poniedziałek, 10 sierpnia 2015

One Shot Specjalny "Bo czasami nie warto nic robić" część 2

*Natalia*
Otwieram powoli oczy. Z początku widzę ciemność, później mój wzrok wyostrza się i dostrzegam szczegóły. Rozglądam się i przystaję na widok mojego brata. Łapię go za ramię i mocno potrząsam.
-Fede, Fede! - krzyczę. Po chwili chłopak budzi się.
-Co się stało? - pyta.
-Mieliśmy wypadek. - szepczę
Brat przygląda się mi chwilę, potem odwraca się i łapie za klamkę drzwi samochodu. Otwiera je i z trudnością wychodzi. Podaje mi rękę, którą szybko ściskam. Federico próbuje mnie wyciągnąć. Nagle czuję ból w nodze - niewyobrażalny ból - i krzyczę. Fede natychmiast przestaje ciągnąć, obiega samochód, z którego tak naprawdę pozostała kupa złomu, otwiera tylne drzwi. Postanawiam zerknąć na moje nogi. ......
-Aaaaa!!!! - krzyczę.
Brat również patrzy w tamtą stronę. Oboje nie możemy uwierzyć. Moje dolne kończyny są całe zakrwawione, a na dodatek przyciśnięte kilkudziesięcioma kilogramami metalowych części auta. Co najgorsze, powoli przestaję je czuć!




*Franceska*
Już godzinę czekam na przybycie Fede i Naty. Kurczę, czy oni zawsze się tak spóźniają? A może stało się to, czego właśnie się obawiałam....? Czy to możliwe że ona już...
Zrywam się z krzesła i podbiegam do barmanki, chcąc zapłacić za szejka. Wybiegam na dwór, wsiadam do samochodu i odpalam silnik. Jadę autem drogą prowadzącą z tej kawiarni na odludziu do centrum miasta. Między nimi jest las. Przyspieszam do 70 km/h. Nagle na poboczu coś widzę, lecz prędkość jaką dysponuję nie pozwala mi się dokładniej przyjrzeć. Hamuję więc, zakręcam i podjeżdżam do owego czegoś, co jak się okazuje jest zniszczonym samochodem. Staję na skraju drogi i wysiadam z auta. Nagle zza pojazdu wybiega................. Federico!!!! Podbiega do mnie.
-Fran! - krzyczy - Z nieba nam spadłaś!
Łapie mnie za rękę i ciągnie do samochodu. W nim widzę ledwo przytomną Naty. Jej nogi są przygniecione przez elementy pojazdu i całkowicie zakrwawione. Piszczę i rozglądam się na boki.
-Czemu nie dzwonisz po karetkę? - piskliwym głosem pytam Fede.
-Mój telefon i telefon Nat jest w torbie, która aktualnie znajduje się pod nogami Natki. - oznajmia mi chłopak.
Natychmiast wyciągam z torebki komórkę i wybieram numer 112.
Po kilkunastu minutach podjeżdża karetka i z wielkim trudem razem ze strażakami wyciąga omdlałą Naty. Ja i Fede wsiadamy do mojego auta i jedziemy do pobliskiego szpitala, gdzie mają zawieźć dziewczynę.
-Co się w ogóle stało? - pytam zdenerwowana Federico.
-Na jezdnię wybiegł jakiś pies, czy kot. Próbowałem zahamować, ale przewody się zerwały. No i uderzyliśmy w drzewo. - zestresowany chłopak zaczyna obgryzać paznokcie.
Zagryzam wargę.
-Przewody hamulcowe były zerwane? - z nerwów nie mogę wytrzymać.
-Dokładnie.
-A to było auto Ludmi?
-Tak, chcieliśmy je pożyczyć, ona wybiegła je wyprowadzić.
Wzdycham.
-Chyba to nie był przypadek. - cicho szepczę.
-Co!!! - słyszę krzyk Fede.
Zerkam na niego.
-Kiedy wróciłam do Włoch, spytałam Lu, czy coś ciekawego dzieje się w Rzymie. Ona warknęła że nie. - tłumaczę chłopakowi mój tok myślenia. - Diego wytłumaczył że do Ludmiły przyjeżdżają dzieci przyjaciółki jej mamy. Ona zrobiła się strasznie nerwowa, zaczęła się gęsto tłumaczyć. Potem ja powiedziałam że to okazja do poznania nowych ludzi itp. Ona przyznała mi rację, ale dziwnie się zachowywała i zmieniła temat. Później nagle zrobiła się dla was tak miła, jak nawet nigdy dla nas - jej przyjaciół. A teraz ten wypadek. Najpierw Lu wybiegła wyprowadzić samochód, chociaż mogliście zrobić to wy. Potem bez pytań pozwoliła jechać... To wydaje mi się dziwnie podejrzane... - skończyłam.
Dojechaliśmy do szpitala. Wbiegamy do budynku i siadamy na plastikowych krzesłach. Federico chowa twarz w dłoniach. Po chwili dobiega do mnie jego stłumiony głos.
-To Ludmiła to zrobiła. - to nie było pytanie.
Przytulam chłopaka i cały czas siedzimy w tej pozycji. Nagle z sali wychodzi lekarz.
-Jakaś rodzina Natalii Vidal? - pyta
-Jestem jej bratem. - mówi Fede, nadal do mnie przytulony.
-Dziewczyna żyje, lecz jest w ciężkim stanie i nie czuje swoich nóg. Ma też lekki wstrząs mózgu. Co było przyczyną wypadku?
-Przewody hamulcowe samochodu zostały przecięte. - mówię za Federico.
-W takim przypadku proszę natychmiast udać się na komisariat policji i złożyć zeznania. - oznajmia doktor.
Podaję mu swój numer telefonu, gdyż komórki rodzeństwa Vidal znajdowały się wciąż nie miejscu wypadku. Wychodzimy ze szpitala i jedziemy samochodem, tym razem na policję. Starszy sierżant (?) przyjmuje nas w swoim gabinecie (?). Najpierw Fede opowiada co działo się tuż przed wypadkiem, następnie ja wyznaję moją hipotezę co do sprawczyni. Sierżant gorączkowo notuje, a później wychodzi z pokoju. Wraca z 2 innymi policjantami.
-Gdzie mieszka podejrzana? - pyta jeden z nich.
Podajemy mu adres domu Ludmi. Policjanci wychodzą, wsiadają do radiowozu i odjeżdżają. My siedzimy w budynku, i ponownie przytuleni, czekamy na ich powrót.




*Violetta*
Ja i moi przyjaciele - oprócz Fran - siedzimy właśnie w domu Ludmiły i gramy w butelkę. Przerywa nam dzwonek do drzwi. Lu idzie otworzyć. Ponieważ znajdujemy się w salonie, widzimy i słyszymy wszystko co dzieje się w holu.
-Dzień dobry. - wita się ..... policjant! Zaskoczona podrywam się i przez przypadek uderzam Leona, w którego ramionach leżałam, w nos. Nikogo, nawet mojego chłopaka to nie obchodzi, wszyscy uważnie słuchamy rozmowy.
-Pani Ludmiła Ferro, lat 20? - pyta drugi sierżant.
-Zgadza się. - odpowiada Lu.
-Jest pani zatrzymana w sprawie wypadku samochodowego Natalii i Federico Vidal.
WTF!!!!!!!
Podbiegam do przyjaciółki.
-Coś się im stało? - pytam zaniepokojona.
-A pani jest...
-Ich przyjaciółką. - kończę.
-Panu Vidal nic się nie stało, a panna Vidal aktualnie znajduje się w szpitalu z objawami wstrząsu mózgu i sparaliżowaniem nóg (?).
.
.
.
.
-Co!!!! - zerkam za siebie, na moich przyjaciół. Ich miny zdradzają szok i strach.
Policjanci łapią Ludmiłę za ramiona i wyciągają na dwór.
-To ty to zrobiłaś?? - krzyczę wściekła
Lu tylko kiwa głową. Wsiada do radiowozu, a policjanci odjeżdżają.
Odwracam się. Podchodzę powoli do Leona, który przytula mnie, choć sam jest roztrzęsiony.
-Jedźmy do szpitala. - mówię. Wychodzimy, wsiadamy do busa taty Maxiego i ruszamy.
-Co się dzieje, Max? - pyta w pewnym momencie Cami.
-Ja zakochałem się w Naty. - odpowiada chłopak.
Zapada cisza. Obejmuję go, a Diego, który prowadzi auto, zerka na niego ze współczuciem.
-Jak mogłem tak pomylić się co do Ludmiły? - pyta. Nikt mu nie odpowiada.
Dojeżdżając do szpitala, nadal przytulam Maxa. Leon łapie mnie za rękę, Cami i Brod obejmują się a Diego nadal lekko rozkojarzony rozgląda się wokół.




*Federico*
Policjanci po jakimś czasie wracają na posterunek w towarzystwie Ludmiły.
Wychodzimy na dwór, sierżant przeprowadza obok nas tą idiotkę. Myślałem że jest spoko, a tu.... Nie mogę w to uwierzyć.
-Przepraszam. - głos Ludmi wbija mi się w czaszkę i tylko mocny uścisk Fran powstrzymywał mnie od rzucenia się na tą zdzirę.
Kiedy policjanci i Ludmiła zniknęli w drzwiach komisariatu, wchodzimy do samochodu i jedziemy do szpitala. Wchodząc do budynku widzimy całą paczkę oprócz Fran - która oczywiście jest obok mnie - i tej suki (XD).
Podchodzimy do nich. Wtem podchodzi do nas lekarz.
-Panie Vidal, pańska siostra właśnie się obudziła więc może pan ją odwiedzić.
-A my też możemy? - pyta Viola.
Doktor liczy nasze towarzystwo.
-No dobrze. Proszę za mną.
Prowadzi nas do sali nr. 15. Wchodzimy po cichu. Naty uśmiecha się do nas. Podchodzimy do łóżka, dziewczyna łapie mnie za rękę i ściska.




*Natalia*
Widząc ponownie paczkę i mojego brata bardzo się cieszę. Trzymam dłoń Fede. Rozglądam się i zauważając Maxiego uśmiech wchodzi na mą twarz.
Nagle uświadamiam sobie pomyłkę.
-Gdzie jest Ludmiła? - pytam, bo nie widzę jej wśród przyjaciół.
Miny zgromadzonych zaskoczyły mnie. Wymalowane były na nich wściekłość i zakłopotanie.
-No bo widzisz.....






CZĘŚĆ 3 POJAWI SIĘ JUTRO!!!!




Ps.
Ta część miała pojawić się wczoraj, albo jeszcze przedwczoraj. Bardzo przepraszam, ale po prostu miałam pilny wyjazd do kuzynki, więc rozumiecie że nie będę pisała One Shota w jej domu zwłaszcza że jest zagorzałą przeciwniczką Violetty. :( Tak więc przepraszam.


Besos
Patrycja











Brak komentarzy: