piątek, 7 sierpnia 2015

One Shot Specjalny "Bo czasami nie warto nic robić" część 1

One Shot Specjalny z okazji 350 wyświetleń na blogu.


Para: Fedecesca <Federico i Franceska>
Inni bohaterowie: Violetta i León, Ludmiła i Diego, Naty i Maxi, Camila i Broduey
Rodzaj: bliżej nieokreślony
Wiek postaci: 20 lat
Miejsce: Rzym
Zakończenie: szczęśliwe






*Franceska*
Wysiadam z samolotu. Kiedy moje stopy dotykają płyty lotniska, wciągam powietrze przez nos.
-Witaj ponownie, ojczyzno! - krzyczę.
Duża część zgromadzonych na lotnisku osób spogląda na mnie z dezaprobatą. Nie odchodzi mnie to.
Z Włoch do Buenos Aires przeprowadziłam się w wieku 15 lat wraz z moim 22-letnim wówczas bratem. Nie chciałam opuszczać ojczyzny ponieważ miałam tam grupkę najlepszych przyjaciół - Violę, Ludmiłę, Camilę, Leóna, Diega, Maxiego i Brodueya. Kochałam z nimi przebywać. Potem przeprowadziłam się do BA, lecz na szczęście nasz kontakt się nie urwał. Dziś nareszcie wróciłam do mojego kochanego kraju.
Jest strasznie gorąco, w końcu początek sierpnia zawsze przynosi suszę i niewyobrażalne ciepło.
Wie, że moi przyjaciele będą na mnie czekać, więc kiedy przechodzę całe lotnisko, i nie widzę ich, czuję się niemile zaskoczona.
-Jak mogli o mnie zapomnieć? - mówię sama do siebie.
-No bo przecież to niewybaczalne zapomnieć o Francesce Cauviglii. - słyszę za sobą znajomy głos.
Odwracam się i widzę moją ukochaną paczkę, na jej czele stoi rudowłosa Camila, której rzucam się na szyję. Moja najlepsza przyjaciółka uśmiecha się i całuje mnie w policzek.
-Cam! - również ją całuję.
-Hej, kochana! - krzyczy
-Ej, ej, ej, bo zacznę być zazdrosny. - mówi Broduey.
Wszyscy chichotają. Po kolei podchodzę do moich znajomych i witam z nimi.
-Co nowego w Rzymie? - pytam paczkę.
-Nic ciekawego. - mruczy pod nosem Ludmi.
Zdziwiona zerkam na resztę.
-Do Lu przyjeżdżają dzieci przyjaciółki jej mamy. - mówi Diego.
-No i co z tego? - pytam
-To, że jak usłyszałam dzieci, to myślałam że będą miały po kilka lat, a są w naszym wieku. - warczy Lu.
-To super! - krzyczę. - To okazja na poznanie świetnych ludzi.
-Może masz rację... - szepcze Lusia. - No dobra, chodźmy do twojego domu.
Łapię za rączki walizek i razem ruszamy w stronę busa taty Maxiego.




*Natalia*
Ja i mój kochany brat - Federico - właśnie jedziemy taksówką przez Rzym. Kierujemy się do domu córki przyjaciółki naszej mamy. Jedyne co wiemy, to to że ma na imię Ludmiła i tak jak my ma 20 lat.
Fede przez całą jazdę słucha muzyki, a ja rozglądam się. Nigdy nie byłam w stolicy. A mój brat tak. Szczęściarz. Nagle taksówkarz przystaje samochodem przy naszym chwilowym domu. Szturcham Federico.
-Fede, Fede, jesteśmy na miejscu. - szeptam.
Chłopak wyjmuje z uszu słuchawki i chowa je do kieszeni.
Wysiadamy z taksówki, uprzednio wpłacając kierowcy odpowiednią kwotę pieniędzy. Brat wyładowywuje nasze walizki z bagażnika. Łapiemy za rączki walizek i idziemy chodnikiem do drzwi frontowych.
Zanim dotknęłam przycisku dzwonka do drzwi, te otwierają się i staje w nich urocza brązowooka blondynka.
-Hej! Wejdźcie, proszę. - mówi, otwiera szerzej drzwi i ustępuje miejsca.
Pierwsza wchodzę do holu. Ludmiła prowadzi nas do salonu urządzonego w bardzo dobrym stylu. Dziewczyna macha ręką abyśmy usiedli i sama przysiada na niskiej pufie.
-Miło nam cię poznać. - mówię i podaję jej dłoń. Po chwili ten sam gest powtarza Federico.
-Jestem Federico, a to moja siostra Natalia. - mówi.
Na mojej twarzy pojawia się grymas.
-Nie jestem Natalia, tylko Naty. - poprawiam.
Ludmiła uśmiecha się pod nosem.
-Jasne. - na chwilę nastaje cisza. - A ja jak pewnie wiecie mam na imię Ludmiła, ale możecie mówić mi Ludmi albo Lu, bo tak woła na mnie moja paczka.
-Masz tu dużo przyjaciół? - pytam Lu szczerze zainteresowana.
-Tak, dość dużo. - odpowiada dziewczyna. - Zaraz.... - po chwili namysłu dodaje - Mam 7 najlepszych znajomych, z którymi spędzam czas. Jeśli chcecie, mogę was z nimi zapoznać.
-Naprawdę mogłabyś? - pyta Fede.
-Oczywiście.
Jeszcze chwilę rozmawiamy, później Ludmi prowadzi nas do naszych sypialni. Są na piętrze. Moja ma ściany pomalowane na brzoskwiniowo - super, to mój ulubiony kolor - a na drewnianej podłodze leży puszysty, brązowy dywan. Szybko wchodzę do przestronnej garderoby. Rozpakowywuję swoje ubrania i buty do szaf. Porem wracam do pokoju i rzucam się na duże łóżko koloru pomarańczowego. Zerkam na zegarek stojący na szafce nocnej. Jest już 19:26. Nagle słyszę krzyk Ludmiły : KOLACJA!!! Schodzę z wygodnego posłania i zbiegam na dół. Skręcam w wąski korytarzyk i wchodzę do kuchni, gdzie na stole leży talerzyk z 8 naleśnikami posmarowanymi nutellą. Mniam... Po posiłku wracam do pokoju i włączam komputer. Kilka kliknięć i już jestem na Facebooku. Wchodzę w profil Ludmiły. Status - zajęta > w związku z Diego Hernandez. Liczba znajomych - 294. Wysyłam jeszcze zaproszenie i wyłączam laptop. Spoglądam na zegar - jest 20:19. Idę do łazienki, zmywam makijaż, biorę szybki prysznic i kładę się spać.


*Federico*
Budzę się o godzinie 6:28 w mojej nowej sypialni. Ściany pomalowane są na zielono, pościele mają odcień turkusu. Wchodzę do łazienki, biorę prysznic, następnie ubieram się w jeansy, koszulkę w poziome pasy i sportową marynarkę. Na nogi wkładam adidasy. Podchodzę do lustra, nienagannie układam włosy przy pomocy żelu i wracam do pokoju. Nata pewnie jeszcze śpi, nie wiem jak Ludmi. Podchodzę do drzwi pokoju mojej siostry i pukam. Ku mojemu zdziwieniu Naty wychodzi z sypialni. Ubrana jest w różową sukienkę do kolan i szpilki w podobnym kolorze.
-Już wstałaś? - pytam zdziwiony
-A co myślałeś? - odpowiada pytaniem na pytanie.
Schodzimy na dół do kuchni, sami szykujemy śniadanie, a Lu wciąż nie ma. Wreszcie jednak wpada do pomieszczenia ubrana w szorty i biały crop top, na stopach nosi szare conversy.
-Wybaczcie, ale byłam w sklepie po kawę i ciastka na podwieczorek. A właśnie, chcecie iść ze mną na spotkanie z moją paczką?
-Pewnie. - odpowiadam jednocześnie z Naty.
-To chodźcie.
Wychodzimy z domu na gorący chodnik. Kierujemy się na obrzeża Rzymu. Ludmiła staje przed małą knajpką. Spogląda na nas ostentacyjnie i otwiera drzwi. Dziewczyna kiwa głową i podchodzi do stolika, przy którym siedzi siódemka 20-latków. Niepewnie ruszam za nią, moja siostra depcze mi po piętach.
-Hej, Lu! - krzyczy paczka.
Dziewczyna wita się z przyjaciółmi i gestem zaprasza nas do stołu.
-To jest Naty, a to Federico. - Ludmi przedstawia nas towarzystwu. - A to Violetta, León, Camila, Broduey, Maxi, Diego i Franceska. - macha ręką wskazując poszczególne osoby.
Ja i Naty witamy się po kolei z każdym.
Siadamy przy stoliku i zamawiamy szejki (od autorki: Nie wiem jak to się pisze). Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Jeśli miałbym oceniać, to według mnie najfajniejszym chłopakiem jest León, a dziewczyną - Francesca.
Jakiś czas później Maxi prosi Nat o rozmowę w cztery oczy. Po chwili wracają, moja siostra jest zarumieniona, a chłopak uśmiecha się tajemniczo. Chwilę później Fran, obok której siedzę, puka mnie w ramię.
-Ej, Fede. - szepcze - Możemy umówić się na spotkanie? Jutro o 14:30 w tej kawiarni za lasem, poza miastem.
-Jasne. - mówię, lekko zdziwiony.
-Dzięki. I weź ze sobą Natalię.
Po 2 godzinach - tak, 2 godziach - ja, Lu i Naty żegnamy się z resztą. Idąc do domu, powtarzam siostrze moją rozmowę z Fran. Tak, żeby Ludmiła nie usłyszała, rzecz jasna.
Wchodząc do domu zegar zabrzęczał, pokazując godzinę 12:00.
Szybko wbiegam do mojego pokoju i rzucam na łóżko, zastanawiając się nas intencjami Franceski.
Reszta dnia mija normalnie. Obiad, przeglądanie Facebooka, czytanie książek, słuchanie muzyki, podwieczorek, rysowanie, kolacja, prysznic. Przez cały czas intensywnie myślę o Fran. Już nie tylko o spotkaniu, ale ogólnie o niej. Jest bardzo, ale to bardzo ładna, wiecznie uśmiechnięta, z poczuciem humoru, miła jak nie wiem i do tego wolna. Czy ja się nie zakochałem...? Zastanawiając się nad tym zasypiam.
Budzę się o 10:13. Co??? Jak to??? Pędem wykonuję poranne czynności i zbiegam do kuchni. Dziewczyny siedzą przy stole i jedzą rogaliki.
-Co z tobą, Fede? - pyta Nat. - My jemy już drugie śniadanie!
-Poszedłem spać o 2 nad ranem. -mówię.
-To dużo wyjaśnia. - chichocze Ludmi.
Wlewam do miski mleko i wsypuję płatki kukurydziane. Pałaszuję wszystko w tempie rakiety. Jestem po prostu głodny. Po śniadaniu idę umyć zęby. Patrzę na zegar - jest 11:00. Kurcz, nie wytrzymam do tego spotkania. O co chodzi Francesce? Wzdycham, biorę do ręki telefon i uruchamiam grę <reklama XD> Mars Pop. Gra wciągnęła mnie. Właśnie przed chwilą pokonałem jakąś włoszkę. Hihihi, ciekawe kto to... Nagle z pokoju obok słyszę krzyk. Sekundę później do mojej sypialni wbiega wściekła Naty.
-Jak mogłeś mnie pokonać w Mars Pop? - krzyczy.
-O, to ty jesteś tą włoszką z którą wygrałem? - pytam, chichotając.
-TAK!!!
Natalia podbiega do mojego łóżka, łapie w ręce poduszkę i rzuca ją we mnie. Dostałem prosto w twarz. Zdenerwowany podnoszę ją i z całej siły uderzam w siostrę. Tak zaczyna się wojna na poduszki. Nagle przedmiot wypada z dłoni Nat i strąca zegar. W ostatniej chwili łapię go w ręce niczym superbohater. Patrzę na tarczę rozdzielczą - jest .... 14:26!!! Za 4 minuty powinniśmy być z Fran w kafejce. Mówię o tym siostrze. Natychmiast wybiegamy na korytarz. Przez przypadek wpadam na Ludmiłę.
-Uważaj!!! - krzyczy
Pomagam jej podnieść się z podłogi.
-Czy możemy pożyczyć twój samochód? - pytam.
-Jasne. Zaraz wyprowadzę go z garażu.
I wybiegła z domu. Po chwili wraca.
-Ok, możecie jechać. - mówi
Wsiadam z Naty do auta. Ja prowadzę. Przyspieszam do 100 kilometrów na godzinę. Mamy jeszcze minutę. Najwyżej się spóźnimy. Trudno. Trochę zwalniam. Nagle na drogę wbiega jakiś pies. Wciskam pedał hamulca, lecz... samochód nadal jedzie. Przewody hamulcowe zostały zerwane. Kompletnie nie panuję nad pojazdem, auto zaczyna jechać slalomem. Naty krzyczy, ale ja nie mogę nic zrobić. Widzę, jak skręcamy w bok. Samochód z dużą prędkością uderzył w drzewo. Ja sam pacnąłem głową o kierownicę i straciłem przytomność.


CZĘŚĆ 2 POJAWI SIĘ JUTRO!!!











































Brak komentarzy: