zerwane. Kompletnie nie panuję nad pojazdem, auto zaczyna jechać slalomem. Naty krzyczy, ale ja nie mogę nic zrobić. Widzę, jak skręcamy w bok. Samochód z dużą prędkością uderzył w drzewo. Ja sam pacnąłem głową o kierownicę i straciłem przytomność.


CZĘŚĆ 2 POJAWI SIĘ JUTRO!!!











































czwartek, 6 sierpnia 2015

Nowa zakładka

Uwaga, kochani!
Pojawiła się nowa zakładka <Zamówienia>
Można tam zgłaszać swoje zamówienia na OneShoty.


Zapraszam serdecznie!


Ps. 1
Mamy nowy wygląd bloga


Ps. 2
Dziś lub jutro pojawi się OneShot o Fedecesce z okazji 350 wyświetleń bloga.


Besos
Patty

środa, 5 sierpnia 2015

Opowiadanie "Czemu..." EPILOG

Co działo się później?




Violetta i Camila zerwały kontakt z Leònem. Mimo że jeszcze kilka razy chłopak próbował uprzykrzyć dziewczyną życie, ich przyjaciele zawsze im pomogli.


-Leòn, puść mnie!! - krzyczała Violetta szarpiąc się ze swoim byłym chłopakiem.
-Chyba żartujesz! Myślisz że po tym co zrobiłaś, zostawię cię w spokoju?? O nie! - warknął
-Ani ja ani Camila nie zrobiłyśmy nic złego!
-Nic złego? A kto naskarżył na mnie dyrektorowi? A kto powiedział wszystkim że jestem wrednym potworem bez uczuć?
-Bo nim jesteś. - szepnęła Vilu
-Co powiedziałaś?!?!?! - krzyknął Leòn
-Powiedziałam że jesteś okropny i bez skrupułów. Starający się żeby mieć wszystko dla siebie i gardzący innymi. Wykorzystujący nieśmiałe osoby do własnych głupich potrzeb.
-Pożałujesz tego! - zawył chłopak i podniósł rękę aby uderzyć Violę.
-Zostaw ją!!
Nagle przy Violetcie znaleźli się jej przyjaciele. Ludmiła, Naty, Cami i Fran odsunęły ją na kilka metrów, a Fede, Maxi i Diego ( tak - Diego, który postanowił zmienić się ) zasłonili Vilu i spojrzeli zaczepnie na zaskoczonego Leòna.
-Zostaw Violettę w spokoju bo pożałujesz. - warknął Maxi.
Leòn rzucił całej grupce wściekłe spojrzenie i odszedł.
-Spokojnie, Vils, jesteś już bezpieczna. - szeptały do niej dziewczyny.








A jak szły sprawy miłosne?






Natalia i Maxi pielęgnowali swój związek. Chłopak miesiąc po imprezie urodzinowej Naty i Fran przygotował kolację dla niego i ukochanej. Parę razy para kłóciła się, ale tak szybko jak znajdowali powód waśni, tak szybko się godzili.






Fran, która zazdrośnie patrzyła na związki swoich przyjaciół postanowiła poszukać miłości na portalu. Poznała wspaniałego chłopaka z którym umówiła się na randkę. Jakie było jej zaskoczenie kiedy w restauracji ujrzała... Diego! Chłopak tydzień wcześniej dołączył do jej paczki i zmienił się. Naprawdę Diego i Franceska polubili się tego dnia i coś między nimi zaiskrzyło. Po udanej randce zostali parą. Bardzo się kochali.






Camila stała się bardziej pewna siebie. Na karaoke, na które poszła cała paczka, dziewczyna poznała przystojnego brazylijskiego DJ-a o imieniu Broduey i z wzajemnością się zakochała.






Violetta, już uwolniona od Leòna poznała przez przypadek Hiszpana - Tomasa. Dziewczyna od razu znalazła z nim wspólny język. Parę dni później zostali parą. Vilu pogodziła się również ze swoim tatą.






Federico i Ludmi byli nierozłączni. Kochali się najmocniej na świecie. Mimo problemów i kłótni, nie widzieli świata poza swoją drugą połówką.








Można by pomyśleć, że ich życie było sielanką. Po prostu raj na ziemi. Lecz jedno wydarzenie zburzyło ich szczęście.




Cała paczka spędzała wspólnie czas w Resto Band. Pili koktajle, jedli ciasta, rozmawiali i śmieli się.
-A gdzie Vils? - spytała nagle Ludmiła
-Nie mam pojęcia. - odparła zaniepokojona Camila
Rozejrzeli się jakby mieli nadzieję że Violetta wyskoczy zza stolika. Jednak nic takiego się nie stało. W pewnym momencie dziewczyna wbiegła do budynku. Jej twarz była mokra od łez.
-Co się stało? - spytała Natalia
-Jestem chora. - szepnęła Viola - śmiertelnie chora.
Zapadła cisza.
-Lekarze dają mi 50% szans na przeżycie.
-Kochanie, co ty mówisz? - szepnął Tomas i przytulił mnie.
-Umrę. Na pewno umrę. Mam zespół neuroleptyczny. Rozumiesz co to znaczy? Że umrę. - powiedziała Vilu. - Śmiertelność wynosi od 5 do 20% a ja na pewno jestem w tej grupie.








2 lata później cała paczka zebrała się na pogrzebie. Wszyscy płakali. Dlaczego to się stało?
Violetta przez cały czas zmagała się z chorobą. Leżała w szpitalu, gdzie przyjaciele odwiedzali ją. Tydzień temu paczka jak zwykle przybyła pod budynek i skierowała do sali nr. 7. Kiedy grupka weszła do pokoju, nikogo tam nie było. Łóżko było puste. Skierowali się do jej lekarza przełożonego. Okazało się że doktor nic nie wie by pacjentkę wypisano ze szpitala. Przeszukano cały budynek. Vils nie było. Lekarz powiadomił ojca dziewczyny - Germana Castillo. Mężczyzna poszedł ze sprawą na policję. Dwa dni później na komisariacie paczce oznajmiono, że ciało Violetty wyłowiono w pobliskiej rzece. Ich przyjaciółka popełniła samobójstwo.
Tata Violi przez cały pogrzeb klęczał na ziemi. Ludmiła podtrzymywała płaczącą Cami która nie mogła uwierzyć w śmierć najbliższej przyjaciółki. Reszta paczki jak wszyscy ubrana na czarno wtulała się w siebie. Po ceremonii pogrzebowej nastolatkowie poszli złożyć kondolencje panu Germanowi. Później wszyscy pomodlili się za Violettę i rozeszli do domów wciąż płacząc.


Tak jak kiedyś Ludmiła usiadła przy oknie rozmyślając. Tylko że teraz towarzyszył jej ukochany chłopak. Zastanawiała się, pewnie tak jak wszyscy...
"Czemu świat jest taki bezwzględny? CZEMU?"







czwartek, 30 lipca 2015

Opowiadanie "Czemu..." rozdział 8

*Violetta*
Poczułam ukłucie, jakby jakiś niewidzialny odłamek szkła wbił się w moje serce. Nikt nie zadał mi tego pytania. Nikt nie potrafił zrozumieć mojego zachowania. Z moich oczu popłynęły.
-Ty tego nie rozumiesz. - szepnęłam.
- To mi wytłumacz. - powiedziała cicho Ludmiła
Westchnęłam. Nie miałam siły ani odwagi opowiedzieć jej co stało się dwanaście lat temu. Jednak dziewczyna nalegała.
-No więc tak... - zaczęłam opowieść. - Dwanaście lat temu byłam zwykłą małą dziewczynką. Miałam kochających rodziców - tata był biznesmenem, a mama słynną piosenkarką - Marią Saramego. Pewnego słonecznego dnia ja i mama poszłyśmy na plac zabaw. Kiedy huśtałam się na huśtawce, do mamy podeszło dwóch mężczyzn w czarnych płaszczach. Zaczęli z nią rozmawiać. Podbiegłam do niej szybko, a ona przytuliła mnie i mruknęła coś po cichu do wyższego z rozmówców. On kiwnął głową i wraz ze swoim towarzyszem odszedł w stronę centrum. Spytałam się mamy, kim byli ci panowie, lecz ona wymigała się od odpowiedzi. Kiedy wchodziła do autobusu, nagle zemdlała. Bardzo się wystraszyłam. Przypadkowi ludzie zawieźli mnie i mamę na pogotowie. Kwadrans później przyjechał mój tata. Podsłuchałam jego rozmowę z lekarzem. Doktor powiedział że mama ma raka płuc. Dodał że nie ma dla niej ratunku i za dwa miesiące umrze. Tak też się stało. Załamałam się kompletnie. Najgorsze było to że tata w ogóle się tym nie przejął. Przez 8 lat wychowywał mnie i stał się zbyt troskliwy, ale nigdy nie widziałam, żeby płakał za mamą albo coś innego. Gdy miałam 13 lat do naszego domu przyjechali ci dwaj mężczyźni z parku. Powiedzieli że mama zanim umarła, zadłużyła się spłatami pożyczek i miała ogromne długi. Jako że teraz nie żyje, to my musimy spłacić raty za nią. To doprowadziło nas do skrajnego bankructwa. Sprzedaliśmy dom i zamieszkaliśmy w małej kawalerce. Tata nadal pracował. Kiedy spłaciliśmy wszystkie długi, zostaliśmy z niczym. Zaczęłam wtedy kraść i wyłudzać od małych dzieci pieniądze. Z czasem tata został mianowany szefem działu marketingu w firmie w której pracował. Zarabiał coraz więcej dlatego wygrzebaliśmy się z biedy. Znowu staliśmy się milionerami. W moje 14 urodziny zamieszkaliśmy w naszej dawnej willi. Nareszcie nie byłam biedną dziewczyną tylko bogatą nastolatką. Przez te długi tata znienawidził mamę. Wyrzucił wszystkie pamiątki po niej, ledwo uchroniłam kilka z nich. Doprowadzał mnie do szału swoimi krzykami. Postanowiłam stać się tak nieznośna jak on. Zaczęłam ubierać się wyzywająco, nakładałam na twarz i skórę tony kosmetyków, flirtowałam z chłopakami. Opuściłam się w nauce. Wyrzucili mnie z gimnazjum. Przez rok w ogóle nie chodziłam do szkoły. Ojciec denerwował się strasznie. Chciał wyrzucić mnie z domu, ale tego nie zrobił. Postanowił zapisać mnie do Studio. Poszłam na przesłuchania i dostałam się. Pierwszego dnia spotkałam Leòna. Był to przystojny chłopak który był okropnie zarozumiały. Zakochaliśmy się w sobie. Zostaliśmy parą. Później poznałam Camilę. Nieśmiała dziewczyna od razu przykuła moją uwagę. Najpierw zaprzyjaźniłyśmy się. Chciałam zerwać z maską złośnicy, lecz Leòn miał na mnie zły wpływ. Krzyczał na Cami i na mnie. Później swoim zachowaniem sprawił że Camila została naszą służącą. Kiedy chciałam przestać być " tą złą " pobił mnie. Wtedy postanowiłam zerwać z nim i było jeszcze gorzej. Zrezygnowałam. Leòn sprawił że zostałam Supernovą. Kiedy nie chciałam zachowywać się tak jak on mi kazał, krzyczał na mnie, ale nigdy w obecności innych ludzi. Przed wszystkimi ludźmi byliśmy parą zarozumialców. Dzisiaj kazał mi krzyczeć na was na tej imprezie. Nie chciałam tego robić, ale musiałam.


Po tej opowieści rozpłakałam się. Ludmiła przytuliła mnie. Po raz pierwszy od 3 lat ktoś to zrobił.
-Dużo przeżyłaś. - szepnęła dziewczyna - Jeśli chcesz mogę ci pomóc oderwać się od Leòna.
-Naprawdę? - nie mogłam w to uwierzyć.
-Tak, tobie i Camili.
-Dziękuję. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej.
-Nie ma za co. - odwzajemniła go.
Ludmiła wstała.
-Chodź. Wracajmy do Resto Band.




*Ludmiła*
Vilu wstała i ruszyła za mną. Nie wiedziałam że tak wiele przeżyła. Kiedy weszłyśmy na salę, podbiegł do nas Leòn.
-Violu, kochanie, co tak długo? Po co marnować czas na jakieś beztalencie? - spojrzał na mnie zgorszony.
Dziewczyna zrobiła hardą minę i spojrzała Leònowi prosto w oczy.
- Ludmiła nie jest beztalenciem. - warknęła.
Rozejrzałam się dyskretnie wokoło. Wszyscy słuchali uważnie rozmowy z wymalowanym na twarzy zdumieniem.
-Słucham??? - krzyknął Leòn. - Co powiedziałaś???
-To co słyszałeś. - powiedziałam
Violetta przełknęła ślinę.
-Nie mam zamiaru dalej być twoją marionetką.
-Coooo?????
-Nie mam zamiaru dalej słuchać twoich rozkazów i narzekań.
-Więc zostaw ją i Camilę w spokoju. - powiedziałam.
Leòn miał minę, jakby ktoś go uderzył.
-A ty co się wtrącasz? - warknął na mnie
-Vilu wszystko mi opowiedziała. O tobie. - odrzekłam. - Jak traktowałeś ją i Cami, jak kazałeś jej być wielką Supernovą, jak ją kontrolowałeś i biłeś.
- Nie mam już siły być z tobą i słuchać się ciebie jak niewolnik. Z nami koniec. Nie próbuj też znęcać się nad Cami. - wyrzuciła z siebie Violetta.
Przytuliłam ją i odeszłyśmy razem w stronę moich przyjaciół.




*Franceska*
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Violetta postawiła się Leonowi.
Ludmi i Violetta podeszły do mnie, Naty, Maxiego i Federico.
"Była Supernova" nie patrzyła na nas tylko na czubki swoich czerwonych trampek. Ludmiła uśmiechnęła się do niej zachęcającą i po krótce opowiedziała historię Violi. Kiedy skończyła o mało nie padłam.




*Violetta*
Ludmi w skrócie opowiedziała moją historię paczce. Wszyscy mieli miny, jakby przed chwilą przeszło tornado. Rozejrzałam się szukając wzrokiem Camili. Ujrzałam ją przy stole. Zawołałam ją. Dziewczyna zlękniona podeszła do naszej grupki. Teraz po raz drugi poznawałyśmy kolejne osoby ze Studio. Każda wybaczyła nam nasze błędy. Zaprzyjaźniałyśmy się z innymi.




&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&@&&&&&@&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&#############&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&


Tragedia!!!
No ale cóż...


Hej wam.!
Oto ostatni rozdział opowiadania.
Trochę dramatyczny.
Jutro epilog!!!!!!
I koniec...
A później oneshoty.
Papapa!


Patty





środa, 29 lipca 2015

!!!!!!!¡¡¡¡¡!!!!!!!¡¡¡¡¡

Kochani. Jest malutki problem o którym muszę wam powiedzieć. Otóż blogger nie wiem dlaczego, uciął mi fragment 7 rozdziału. Ja nie mam już siły pisać go po raz drugi. Więc oto mały skrót tego co opisałam:
- Fede i Ludmi zostają parą
- Jest impreza urodzinowa Fran i Naty
- Podczas urodzinowego karaoke
a) Fran, Naty i Lu śpiewają "A mi lado"
b) Diego śpiewa "Voy por ti" dla Ludmiły
c) Naty i Maxi zostają parą
- Jest kłótnia Diega, Lu i Fede.
- Nagle na imprezę wchodzą nie zaproszeni goście: Violetta, Leòn i Cami.
- Violetta się wywyższa.
a) kłótnia Vilu, Fran i Naty.
b) Ludmiła prosi Violę o rozmowę w cztery oczy
- Lu pyta się Vilu, czemu jest taka zarozumiała.


Koniec rozdziału! :)


Notka: WAŻNE
Będzie jeszcze jeden rozdział opowiadania i epilog.... :)




Besos
Patty

czwartek, 23 lipca 2015

Opowiadanie "Czemu..." rozdział 6 + ważna notatka

*Federico*
-Mamo, możesz mi coś wytłumaczyć?- powiedziałem
-Co się stało synku?
-Przypadkowo znalazłem album fotograficzny mojej koleżanki Ludmiły i są w nim takie same zdjęcia jak w moim albumie. O co tu chodzi?
-Ludmiła? Chodzi Ci o Ludmiłę Ferro?
-Tak, a co? - spytałem
-Naprawdę nie pamiętasz kim ona była?
-Była?- zdziwiłem się. - Jak to była? - Nie wiedziałem o co jej chodzi. Przecież Ludmiłę poznałem kilka dni temu.
-Naprawdę nie pamiętasz swojej przyjaciółki z dzieciństwa?
-Przyjaciółki z dzieciństwa?- wykrzyknąłem - To ja już wcześniej ją znałem?!
-Tak. -odrzekła moja matka - Jako dzieci byliście nierozłączni. Razem się bawiliście i spędzaliście czas. Lecz kiedy mieliście po 8 lat, ty, ja i twój ojciec wróciliśmy do Włoch. I wtedy wasz kontakt się urwał. A 2 lata temu wróciliśmy do Buenos Aires ale nie sądziłam że rodzina Ferro jeszcze tu mieszka, bo miała przeprowadzić się do Nowego Yorku.


Po tej opowieści w mojej głowie pojawił się mętlik. Czyli tak naprawdę ja i Ludmiła się znaliśmy, ale ja przez upływa czasu o tym zapomniałem. Hmmmm.... Ciekawe czy Lu o tym wie. O tym że się wcześniej znaliśmy. Ciekawe...
-Mamo, a gdzie oni teraz mieszkają? - zapytałem
-Jeśli się nie mylę, to
I wytłumaczyła mi jak dojść do ich domu.
Szybko wbiegłem do mojego pokoju i złapałem album oraz pamiętnik. Wyleciałem z domu jak torpeda i "poleciałem" na wskazaną ulicę. Na szczęście po 5 minutach biegu znalazłem się przed małym zielonym domkiem. A ten dom obok to..... To mój były dom!!!!! Ale teraz już ktoś w nim mieszka. Trudno. Podszedłem do drzwi wejściowych i zapukałem. Otworzyła mi wysoka kobieta o długich blond włosach. To pewnie Ludmiły.
-Dzień dobry! Czy pani Ferro? - powiedziałem nonszalancko.
-Tak, a kim pan jest?
-Jestem Federico Renzo.
-Renzo? To ty mieszkałeś tutaj- wskazała na sąsiedni dom - kilka lat temu z rodzicami?
-Owszem. Czy jest Ludmiła? Bo chciałbym z nią porozmawiać.
-Tak, moja siostrzenica jest. Jestem jej ciotką. Już ją wołam. - Odwróciła się w stronę schodów. - Ludmiłaaaa!- krzyknęła - Ktoś do Ciebie!!!!
Zaprosiła mnie gestem do środka.
Kilka sekund później po schodach zeszła Ludmi. Wyglądała przepięknie w brzoskwiniowej sukience i dopasowanych do niej butów na koturnie.
-Fede? Co ty tu robisz? - zapytała zaskoczona
-Chciałbym z tobą porozmawiać.
-Więc chodźmy do mojego pokoju.
Poszedłem za nią do różowego pokoju na końcu korytarza.
-To chyba twoje. - powiedziałem i nieśmiało wręczyłem jej pamiętnik i album.
-Och tak, szukałam ich. Aleeee.... Nie czytałeś go? - wskazała szybko głową na sekretnik.
-Nie, skąd.
-To dobrze. A właśnie. Przez przypadek album spadł na ziemię i wyleciało z niego jedno zdjęcie. I okazało się że ja w swoim albumie mam takie samo i spytałem o to swoją matkę i.....
- I okazało się że w przeszłości byliśmy przyjaciółmi? -odpowiedziała Ludmiła
-Tak.
Dziewczyna zakłopotana zerknęła w dół. Podążyłem za jej wzrokiem. Na jej szyi wisiał naszyjnik z napisem L&F.
Wskazałem na niego ręką.
-To ten naszyjnik który ci dałem przed wyjazdem?
-Tak.
Powróciły moje wspomnienia. Dałem jej naszyjnik i coś jeszcze? Aaa.. Dziennik w którym mogła sobie zapisywać różne rzeczy.
-A gdzie jest dziennik który ci dałem?
Lu znowu spojrzała zakłopotana w dół.
-Jak miałam 13 lat to się wykurzyłam że nie piszesz ani nie dzwonisz i... i.... i go podarłam.
Zapadła niezręczna cisza. Nagle Ludmiła wyjęła z albumu zdjęcie przedstawiające ją zdmuchującą świeczki na torcie w jej 8 urodziny.
-Wiesz co sobie wtedy pomyślałam? Że chcę aby moja i twoja rodzina była razem na zawsze. A jak miałam z 14 lat to sobie pomyślałam że chcę abyś wrócił do BA bo... bo... bo...
-No wyduś to z siebie. - szepnąłem zachęcająco.
-Bo się w tobie zakochałam.- powiedziała.




*Ludmiła*
Kiedy to powiedziałam znów zapadła cisza.
Patrzyłam na reakcję Fede. On jednak nic nie mówił. Zaczęłam się denerwować że mnie wyśmieje.
-Wiesz co? - spytał nagle. - Ja też muszę coś ci powiedzieć.
-Co?
-Ja też się w tobie zakochałem.
Zaskoczył mnie tym zdaniem ale nie mogłam nic powiedzieć bo Federico zbliżył się do mnie i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.






****************
Hej, hej, hej! To znowu ja! Wchodzę z rozdziałem nr. 6. I co o nim sądzicie?


Mam dla was wiadomość. Najprawdopodobniej opowiadanie "Czemu..." będzie miało 7 rozdziałów i opublikuję epilog. Wiem że to opowiadanie będzie bardzo krótkie, ale tak to jest, jak ktoś nie ma weny. Za to później napiszę trochę OneShot'ów a później znowu rozkręcę jakieś opowiadanie.









Hej! Przepraszam!

Witajcie!
Chciałabym was ogromnie przeprosić. Za mój brak aktywności na blogu. Ale miałam swoje powody. Byłam na obozie w miejscu gdzie nie ma Wi-Fi. Nie mogłam pisać postów. Dopiero wczoraj o 17 wróciłam, a mama kazała mi się rozpakować i powiedziała że Internetu będę używać od jutra - czyli od 23 lipca. Więc jeszcze dziś będzie rozdział. :)

wtorek, 30 czerwca 2015

Opowiadanie "Czemu..." rozdział 5

*Ludmiła*
Kiedy założyłam naszyjnik, poczułam przemożną ochotę pobiegnięcia do Fede i powiedzenia mu o naszej przeszłości. Jednak nie zrobiłam tego. Dlaczego? Bo nie byłam pewna jak Federico zareaguje na tą wiadomość. Postanowiłam sobie, że powiem mu o tym w odpowiednim czasie. Była godz. 22, więc poszłam spać.






-Rano-
Obudził mnie dźwięk budzika. Zeskoczyłam z łóżka trochę zbyt szybko, więc zatoczyłam się i przytrzymałam komody. Pobiegłam do łazienki, wykonałam poranną toaletę i ubrałam w białą damską koszulę w kratkę, błękitne jeansy oraz lawendowe trampki. Do tego kolczyki w kształcie niebieskich chmurek. Na usta nałożyłam czerwoną szminkę. Do torby włożyłam mój pamiętnik, dzięki któremu przypomniałam sobie przeszłość oraz album. Szybko wybiegłam do Studio.


*Franceska*
Za 5 minut zaczynają się lekcje a Ludmi wciąż nie ma. Zaczynam się niecierpliwić. Nagle dziewczyna wbiega do szkoły.
-Sorry że tak późno przyszłam. - wysapała
-Nic się nie stało. Chodźmy na lekcję tańca bo Gregorio się wścieknie.
Przyznała mi rację i pobiegłyśmy na salę. Nagle Lu rozejrzała się.
-A gdzie Naty? - spytała
-Naty? - posiedziałam zdziwiona. - Aaaaa, Naty miała gorączkę.
-Aha. - mruknęła Lu.
Do klasy wbiegł nauczyciel. Uśmiechał się zawadiacko.
-Dyrektor kazał zgromadzić się w audytoriom.
Ruszyliśmy w tamtą stronę. Pablo stał na środku auli.
-Dzieciaki, mam ważną wiadomość. Za tydzień do Studio przyjedzie specjalna komisja, która wybiera w Argentynie najlepszą szkołę muzyczną. Szkoła która wygra, wystąpi w show transmitowanym przez telewizję. Także dajcie z siebie wszystko, bo jest o co walczyć.
Zaczęliśmy szeptać między sobą. Pablo nie mógł nam już nic wyjaśnić i dał za wygraną. Wróciliśmy na lekcję. Gregorio pokazał nam nową choreografię, którą musieliśmy zatańczyć na następnej lekcji która była........ Jutro! Czy on uważa że w jeden dzień nauczymy się wszystkich kroków? No ale cóż... trzeba spróbować. Kiedy zadzwonił dzwonek wszyscy jak torpedy wylecieli z klasy. Ja i Lu skierowałyśmy się w stronę sali z instrumentami, bo chciałyśmy zaśpiewać nową piosenkę skomponowaną przeze mnie. Nosiła tytuł "Junto a ti". Zaczęłam grać na pianinie a Ludmiła na gitarze i śpiewałyśmy:
Hoy contigo estoy mejor, si todo sale mal lo puedo encaminar y estan mejor
Me puedes escuchar y decir no, no, no. [...]


Wyszło nam świetnie! Nagle w drzwiach ujrzałam Federico, który najwyraźniej się nam przysłuchiwał.
-Och, hej Fede! - powiedziała.
-Cześć! - odrzekł - Ta piosenka jest genialna!
-Dzięki.
Ludmiła nic nie mówiła i przypatrywała się Federico z niezrozumiałą przeze mnie miną.
-Ojej, za minutę zaczyna się lekcja śpiewu! - wykrzyknęła z przestrachem.
-O matko! Chodźmy już. - powiedziałam i wspólnie pobiegliśmy do klasy.
Angie jeszcze nie było. Ja i Ludmi usiadłyśmy w ławce. Zerknęłam na przyjaciółkę.


*Ludmiła*
Fran przypatrywała mi się uważnie.
-O co chodzi? - spytałam.
-Nic, nic. - odrzekła ale nadal mi się przyglądała.
Ponieważ te zajęcia były naszą ostatnią lekcją, wyszłyśmy po dzwonku na dwór. Na murku siedział samotnie Federico. Zrobiło mi się trochę smutno, ale nic nie powiedziałam. Ruszyłyśmy w stronę centrum miasta w celu udania się do nowego sklepu z markowymi ciuchami.


*Federico*
Siedziałem na murku przed szkołą. Ujrzałem Franceskę i Ludmiłę wychodzące z budynku. Dziewczyny ruszyły w stronę miasta. Nagle z torebki blondynki wypadły jakieś dwie książki. Ludmi nie zauważyła ich. Podbiegłem i wziąłem książki do ręki. Okazało się, że to pamiętnik i album ze zdjęciami. Album przez uderzenie w ziemię otworzył się. Podmuch wiatru przekartkował go. Podniosłem jakąś zbłąkaną fotografię. Przedstawiała jakąś dziewczynkę - poznałem w niej Ludmiłę - ubraną w różową sukienkę. U jej boku stał wysoki brązowowłosy chłopczyk. Te zdjęcie już gdzieś widziałem. Zaraz....... przecież to ja! Tylko co ja robię obok Ludmiły. Postanowiłem że spytam się matki, o co chodzi. Spakowałem pamiętnik i album Ludmiły do plecaka i pobiegłem do domu.


*Ludmiła*
Chodziłyśmy po centrum handlowym obładowane ciuchami, butami i dodatkami. Postanowiłyśmy że skręcimy do małej kawiarenki i zjemy szarlotkę. Siadając przy stoliku, odtworzyłam torbę w poszukiwaniu albumu, który chciałam pokazać Fran. Ale go nie było! Tak samo zresztą jak pamiętnika. O matko! Co ja teraz zrobię?
-Nie martw się. - pocieszyła mnie Franceska. - Pewnie jutro w szkole ktoś Ci je przyniesie, bo powie że je znalazł.
Zjadłyśmy ciasto i poszłyśmy do domów.


*Federico*
Wbiegłem do domu. Matki jak na złość nie było. Wleciałem do pokoju i otworzyłem szafkę. Wyjąłem mój album i album Ludmiły. Porównałem je i większość zdjęć była taka sama. O co chodzi? Usłyszałem szczęk kluczy w zamku. Zbiegłem na dół. Matka weszła do kuchni i postawiła na stole torby z zakupami.
-Mamo, możesz mi coś wytłumaczyć?















niedziela, 28 czerwca 2015

Opowiadanie "Czemu..." rozdział 4

*Ludmiła*
Wreszcie przy dacie 12 czerwca 2005 roku - miałam wtedy 8 urodziny - znalazłam coś co mnie zainteresowało. Było mnóstwo moich zdjęć zrobionych przez mamę i tatę. Powolutku je przeglądałam. Nagle na jednej z fotografii zobaczyłam siebie - ubraną w różową sukieneczkę i białe pantofelki, z blond włosami związanymi w dwa cienkie warkocze. Obok mnie stał wysoki brązowowłosy chłopczyk o czekoladowych oczach, uśmiechający się do obiektywu. Wydawał się znajomy. Zaraz............... Przecież to Federico! Nie mogłam w to uwierzyć. Czyli jednak miałam dobre przeczucie, już wcześniej się znaliśmy. ..... I chyba bardzo lubiliśmy.... - pomyślałam. Na kolejnej fotce ja i Fede przytulaliśmy się do siebie. Kolejne zdjęcie - zdmuchiwałam świeczki na ogromnym torcie ozdobionym serduszkami i gwiazdkami. Powróciły wspomnienia. Zdjęcia z urodzin skończyły się. Teraz fotografie przedstawiały mnie, nieco starszą - ubraną w fioletową sukienkę z mnóstwem falbanek. I obok mnie stał nikt inny jak Federico. To my chyba byliśmy przyjaciółmi... Kolejne zdjęcia też były ze mną i Fede. Chyba w albumie już nic ważnego nie znajdę. Czas na pamiętnik. Otworzyłam go na dacie 12 czerwca 2005r. Oto wpis:


Kochany pamiętniku!
Dzisiaj obudziłam się w świetnym nastroju. To moje urodziny!!! Mam już 8 lat!!! Nie mogę się doczekać prezentów. Zbiegłam na dół do kuchni. Było ciemno. Nagle światła zabłysły i ujrzałam moją mamusię, tatusia, dziadka i babcię oraz Fede i jego rodziców. Na stole stał ogromny tort z ośmioma świeczkami. Bardzo się ucieszyłam. Mamusia powiedziała że za godzinę rozpocznie się moja impreza urodzinowa. Ona i mama Fede zaprowadziły mnie do pokoju rodziców gdzie na łóżku leżała prześliczna sukieneczka i pantofelki przygotowane dla mnie. Ubrałam się w nie, a mama zaplotła mi dwa warkoczyki. Potem zaczęła się impreza. Najpierw zdmuchnęłam świeczki z tortu i pomyślałam życzenie. A nie zgadniesz jakie to było. Pomyślałam: 'Chcę żebyśmy byli wszyscy rodziną, to znaczy moja rodzina i rodzina Fede. Żebyśmy razem mieszkali i nigdy nie rozstali.' Później ja i Fede zaśpiewaliśmy piękna piosenkę, którą napisała mamusia. Opowiadała o dwójce przyjaciół. Kiedy skończyliśmy występ wszyscy goście - a było ich dużo - zaczęli klaskać, a niektórzy aż się popłakali. Później były tańce i zabawy. Wieczorem wszyscy goście się rozeszli. Został tylko Fede. Jego rodzice chcieli aby wrócił do domu ale przecież byliśmy sąsiadami i Fede się nie zgubi. Poszliśmy do mojego pokoju i oglądaliśmy zdjęcia. Niestety po godzinie Fede wrócił do domu. Ale to nic. Jutro z rana pójdę do niego i będę się z nim bawiła przez cały dzień.
Trochę się rozpisałam pamiętniczku, ale chyba się nie pogniewasz? Do jutra. Papa.


Uśmiechnęłam się do wspomnień sprzed 10 lat. Przekręciłam trochę kartek i stanęłam na dacie 26 września. Oto wpis:


Kochany pamiętniczku!
To najgorszy dzień mojego życia! Dziś Fede nie przyszedł do mnie rano, choć mieliśmy się pobawić. Około 15 godziny wreszcie zadzwonił dzwonek. Pobiegłam do drzwi w podskokach. Stał tam Fede. Nie uśmiechał się. W ręku trzymał pudełko. Wszedł do środka a później do pokoju. Ponurym głosem wyszeptał: Wyjeżdżam do Włoch dziś o 18.
Kiedy to usłyszałam powoli usiadłam na łóżku. Fede przysiadł obok mnie.
-Rodzice chcą żebyśmy wrócili do Włoch, bo chcą tam jakąś firmę zbudować.
Rozpłakałam się. Fede przytulił mnie i wcisnął do ręki pudełko. Otworzyłam je. W środku był notatnik z różową okładką oraz prześliczny srebrny naszyjnik z napisem L&F. Szybko go założyłam. Fede jeszcze raz mocno mnie przytulił i wyszedł z pokoju. I już go nie zobaczyłam.
Do jutra, pamiętniczku.


Słowa które przeczytałam wstrząsnęły mną. Zamyśliłam się. Gdzie mam te rzeczy od Fede. Skupiłam mocno umysł w celu przypomnienia sobie wspomnień z dzieciństwa. ........
Już mam.....


13 letnia blondynka siedzi w pokoju. Płacze. Łzy płyną nieprzerwanym potokiem. To już 5 lat odkąd ON wyjechał. Nie napisał do niej, nie zadzwonił ani razu. Jej serce rozpadało się latami na małe kawałeczki. Wyjmuje z szuflady różowy notatnik, otwiera go i drze kolejne kartki. Zdejmuje z szyi srebrny naszyjnik i wrzuca go na dno szafy. Płacze. Jej serce pęka.


Szybko podbiegłam do różowej szafy i otworzyłam ją. Na jej dnie leży pamiętny naszyjnik. Wyjęłam go i założyłam. Już nigdy go nie zdejmę...




*********
kolejny rozdział
jest jedno wspomnienie Lud i dwa wpisy z jej pamiętnika.
wpisy Ludmiła pisała w wieku 8 lat przez co trochę dziwnie się to czyta







sobota, 27 czerwca 2015

Opowiadanie "Czemu..." rozdział 3

Mam nagły przypływ weny, więc rozdział macie jeszcze dziś.






*Federico*
Trzymałem w ramionach Ludmiłę. Nasze twarze dzieliły milimetry. Teraz zrozumiałem, że rzeczywiście ją kocham. Kocham całym sercem. Nagle blondynka odsunęła się ode mnie.
- Dziękuję że mnie złapałeś. Inaczej bym się przewróciła.- powiedziała zarumieniona.
-Nie ma za co. - odparłem z uśmiechem. - Ty pewnie jesteś Ludmiła, mam rację?
-Tak, a ty to pewnie Federico?
-Skąd wiesz?- spytałem zaskoczony.
-Mówiły mi o tobie Franceska i Natalia.- odparła swoim pięknym głosikiem.
Boże ja kiedyś zabiję Fran i Naty... - pomyślałem.
-Ah, te dziewczyny... Fran to jeszcze można przeżyć, ale Naty?
Ludmiła zachichotała.
-Masz rację. - uśmiechnęła się. Kiedy to robi, w jej policzkach robią się urocze dołeczki. - Ona zaraża entuzjazmem.


*Ludmiła*
Rozmawiałam z Federico o błahostkach. Nic ważnego. Znowu poczułam tą dziwną więź. Jakbym znała go od urodzenia. Ale było coś jeszcze. Miłość. Nie mam odwagi powiedzieć 'Kocham cię' .
Oto powody:
a) jest za wcześnie (czytaj: znamy się za krótko)
b) nie wiem co on do mnie czuje
c) jestem nieśmiałą szarą myszką
Biorąc pod uwagę te punkty postanowiłam że nie przyznam się że się w nim zakochałam.
Było już późno więc zaczęliśmy wychodzić ze Studio.
-Do zobaczenia, Ludmiło.
-Do jutra!
Na pożegnanie zebrałam w sobie resztki odwagi i ...... pocałowałam go!!!!!
Ale tylko w policzek ty. XD


*Federico*
Nie mogę w uwierzyć! Pocałowała mnie w policzek i uciekła w stronę domu! Czyli może też coś do mnie czuje??? Już sam nie wiem... Mam pomysł. Nie będę pokazywał po sobie co do niej czuję i z biegiem czasu zobaczymy co się wydarzy.
-Halo, ziemia do Fede!!!
Dopiero teraz zauważyłem że przede mną stoi Maxi.
-Oh, hej Maxi, co tam u ciebie?
-Dobrze. Zastanawiam się tylko czy powiedzieć Naty co do niej czuję...
- Aha...
-Co ty taki zamyślony, co? - spytał Maxi
-... Myśleć nie można?
-Można można. A ty się przypadkiem nie zakochałeś?
-Nie... - odpowiedziałem trochę za szybko. - Znaczy już sam nie wiem... Może...
- A kim jest ta szczęściara?
- Ludmiła.




*Maxi*
Kiedy usłyszałem imię Ludmiła nie mogłem uwierzyć. Teraz wszyscy się w niej zakochali??? Znaczy się ja nie, ale wiedziałem jak Diego się na nią gapił na lekcji. Jedna nieśmiała dziewczyna i już takie zamieszanie. Czuję że będzie z tego afera.
-Coooooooo!!!!??? - krzyknąłem.
-No mówię że Ludmiła.
-Ale tak na serio ci się podoba?
-Tak, tak na serio.
-No to ją pilnuj, bo Dominguez też ma na nią oko. Do jutra!
-Papa.


*Ludmiła*
To przeczucie, że skądś go (Fede) już znam, nie daje mi spokoju. Wszedłszy do pokoju, skierowałam się w stronę małej białej komody. Znajdowały się tam książki, albumy ze zdjęciami i pamiętnik. Otworzyłam go na pierwszych zdjęciach. Przeglądałam go powoli. Wreszcie przy dacie 12 czerwca 2005 roku - miałam wtedy 8 urodziny - znalazłam coś co mnie zainteresowało.




************************
Ba dum tssssssssssss!
W takim momencie przerwać to jest dopiero szczyt wszystkiego.
komentujcie!
Besos
/Patty





Opowiadaanie "Czemu..." rozdział 2

*Ludmiła*
Otwierając oczy, na usta cisnęły mi się miliony pytań. Jak przebiegnie moja rozmowa z Federico? Co mam mu powiedzieć?...... Już wiem! Po prostu spróbuję się z nim zaprzyjaźnić i z biegiem czasu wyjdzie, czy się w nim zakochałam.
Trzeba mu jakoś zaimponować, bo przecież nie spojrzy na jakąś dziewczynę która wygląda jak pokraka- bo ja tak wyglądam. Poszłam do łazienki i wykonałam poranną toaletę. Ubrałam się w zwiewną fioletową sukienkę za kolano oraz czarne szpilki (nie było dzisiaj zajęć tanecznych). Założyłam również srebrny naszyjnik z napisem "Love" oraz kolczyki w kształcie fioletowych serduszek. Pomalowałam paznokcie na fioletowo, a usta na różowo. Nie chcę się chwalić, ale wyglądałam bosko! Wzięłam do ręki czarną torebkę i wybiegłam z domu. Idąc po chodniku, przeglądałam Facebook'a. Chciałam poszukać Fede na Fb lecz nie miałam pojęcia, jak ma na nazwisko. Zrezygnowałam więc, schowałam smartfon do torby i przyśpieszyłam kroku, gdyż miałam tylko 3 minuty na dojście do Studio. Szybko weszłam do klasy. Minutę później zadźwięczał dzwonek. Usiadłam w ławce tuż za Fran i Naty. Przywitałam się z nimi. Do sali nadal wchodzili uczniowie. Z dala ujrzałam niską dziewczynę z ombre i o ciemnych oczach, na których widok przeszły mnie ciarki. Przy jej boku szedł wysoki brunet o błękitnych oczach. Tuż za nimi dreptała przestraszona dziewczyna o długich ognistoczerwonych włosach i brązowych oczach. Wydawało mi się, że to jakaś elita i Fran potwierdziła moje przypuszczenia. Przypatrywałam się grupce tylko kilka chwil, bo ktoś inny przykuło moją uwagę. Domyślacie się kto? Tak, to Federico. Wyglądał tak słodko... Nawet nie zwróciłam uwagi na niskiego chłopaka o wyglądzie rapera o brązowych oczach i włosach, który szedł obok Fede.
Wreszcie do sali szybkim krokiem wtarabaniła się Angeles- nauczycielka śpiewu. To otrzeźwiło mnie, i skierowałam na nią wzrok. Oznajmiła ona uczniom, że jest w klasie nowa uczennica. Kazała mi wyjść na środek. Angie przedstawiła mnie, powiedziała że mam ogromny talent i poprosiła abym coś zaśpiewała i zagrała. Wybrałam gitarę. Usiadłam na stołku i zaczęłam śpiewać.


*Federico*
Angie przedstawiła nam nową uczennicę - Ludmiłę. Była to śliczna blondynka o dużych brązowych oczach. Spojrzałem na nią o od razu zrobiło mi się lżej na sercu. Czy to możliwe, żebym się zakochał? W dziewczynie którą pierwszy raz widzę na oczy? Spojrzałem w bok na mojego kumpla Maxi'ego. Maxi to niski brunet o brązowych oczach. Teraz jego oczy były wpatrzone w Ludmiłę. Nie przejmowałem się tym, bo jeszcze rano widziałem jak lampił się na Naty, a później otwarcie przyznał mi się że się w niej zakochał. Rozejrzałem się po klasie i zawiesiłem wzrok na Diego'u. Diego to taki nasz klasowy podrywacz. On też gapił się na Ludmiłę, i to on bardziej mnie wkurzył. Po pierwsze bo wiedziałem że będzie chciał ją poderwać a potem porzucić dla innej. Po drugie bo nie chciałem żeby ją skrzywdził. A po trzecie bo... Zakochałem się w niej?
Angie poprosiła by Ludmiła coś zaśpiewała i zagrała. Dziewczyna wybrała gitarę i zaczęła śpiewać oraz grać. Jej głos był tak cudowny, tak niesamowity... Teraz byłem pewny że coś do niej czuję. Tylko czy to jest miłość? Chyba tak...


*Ludmiła*
Po moim występie cała klasa zaczęła klaskać. Naty wprost szalała ze szczęścia i dumy że ma taką utalentowaną przyjaciółkę. Tylko 3 osoby nie były zadowolone. "Elita" nie klaskała tylko naburmuszona i zazdrosna gapiła się w tablicę. Nagle ta brunetka z ombre przeszyła mnie wściekłym wzrokiem. Szczerze się wystraszyłam. Skierowałam wzrok na chłopców i odkryłam że wszyscy się na mnie gapią. Zarumieniłam się. Przecież nikt nie lubi szarych myszek... Zerknęłam na Fede. Też patrzył na mnie z podziwem i jeszcze z jakimś uczuciem którego nie potrafiłam nazwać. Spojrzałam prosto na niego i zatonęłam w jego czekoladowych oczach. Przez tą krótką ale jakże wspaniałą chwilę patrzyliśmy sobie w oczy i poczułam że znam go od swoich narodzin. Ale przecież pierwszy raz widziałam go dopiero wczoraj. Nie znałam go wcześniej. To skąd ta więź?
Angie podziękowała mi za występ. Zeszłam ze sceny. Usiadłam w ławce. Byłam tak zamyślona, że nie zwracałam uwagi co się dzieje na lekcji. Z ulgą przyjęłam dzwonek. Natychmiast podbiegły do mnie podniecone Fran i Naty.
-Ale masz talent- powiedziały jednocześnie
-Dziękuję. -powiedziałam niepewnie.
-A co to było pod koniec? Co? - spytała Fran
- Ale co? - spojrzałam na nią zdziwiona.
-Widziałam jak Fede patrzył się na ciebie a ty na niego. - odparła
-CZYLI JAK? - krzyknęłam zdenerwowana.
-Jakbyście się w sobie zakochali. -odrzekła Franceska- Muszę lecieć na indywidualne zajęcia z gry na gitarze. Papa.
-Papa. - krzyknęła Naty- Wiesz że ona ma rację?- spytała mnie.
-A ty wiesz że jesteśmy spóźnione na lekcję?
Pognałyśmy do klasy Beto. Na szczęście jego jeszcze nie było. Usiadłam obok Naty.
Po zajęciach wyszłyśmy przed szkołę aby na Fran. Była godz. 15 więc skończyła już lekcję.
- Hej hej hej hej hej, sorry za spóźnienie.
-Nic się nie stało. - warknęła ironicznie Naty
-Oj już się nie złość, przecież przerosiłam. -odparła
Szłyśmy powoli po chodniku.
-Ej dziewczyny, a kim jest ta dziewczyna z ombre, która była na zajęciach z Angie?
-Chodzi ci o Violettę? Taaakk, nie dziwię się że o nią pytasz... Violetta i jej chłopak Leòn- to ten brunet co cały czas łazi obok niej- oraz ta ruda - Camila to taka grupa, ktora myśli że jest najlepsza na świecie. Znaczy się Violetta i Leòn tak myślą, a Camila jest ich "służącą".
-Ok, dzięki.
Przez całą drogę do domu myślałam o Violetcie, Leonie i Camili. Czemu oni tacy są? Zarozumiali, aroganccy? Myślałam o nich i jeszcze o jednej osobie. Myślałam o... tak, o Federico. Właśnie........ Federico!!!! Miałam z nim dzisiaj porozmawiać!!! OMG!!!     
- Co się stało? - spytała Fran.
-Właśnie przypomniało mi się, że nie wzięłam zeszytu ze Studio. -skłamałam gładko- Idźcie już do domu, a ja lecę. Do jutra!
-Papapa!
Pobiegłam do Studia. Na szczęście zobaczyłam na planie lekcji na korytarzu, że Fede miał jeszcze jakieś zajęcia i był w szkole. Chyba że się zwolnił. Oby nie.
Na korytarzu było niewielu uczniów. Szłam powoli, patrząc w zegarek. Nagle poczułam mocne uderzenie w ramię. Spojrzałam w górę i ujrzałam...... Violettę. W oddali stali Leòn i Camila.
- Patrz jak idziesz, kaleko. - warknęła Violetta. Wcale nie była miła.
-Przepraszam, księżniczko. Przecież ty jesteś pępkiem świata i nikt inny się nie liczy. -odparłam
-Nie gadam z takim beztalenciami jak ty.
-Oh, jakże bym zapomniała, przecież ja jestem beztalenciem a ty Supergwiazdą.
-Tak, masz rację. Jestem Supernovą. A ty... ty... ty jesteś... beznadziejnie grasz, a gdy śpiewasz, to strasznie fałszujesz.
-Ah, czyli jednak ze mną gadasz.
-Strasznie jesteś zabawna. Dam ci jedną radę. Nie zadzieraj ze mną bo pożałujesz.
I odeszła.
Zachichotałam pod nosem.
Skierowałam się w stronę wyjścia. W połowie drogi przypomniałam sobie że miałam porozmawiać z Federico. Odwróciłam się. I znowu poczułam uderzenie. To pewnie znowu Violetta. Ta ździra nie da mi spokoju. Zaczęłam przewracać się do tyłu. Nagle ktoś złapał mnie w ramiona. Zwróciłam głowę w stronę swojego wybawcy lub wybawczyni. Osobą która mnie złapała był.......................... Federico! W takiej pozycji nasze twarze dzieliły milimetry.


****************
Ta dammmm
Oto 2 rozdział. Beznadziejny, ale lepsze to niż nic.
Komentujcie! Proszę! To wiele dla mnie znaczy.
/Patty

Opowiadanie "Czemu..." Rozdział 1

*Ludmiła*
Otworzyłam oczy. W całym pokoju było jasno. Przez okno wpadały promienie słońca. Powoli wstałam z łóżka. Zaczęłam się stresować. To mój pierwszy dzień w "Studio On Beat". Pobiegłam więc do łazienki, umyłam zęby. Założyłam biały t-shirt z różowym napisem "Music, Love, Passion", malinową spódniczkę za kolana, białe szpilki oraz srebrny naszyjnik z serduszkiem i nutą. Włosy związałam w koński ogon. Usta pomalowałam na różowo. Podkręciłam rzęsy i gotowe. Do torebki włożyłam telefon, portfel, podręczną kosmetyczkę oraz zeszyt z nutami i ołówek. Wybiegłam z domu. 5 minut później stanęłam przed kolorowym budynkiem Studia. Drzwi były otwarte na oścież. Niepewnie weszłam do mojej szkoły. Wokół stali uczniowie, którzy beztrosko rozmawiali. Na środku korytarza ujrzałam trójkę nastolatków - dwie dziewczyny i chłopaka - którzy niewątpliwie się wywyższali. Westchnęłam. Jednak nie będzie tak kolorowo. Zrobiłam drugi krok. Nagle podbiegły do mnie dwie bardzo podobne do siebie dziewczyny.
-Hej!- zawołała ta z krótkimi kręconymi czarnymi włosami i butelkowozielonymi oczyma. - Jestem Naty, a to moje bliźniaczka Franceska.- wskazała na dziewczynę z długimi czarnymi prostymi włosami i zielonymi oczyma.
-Miło mi. Ja jestem Ludmiła. - odrzekłam niepewnie.
-Jesteś tu nowa? - spytała Franceska.
-Tak. - przytaknęłam. - Ale jestem tutaj pierwszy raz i nie wiem gdzie są poszczególne klasy.
-Nie martw się! -krzyknęła Naty. - Oprowadzimy cię!
Razem chodziłyśmy po Studiu, rozmawialiśmy. Nagle z jakiejś sali wyszedł nauczyciel i zawołał -Natalia, Franceska, mógłbym was prosić na chwilę?
-Oczywiście- odrzekły- Ludmi, poczekaj tu na chwilkę.
I pobiegły. Zostałam sama. Czekałam na nie chyba godzinę. Wreszcie nie wytrzymałam i oddaliłam się z korytarza. Nagle... usłyszałam śpiew. Tak cudowny... Podążyłam w jego stronę. Stanęłam w drzwiach pomieszczenia. W sali siedział brązowowłosy chłopak z grzywką postawioną na żel i przepięknymi czekoladowymi oczyma. Grał na gitarze i śpiewał piosenkę, którą często słyszałam w radiu - Te esperare. Jednak w jego wykonaniu brzmiała 100 razy lepiej. Stanęłam i jak zaczarowana słuchałam. Nagle ktoś krzyknął od tyłu.
-Ludmi! Hej! Hej! Ludmi!
Była to Naty, która ciągnęła za sobą Fran.
-Gdzie ty byłaś?- spytała Fran.
-J-j-jaaa? Ja czekałam na was chyba z godzinę więc poszłam się przejść.- Zerknęłam za siebie, gdzie cały czas śpiewał ten nieziemski chłopak.
-I chyba kogoś zauważyłaś... - dziewczyny zachichotały
-A może się w nim zakochałaś. - Fran ponownie zachichotała.
-Ja nawet nie wiem kim on jest, a co dopiero miałabym się zakochać...
-To Federico. Pochodzi z Włoch. Jego rodzice są w separacji. Mieszka z matką. I cudownie śpiewa.- Naty ... zachichotała. Nie mogą przestać...?- Teraz już wiesz kim on jest, to co? Zakochałaś się?
Zadzwonił dzwonek na lekcję, co mnie uratowało i nie musiałam odpowiadać na pytanie. Po lekcji dziewczyny odprowadziły mnie do domu. Nie wracały do tematu Federico, za co byłam im wdzięczna.
Od razu po wejściu do domu umyłam się, przebrałam w pidżamę i położyłam do łóżka. Nie mogłam jednak zasnąć. W głowie huczały mi słowa Naty - Zakochałaś się?
-Sama nie wiem... - odparłam nie wiadomo do kogo.-
 Jutro pójdę do studia i spotkam się z Federico. postanowiłam. Pogadam z nim i zobaczę, jak rozwiną się wypadki.
To był zły pomysł, że przypomniałam sobie jego imię. Teraz w całej głowie dźwięczał mi cudowny głos Fede.
Wreszcie opanowałam się i około godziny 2 w nocy zasnęłam.


**************
Oto pierwszy rozdział mojego autorskiego opowiadania "Czemu..." Beznadziejny...
Komentujcie!
Następny rozdział wstawię jutro, albo jeszcze dzisiaj.
Besos
/Patty*


* to mój podpis, ok?





piątek, 26 czerwca 2015

Opowiadanie "Czemu..." Prolog

Prolog


Czemu...?
To pytanie zadaje każdy z nas...
"Czemu nie jestem bogaty?"
"Czemu nie wygrałam tego konkursu?"


Lecz Ludmiła... Ludmiła zadaje inne pytania.
"Czemu świat jest taki bezwzględny?"
"Czemu nikt mnie nie akceptuje?"


No właśnie. Ludmiła. Dziewczyna skrzywdzona przez los. Rodziców straciła w wypadku samochodowym. Ma ogromny talent do śpiewu i tańca. Świetnie gra na gitarze i keybordzie. Wcześniej chodziła do "Studio superstar". Tam wszyscy uważają, że są najlepsi. Jako że Lu jest cicha i nieśmiała, nikt nie zwracał tam na nią uwagi. Wreszcie w Internecie znalazła informacje o egzaminach wstępnych do "Studio On Beat". Zgłosiła się tam i pomyślnie przeszła egzaminy. Dostała się. Cieszyła się a jednocześnie bała. Czy inni ją polubią? Czy zaakceptują? Trzeba poczekać, pójść tam i zobaczyć...


***********
tak prezentuje się prolog do mojego opowiadania o Fedemile pt. "Czemu..."
Komentujecie! Ja uważam że to beznadzieja...

Witajcie! :)


Hej, jestem Patrycja.
Fedemiła to moja ulubiona para z serialu "Violetta", i to nią będę się inspirowała, pisząc opowiadania.
Pozdrawiam
Besos
PattyFedemila